Ogród Pieta Oudolfa w Hummelo

Puk, puk. Czy są tu jakieś marzenia?

Piet Oudolf's garden

To musiało się wydarzyć. Ogród Pieta Oudolfa odwiedziłam w snach tyle razy, że wypadało zrobić to już na jawie, dotknąć, spojrzeć na ziemię i otoczenie, być tam po prostu przez chwilę, zaciągnąć się tamtejszym powietrzem, wdepnąć w wilgotną glebę, pogłaskać falujące trawy. Choć ogrody zwiedzam chętnie, to nie marzę o zobaczeniu żadnego z nich. Ten stanowił wyjątek, dlatego wiadomość o jego zamknięciu dla szerszej publiczności spowodowała u mnie przedziwny paraliż. Z jednej strony poczułam, że to już koniec, serce szybciej zabiło z żalu, z drugiej bijąc coraz szybciej pompowało też coraz więcej krwi, z którą mózg musiał coś zrobić, więc w końcu: “chrzanić to! jadę!”- wyskoczyło nagle z moich ust. Po prostu wiedziałam, że nie odłożę swoim zwyczajem tego na później, bo żadnego “później” nie będzie, nie miałam wyjścia. Pełne wsparcie małżonka otrzymałam jeszcze w pakiecie z obrączką, więc na tym polu nie było wątpliwości 😉

Hummelo

Ogród Pieta Oudolfa. Kogo?

Dla pasjonatów ogrodnictwa Piet Oudolf to postać kultowa, człowiek legenda, który swoją wrażliwością i nieszablonowym podejściem do roślin uwolnił byliny spod jarzma angielskich rabat i botoksu wiecznego kwitnienia. Człowiek, który dostrzegając piękno w przemijaniu paradoksalnie tchnął w nie życie, kluczowa postać ruchu “New Perennials (lub “New Wave Planting“).

Ten najbardziej wpływowy projektant ostatniego ćwierćwiecza to praktyk z krwi i kości. Papier wszystko przyjmie, ale w ogrodnictwie trzeba mieć jeszcze własne pole bitwy, aby móc  wygrać… cokolwiek. I tym właśnie polem stało się dla Pieta Hummelo. To tutaj od początku lat 80-tych eksperymentował, szukał, sprawdzał, to tu wcielał w życie pomysły, które ewoluowały w zgodzie z jego wrodzoną intuicją. Ogród stanowił miejsce spotkań tak z klientami zainteresowanymi jego twórczością, jak i podobnymi jemu samemu pasjonatami, projektantami, artystami. Ta otwartość Oudolfów spowodowała, że zebrali wokół siebie ogromną rzeszę ludzi poszukujących nowych kierunków myślenia o zieleni towarzyszącej człowiekowi; stali się magnesem przyciągającym jednostki wrażliwe, zorientowane na pogłębianie wiedzy i wymianę doświadczeń. Oczywiście piszę to wszystko z poziomu absolutnej psychofanki i na to niektórzy co bardziej krytycznie myślący powinni brać poprawkę. Albo nie brać. Oudolf wielkim artystą jest 😉

Hummelo garden

Fal nie ma fal nie ma fal…

Działka ma ponad hektar, wydaje się dużo, ale taki areał pomieścić musiał stary dom, wolnostojącą pracownię mistrza, zabudowania gospodarcze dla działającej jeszcze do niedawna szkółki roślin, parking, no i sam ogród. Jest to więc przestrzeń bardzo mocno podzielona i próżno szukać tu oddechu i dalekiej perspektywy. W zamian otrzymujemy ogród mocno zamknięty w sobie (otwarcie na otoczenie pojawia się tylko miejscami w okolicach pracowni) i wnętrza podzielone formowanymi żywopłotami. Cisowych bloków ciętych w fale brak. Nie wytrzymywały ciągłego podtapiania, umierały powoli na oczach właścicieli, więc postanowiono skrócić ich męki. Na pewno był to jeden z charakterystycznych elementów prywatnego ogrodu Pieta Oudolfa, ale na tym przykładzie widać dokładnie, że ogród to żywy organizm, utwór czasoprzestrzenny, w którym cały czas zachodzą zmiany. Jeśli nie zachodzą to znaczy, że was oszukali i te rośliny nie są żywe.

Żywopłoty które pozostały stanowią ramy utrzymujące w ryzach swobodne rabaty, które bez tego mogłyby się wylać na okoliczne pola. Zresztą, co ja wam będę pisać… Pokażę co tam napstrykałam 🙂

Perennials garden

Prairie garden

sporobolus

sporobolus heterolepis

Sporobolusy. Wszędzie sporobolusy! Cudowne sporobolusy!

sporobolus grass

sporobolus różnołuskowy
Sporobolus heterolepis w większej grupie

Do sporobolusów różnołuskowych wrócę jeszcze z osobnym postem, bo to rośliny, które zasługują na własną notkę 😉

Trawy, trawy i jeszcze raz trawy…

Kłębią się wszędzie. Prym wiodą te delikatne, lekkie, wypełniające szczelnie każdy kąt. Mamy tu przede wszystkim prosa, śmiałki, sporobolusy czy miłki. Obecne są też trzcinniki różnej maści, palczatki, którymi zachwycali się wszyscy, miskanty, piorkówki, trzęślice, ostnice. Lokalne warunki nie sprzyjają uprawie tych ostatnich- lustro wody znajduje się wysoko, ogród wielokrotnie był też zalewany- to nie miejsce dla roślin sucholubnych. Ale w kostce radzą sobie wspaniale. Napiszę więcej, to w kostce wyglądają najlepiej 😀 Stipa jak chwast tworzy urocze wysepki i sama nie wiem czy to celowy zabieg czy akceptacja samosiewu. I wiedza ta nie jest mi do niczego potrzebna 🙂

Stipa Pony Tails
Stipa ‘Pony Tails’ taka wolna

acer griseum

amsonia

W ogóle chciałabym jak najmniej pisać o tym ogrodzie, więc pomału wyciszę słowa. Nie pojechałam tam aby analizować, o nie! Zresztą, dlaczego miałabym to robić? Chciałabym abyście mogli być tam ze mną, byśmy mogli stanąć po przeciwnych stronach prosowej wyspy widząc jedynie czubki swoich głów, abyśmy mogli nie rozmawiać o składzie rabat, o tym co to za odmiana szałwii czy astra, albo czy ten sasafras da radę w warunkach Polski. Chciałabym abyście mogli poczuć razem ze mną takie pospolite wzruszenie z obcowania z czymś pięknym. Po prostu.

perennials

byliny jesienne

stachys seedhead

agastache nepetoides

Łąka bylinowa

Westchnę do niej jeszcze nie raz i nie dwa. Założona w miejscu dawnej szkółki, tuż przy budynku pracowni jest dokładnie tym, czego szukam w ogrodach. Być może moment, w którym ją oglądałam jest akurat jej najlepszym? W którą stronę pójdzie? Jakie rośliny przejmą kontrolę, a które ustąpią? I do jakiego stopnia jest to korygowane przez właścicieli? Niesamowite jest to balansowanie między kontrolą, a dzikością, oczekiwaniami, a tolerancją, korygowaniem, a akceptacją. A mówię dokładnie o tym:

Piet Oudolf's garden

piet oudolf's garden hummelo

dutch wave

trawy ozdobne
Nie mogę się na te miękkości napatrzeć 🙂
trawy ozdobne zimujące
Przy samym budynku pracowni jest też niewielki fragment, po którym widać, że tutaj to już człowiek rządzi 😉 Niemniej jednak paleta brązów smaczna bardzo. Jak ktoś mi mówi, że zimozielony ogród jest lepszy to mam ochotę zdzielić go suchą nawłocią. Nie uznaję przemocy, więc robię to tylko w myślach :/

Bez podsumowania nie kliknę “Opublikuj”

Muszę wam napisać, że jestem ogromnie szczęśliwa 🙂 Hummelo było i jest dla mnie miejscem szczególnym. Piet Oudolf był jednym z pierwszych projektantów, których poznałam i to oglądanie jego realizacji przynosiło mi ukojenie. Wiedziałam dzięki nim, że tam gdzieś jest ktoś, kto widzi świat jak przyrodnik czy poeta, kreuje go po swojemu jak malarz, a do tego inspiruje i porywa tłumy jak gwiazda rocka. Chociaż pojeździliśmy trochę po Holandii, dużo zobaczyłam, wiele ogrodów odhaczyłam i tysiące zdjęć przywiozłam, to właśnie wizyta w Hummelo była celem nadrzędnym, “moją Mekką”- jak to określił bambusowy kolega. Pielgrzymki się jednak skończyły, ogród został oficjalnie zamknięty dla zwiedzających, a nam zostały jedynie wspomnienia i Internet. Piet Oudolf prowadzi bardzo aktywnie konto na Instagramie, więc jeśli jeszcze nie obserwujecie to tutaj KLIK i już jesteście obok niego. A tutaj KLIK i jesteście obok mnie 🙂

jankosia

 

54 thoughts

  1. Jankosiu, po prostu DZIĘKUJĘ 🙂
    Gdzieś tam między mgiełką trawowych kwiatostanów powinnaś wypatrzyć mój cień.

    Dla mnie Oudolf to również guru ogrodniczy, ale podobają mi się też ogrody Jaapa de Vries 🙂

    1. No co ty?! Poważnie? My byliśmy dokładnie 18-ego października, a ty?

      Jaapa de Vriesa znam, chyba nawet kiedyś była tutaj rozmowa na jego temat. W mojej pierwszej mapce wycieczki jego Jakobstuin było razem z dwoma noclegami (tam jest B&B i wtedy dostęp do ogrodu nieograniczony), ale to było tak daleko od innych punktów, że trzeba było odpuścić 🙁

      Ja cenię sobie bardzo wielu projektantów, ale to dzięki Oudolfowi zaczęłam ich w ogóle szukać. W tej chwili nie oglądam jego projektów z takimi wypiekami, ale będę zawsze pamiętać ile mu zawdzięczam 🙂

      1. Eh, biegałam za tobą wirtualnie 🙂

        Ja zaczęłam oglądanie ogrodów pod kątem projektantów dość dziwnie. Grzebałam w internecie i wpadł mi w oko ten taras obsadzony trawami i rozchodnikami. Długo był to mój ideał http://www.franchescawatson.co.za/portfolio/1-portfolio_simple-garden.htm Konkretnie ten ogród, bo reszty projektów Francheski Watson nie trawię. Potem był Noel Kingsbury bardzo krótko. I kiedy wpadłam w trawy to już klops, bo teraz jak ogród nie ma traw, nie podoba mi się 🙂

  2. Wspaniale, że zabrałaś nas do swojego świata marzeń!

    Może Cię to pocieszy, ale słynne zespoły rockowe co rusz ogłaszają ostatnią płytę lub trasę koncertową, a po jakimś czasie chyba nuda ich zżera, czegoś im brakuje i znowu dają czadu. Może dotyczy to również ogrodowych mistrzów?

    Klimaty, które tworzy Piet Oudolf są mi bardzo bliskie, choć przyznam, że nie śledzę na bieżąco jego poczynań. W moim ogrodzie dążę do wysokiego, różnorodnego bałaganu, choć na razie wszystko wychodzi mi nieco zbyt kwadratowe. Mieszkam na wsi, obserwuję różne „użytki ekologiczne”, chwastowiska, pola leżące odłogiem, opuszczone działki, pobocza dróg. Miejsca, których nikt nie uprawia. Na brzegach pól zalanych chemią późną wiosną / latem wyrasta cała mozaika roślin, które umknęły chwastobójom.

    I takie miejsca widzę patrząc na zdjęcia z ogrodu, który nam pokazałaś. Moje wrażenie jest takie, że Piet Oudolf stosuje coś w rodzaju „wzmacniaczy smaku”, kondensuje, intensyfikuje jakiś pomysły stworzone przez naturę.

    Może kiedyś taki Piet Oudolf stanie przed niezasianym przez człowieka chwastowiskiem, popatrzy, poduma i uzna je za dzieło skończone, obraz, w którym niczego nie trzeba zmieniać?

    1. Dziękuję, ale mnie pocieszać nie trzeba, bo ja smutna nie jestem 🙂 Byłam, widziałam, starczy mi 🙂 Nie wiem czy Oudolfowie będą mieli w sobie tyle siły, żeby na nowo otworzyć ogród. Myślę, że jeżeli nie szykuje się w Hummelo żadna rewolucja to pozostanie już ogrodem prywatnym. Niemal czterdzieści lat przyjmowania obcych ludzi to można się zmęczyć i chcieć odpocząć, nie sądzisz? Mam nadzieję, że w zdrowiu i szczęściu będą teraz mogli sobie jak normalni ludzie nacieszyć się własnym ogrodem 🙂

      Intensyfikuje mówisz? Może i masz rację, bodźce które do nas docierają muszą być coraz silniejsze, abyśmy w ogóle coś poczuli. Z drugiej strony Oudolf mówił kiedyś, że w ogrodach nie próbuje kopiować natury, ale stara się odtworzyć uczucia, których doznajemy w kontakcie z nią. Na pewno coś przekręciłam, ale przekaz był dokładnie taki 🙂

      Jeśli chodzi o dzikie miejsca, miedze, pobocza to jeszcze wrócimy do tematu 😉

      1. Kingsbury w “Planting. A new perspective” używa określenia “enhanced nature”.
        A sam Oudolf w filmiku o Lurie Garden, dostepnym na YT mówi, że zależało mu na tym, aby “pokazać naturę w taki sposób, aby ludzie to zrozumieli”.

        Też jestem wielbicielką Oudolfa ale jednak wsadzę szpileczkę, bo temat “ogrodów zimozielonych vs trawiastych” zwrócił moją uwagę:D.
        Po pierwsze: zarówno Oudolf jak i np.: Tom Stuart-Smith wykorzystują rośliny zimozielone, żeby “rozwichrzonym” rabatom nadać trochę struktury.
        Po drugie: “zimowe” zdjęcia rabat preriowych są piękne, ale tak naprawdę to są zdjęcia jesienne. W naszym klimacie pierwszy opad śniegu powoduje łamanie się łodyg i niszczy cały urok tych rabat. Jedyne pocieszenie, że te opady pojawiają się coraz później – w styczniu, lutym, zamiast w grudniu:D.

        Na koniec podrzucam ciekawego linka nt interesującej Cię łąki:D:
        http://noels-garden.blogspot.com/2013/11/perennial-meadows-piet-pulls-it-off.html

        1. Nie, to jakoś inaczej szło… ale nie mogę zlokalizować tej wypowiedzi; pamiętam, tylko, że spodobało mi się, bo wykluczało jakiekolwiek kopiowanie czy nawet bezpośrednią inspirację, to była rzecz, która działa się na poziomie naszego ludzkiego backgroundu, skojarzeń … jak znajdę to dopiszę w komentarzu 🙂

          Nie ma tematu “ogrodów zimozielonych vs trawiastych” 🙂 W takiej wojnie nie byłoby wygranych. Mój komentarz był tak pół-żartem, pół-serio 😉 Aaaale gdybym musiała wybierać … 😉

          Posta Noela, który zalinkowałaś znam. Zresztą tam się pojawia wątek Jamesa Hitchmougha, a to jest w tej chwili mój największy idol 😉
          Natomiast nie mogę się zgodzić z twoim twierdzeniem, że rabaty preriowe nie mogą się w naszym klimacie dobrze prezentować zimą. Dużo zależy od wybranych gatunków i gleby. I roku. W zeszłym na przykład pierwszy śnieg był tak mokry, że położył wszystko łącznie z twardymi miskantami, a nawet krzewami. No ale to pojedynczy przypadek, zwykle przychodzi mróz, potem pada śnieg i dalej mróz, więc taką pierzynkę, nawet całkiem grubą spokojnie większość łodyg utrzymuje z godnością 🙂 Mówię o moim regionie.

          1. Znasz? W takim razie podrzucam innego posta, którego znalazłam dzisiaj całkowitym przypadkiem: http://www.thenewperennialist.com/designing-w-remarkable-plantsmen-piet-oudolf-roy-diblik/.
            Niepowtarzalna możliwość “podejrzenia” jak wygląda proces projektowania takich rabat “od podszewki”. I to przy pomocy takich tuzów jak Oudolf i Roy Diblik:D.

            Niezależnie od warunków pogodowych, osobiście lubię “zakotwiczenie” rabat bylinowych roślinami zimozielonymi. Kiedyś Pszczelarnia pokazywała właśnie taki czysto bylinowy ogród i dla mnie był jednak zbyt chaotyczny. Lubię, jak ogród ma “strukturę” i uważam, że ogród Oudolfa bez sławnych bloków cisowych dużo jednak stracił. No ale to już osobiste preferencje:D

          2. O no pewnie, że znam. Przecież to “przewodniczący” Tony spencer prowadzi 😉

            Dla mnie struktura ogrodu nie musi być roślinna, a tym bardziej zimozielona. Bardzo podobają mi się realizację, gdzie szkielet stanowi mała architektura i elementy typu kawałek muru, kamienne słupki, nawierzchnie itp. a pomiędzy tym wszystkim DZICZ 😀 Oczywiście pisząc “podoba mi się” nie mam na myśli, że zaraz będę to chciała to przenieść do siebie. Ja jednak muszę mieć sporo miejsca dla tego całego małego życia, bo inaczej byłoby mi smutno. Więc chociaż wcale nie mam na to ochoty to trzymam np. starego, wielkiego jałowca czy jedyną u mnie tuję, bo co roku są tam nowe gniazdka. No co ja mogę zrobić wobec takiego faktu? Wyciąć, bo mi się nie podoba? Bo nie pasuje? W życiu! Chyba, że się z ptakami dogadam, że teraz tutaj im posadzę trzmieliny, one tam się przeniosą, a wtedy ja odpalam piłę i pozbywam się paskudnego jałowca 😉

  3. Wspaniale! moje serce mocniej bije na te widoki. Tak, to właśnie mój styl, tylko jak osadzić to na skrawku ziemi w środku betonowego miasta?
    Mam pytanie o sporobolus. Czy rzeczywiście pachnie kolendrą?
    Botoks roślinny 🙂 🙂 jesteś niesamowita, niezwykle celne stwierdzenie.

    1. Wbrew temu co się mówi, to ogrody naturalistyczne świetnie wpisują się w miejski kontekst na zasadzie wzajemnego pożerania i kontrastów.

      Ryska, czy ty właśnie użyłaś “pachnie” i “kolendra” w jednym zdaniu? Jestem tym faktem przerażona 😱 Odpowiadając na twoje pytanie, tak, sporobolusy “pachną” kolendrą. W różnych porach dnia i roku i sama nie wiem od czego to zależy. Zapach pojawia się dopiero po zakwitnięciu. Ale to cudna trawa 🙂

      1. Upcham tych traw ile się da 🙂
        Ale nie będą to sporobolusy ze względu na ten zapach. No dobra smród, nie jestem w stanie znieść zapachu ani smaku kolendry.
        A szkoda, strasznie mi się podoba ta trawa.
        Dzięki 🙂

    1. Witam 🙂
      W tekście podałam linka do Instagrama Oudolfa (nie trzeba mieć konta aby przeglądać) i właśnie tam pokazuje on jak wygląda ogród na przestrzeni miesięcy. Zaraz po cięciu, pod koniec lutego, rzeczywiście jest pusto (przynajmniej w porównaniu do miesięcy letnich i jesiennych), ale już od kwietnia ogród tętni życiem 🙂 Proszę pamiętać, że obok bylinowych pól, jest on pełen drzew, krzewów i małej architektury.

      Jeśli to moda, to ja jestem “za”, oby trwała jak najdłużej 🙂

  4. Strasznie długo trzeba było czekac zebys cos nowego wstawiła, tak długo ze juz przestałam zaglądac. No ale w końcu jest , śmiałe słowa i jak zwykle cudne zdjecia.Dzięki Moniko , fajnie ze spełniłas w ostatniej chwili swoje marzenie, dzięki temu i my mielismy ucztę.Teraz wiem do czego dążysz u siebie.

    1. Normalnie napisałaś jakbym umierać już miała :-O
      To najdłuższa przerwa jaką zaliczyłam w prowadzeniu bloga. Trzeba czasem się wycofać, zwłaszcza, że dużo się działo 🙂

      1. ,,Spełniłas w ostatniej chwili swoje marzenie” nie odnosiło się do ostatnich chwil Twoich tylko do tego że za chwilę zamykali ogród dla publiczności. Nie wierzę ze tego nie zrozumiałas.Ty jestes samą energią i wieczną marzycielką i bedziesz taką jeszcze niemal wiek bo przeciez jestes młodziutką dziewczyną która kocha zycie , ludzi , rośliny, tacy ludzie zyja długo,popatrz na ostatnie zdjecie,jestes częścią wiecznej przyrody.

  5. Moniko cieszę się bardzo, że za sprawą realizacji Twoich marzeń mogłam zobaczyć ten ogród jeszcze w innej porze. Świetne kadry, chyba miałaś też dobrą pogodę . Zdjęć łąki mi mało bo to bardzo ciekawy kawałek.

    Proszę rozwiń myśl ” uwolnił byliny spod jarzma angielskich rabat i botoksu wiecznego kwitnienia” – nie za bardzo zrozumiałam ten przekaz.

    Bardzo dziękuję za relację.

    1. Cześć Mira. Wiesz, że to wszystko przez Ciebie, tak? 😉 Pamiętam, powiedziałaś “Jankosia, spełniaj marzenia”. No to co ja się bez sensu buntować będę 😉

      Moje mało zrozumiałe metafory przychodzą wtedy, kiedy bardzo, ale to bardzo chcę coś ludziom przekazać, ale słowa się nie kleją, albo kleją się tak mocno, że zajmują półtorej strony i samej nie chce mi się tego czytać. Wtedy kasuję i chodzę, czasem pieląc. I czasem owocuje to tworami, które w moim mniemaniu wyczerpują temat. Ale skoro prosisz to spróbuję go rozwinąć, choć za efekty nie ręczę 🙂
      Tym krótkim zdaniem chciałam opowiedzieć ile zawdzięczamy Oudolfowi w oswajaniu ludzi z naturą przy pomocy ogrodów. Wiesz, w ogrodnictwie od zawsze materia ta sama: rośliny, ziemia, słońce, woda, materiały budowlane. Koła na nowo nikt nie wymyśli, a i wiadomo, że okresy bogactwa i przesytu następują po tych, w których szuka się prostoty. Taka wieczna karuzela pt. “Najadłam się, zaraz pęknę. No dobra, ułożyło się, zjem jeszcze kawałeczek” więc tutaj nie ma co się skupiać na szczegółach typu używał takich, a takich roślin, albo używał ich dużo lub mało. Raczej chodzi o to, że pod strzechy trafił komunikat (i trafił do serc, a to najważniejsze), że forma, chociaż ważna, nie zastąpi treści, a z tą kolei nie zapoznamy się wybierając jeden moment z życia rośliny. Jestem mu wdzięczna za to, że pokazał jak wzruszająca może być obserwacja zachodzących w ogrodzie zmian i że to nie o rabaty chodzi i nie o same rośliny (bo te w na każdej szerokości geograficznej będą inne) ale o uczucia jakie wywołują w nas. Ludziach. Więc każdy może w duchu New Wave Planting zrobić to po swojemu. I że nie ma w tym sztuczności, udawania, zbędnego nadymania się. Nie o wygląd czy iluzję chodzi, ale o kwintesencję 🙂
      Czytam co napisałam i powiem tak: jestem psychofanką. Zdecydowanie. I niby za często nie oglądam już jego projektów to- jak to mówią- stara miłość nie rdzewieje 😉

        1. To określenie (” uwolnił byliny spod jarzma angielskich rabat i botoksu wiecznego kwitnienia” ) wydaje bardzo trafne. A ja zrozumiałam to tak, Nie tylko kwitnące rabaty są piękne. Warto odkryć piękno w roślinach w różnych fazach ich rozwoju. Choć co do formy się nie zgodzę. Forma musi być. Nie mix border, ale łąka czy preria też jest formą. Czy o nie “forma” dotknięta ręką człowieka robi ogród?

          1. Dokładnie tak samo ja zrozumiałam to zdanie (bardzo trafne zresztą:D).
            W typowych angielskich rabatach chodzi o to żeby wydobyć maksimum możliwości z sezonu kwitnienia. Po sezonie rabaty się czyści i cześć. Dopiero Oudolf pokazał nam “beauty of decay” (określenie jego własne), czyli to, że okres “zasypiania” ogrodu też może być piękny.
            Dodatkowo, jego wielkim wkładem w sztukę ogrodniczą jest dostosowanie jej do możliwości i wyzwań obecnego świata (co za górnolotne stwierdzenie!:)). Typowa angielska rabata wymaga regularnego przesadzania, dzielenia, nawożenia, podlewania, podpierania, czyszczenia przekwitniętych kwiatów – kto dzisiaj ma czas i możliwość na coś takiego?! Oudolf pokazał, że można tego wszystkiego uniknąć, jeśli dobiera się byliny nie tylko pod kątem kwitnienia, ale także pokroju, struktury, sposobu rozmnażania (sieje się, czy rozrasta kępowo), trwałości (krótkowieczna czy długowieczna) itd.

          2. Ewo, dobrze rozumiesz. Myślę, że w ogóle ocenianie rośliny tylko i wyłącznie pod kątem kwiatu to jest tak, jakby oceniać człowieka po tym jak WYGLĄDA w wieku lat dwudziestu. Stąd późniejsze próby sztucznego utrzymywania tego mirażu.
            A co do formy to co innego miałam na myśli. Wczorajsza migrena spowodowała, że jak zobaczyłam pytanie Miry to tylko jęknęłam, że muszę myśleć zamiast spać i chyba stąd taki potok 😉 Forma zawsze jakaś jest, ale nie ona jest najważniejsza. Zauważ, że przedstawiciele tego ruchu tworzą na całym świecie, ogrody są różne, różnych roślin używają, często rodzimych dla danego regionu, a mimo to, te ogrody są spójne z tym co robi Oudolf. Wyglądają na zupełnie różne, jednak wyczuwalny jest taki wspólny background. O to mi chodziło kiedy pisałam, że nie forma.

      1. Całkowicie zgadzam się z twierdzeniem, że forma nie zastąpi treści. Ale w życiu nie zgodzę się, że angielskie rabaty cechuje przerost formy nad treścią! Dla mnie uroda angielskich ogrodów kryje się właśnie w utrzymaniu równowagi między jednym a drugim.
        Mam wrażenie, że za wiecznym kwitnieniem gonimy my, polscy ogrodnicy, może z powodu wiecznego niedosytu spowodowanego klimatem. I dlatego pewnie najbardziej pamiętamy z ogrodów angielskich kolorowe, kwitnące rabaty bylinowe, no, może jeszcze cottage garden. A przecież ogród angielski to nie tylko to.
        Rzeczywiście, Oudolf odwrócił naszą uwagę od kwiatów, a skierował ją na uroki procesu przemiany. I za to mu cześć i chwała. Ale głównie, w moim odczuciu, przesunął punkt ciężkości na byliny, i to niektóre grupy, pokazując, że ogród z mniej wyrazistą strukturą, albo zgoła bez niej, może być piękny.

        1. Ja za mało znam ogrody angielskie. Poznałam je jako przeciwwagę dla ogrodów francuskich jeszcze na zajęciach z historii sztuki. Ale teraz, jako ogrodnika, w ogóle mnie w te rejony nie ciągnie. Doceniam kunszt budowania rabat i obfitość w każdym calu, ale to jednak nie moja bajka. Bardzo mi się pamiętam podobał zobaczony u Ciebie biały ogród Sissinghurst oraz u Marty część żwirowa w ogrodach Beth Chatto. I to by było na tyle. Nie wynika to z mojej złej woli, po prostu ten styl nie odpowiada mojej teraźniejszej osobowości. Może to się zmieni? Wrócę (bo kiedyś ogrody angielskie stanowiły dla mnie ideał)? A może po prostu dojrzeję? 🙂 Niczego nie wykluczam, na wszystko jestem otwarta 🙂

  6. Ja myślę, że to nawet nie o dyktat nieprzerwanego kwitnienia chodzi – w innym podejściu do ogrodowania ale o sam fakt, że Anglicy poza bambusami nie używali traw w swoich ogrodach i roślin bezdrożnych. Ja tu widzę największą różnicę. Pszcz.

  7. Ja też byłam poruszona informacją, że Oudolf zamyka swój ogród dla publiczności, miałam wielką nadzieję tam pojechać. Zgadzam się z Tobą, że jest genialnym projektantem i wprowadził sztukę ogrodową na nowe tory. Chociaż sama wolę nieco inne klimaty, bo trzeba mi trochę więcej klarowności w ogrodzie. Zgadzam się też z Joanną co do minusów ogrodów trawiastych. No, ale każdy wybiera, co mu się podoba.
    Nie wiedziałam, że cisowych fal żywopłotów już nie ma, jak to wpłynęło na strukturę ogrodu? Dla mnie stanowiły bardzo istotny element kompozycji, sądząc ze zdjęć.
    Pięknie napisałaś o ogrodzie… o poszukiwaniu równowagi między naturą a kulturą, o nastrojowych zdjęciach nie wspominając.
    Dziękuję za tę emocjonalną relację z Hummelo.

    1. Cześć Iza.
      Tak, cisy były wyjątkowe. To już nie jest ten sam ogród, który znam z albumów, ale prawdę mówiąc gdybym nie wiedziała co się stało, to bym nawet nie spostrzegła, że czegoś brakuje 😉 Tak więc zmiana, istotna zmiana, ale czy na gorsze to chyba bym nie powiedziała. Na lepsze też nie. Po prostu zmiana 🙂 Te bryły były super, bo w piankach traw wyglądały jak takie falochrony we wzburzonym morzu i myślę, że wyglądały tym lepiej, im mocniejszy wiał wiatr. No, ale nie ma :/
      Wiesz, że dałabym sobie głowę uciąć, że ty w Hummelo byłaś. Nie wiem co mi się pokręciło :/

          1. Ale chyba nie zrozumiałaś moich słów w ten sposób, że jestem wyjątkową wielbicielką ogrodów barokowych? Doceniam je, oczywiście, ale to nie jest to, co kocham w ogrodach. Chodziło mi o to, że tylko Het Loo odwiedziłam, a marzę właśnie o tych innych, nowoczesnych (Oudolf, Mien Ruys itd.)

  8. Z jednej strony bardzo się cieszę, że mogłam za Twoim przewodem i na tych fantastycznych zdjęciach zobaczyć słynne Humello. Z drugiej strony – płakać mi się chce, że nie zobaczę już nigdy tego ogrodu na żywo. Miałam go w planach, a tu taki zawód. Może mistrzowi się odwidzi i kiedyś znów go otworzy? A ja, po tym co zobaczyłam, mam postanowienie, że nie będę już ogarniała stipy samosiejki. Niech sobie rośnie gdzie chce! Te wysepki w kostce są rewelacyjne. I fajnie, że nie analizowałaś składu i nie podawałaś przepisów na rabaty. Chyba już mam dość analiz, wolę po prostu wypocząć i delektować się dziełem.

    1. Mi się nigdy nie chciało jakoś specjalnie analizować składu gatunkowego w ogrodach. Jeśli robiłam to, to tylko dlatego, ze coś przyciągnęło moją uwagę, albo po prostu z myślą o moich czytelnikach. Wielu wśród nich jest osobami początkującymi i to mam zawsze z tyłu głowy, nie chciałabym się zamykać w swojej bańce.
      O stipie to ja już Ci mówiłam, że źle robisz usuwając kiedy inni jej pragną, tak? Nie wolno usuwać stipy, to się nie godzi 😀 A tak na serio to do mnie do ogrodu zawitał pierwszy żwir, w sensie kamyczek taki. Tak, dobrze czytasz 😉 Na razie jest na niewielkim skrawku, ale planuję to zmienić. I kiedy przymierzałam rośliny tak, aby wyglądały na takie co to same wyrosły to doszłam do wniosku, że nie bez powodu cebulki rozrzucamy i dopiero sadzimy 😉

  9. Piękne zdjęcia 🙂
    Pełne traw ogrody Pieta Oudolfa najpiękniej wyglądają jesienią. Zazdroszczę, że mogłaś odwiedzić ten ogród właśnie w odpowiednim terminie.
    Byłam w Scampton Walled Garden pod koniec czerwca i trzeba przyznać, że jest naprawdę niesamowity. Bogata roślinność, byliny i trawy przenikające się. Dodatkowo ogród podzielony na wnętrza, dla każdego coś miłego.

    1. To teraz ja ci zazdroszczę 😛
      Prywatny ogród Oudolfa podobał mi się bardzo ze względu na spokój i stonowane barwy. Dzień wcześniej odwiedziliśmy słynny Vlinderhof, który oczywiście zapierał dech w piersiach, pełen kwitnących bylin, bujny i niemal idealny pod każdym względem, ale to Hummelo było takie, że chciało się tam zostać, zamieszkać, a nie tylko pospacerować i wrócić do siebie. W ogóle nie chciałam wracać 😀

  10. Świetny tekst, no i zdjęcia- przy nich nie umiem się powstrzymać od zazdrości. Nie umiem dobrze korzystać z aparatu, a moja nauka jakoś powolna jest bardzo w tym temacie.
    Na szczęście nam ( mojemu mężowi i mnie) udało się odwiedzić Hummelo juz kilka lat temu- to było dla nas ważne bardzo. Potem jeszcze widziałam Vlinderhof i, Battery Park i Hight Line ( tak mnie wkręcił, że większość moich samotnych spacerów po mieście kończyła się tam właśnie).
    Ja akurat musiałam analizować, ale nie rośliny same- gatunki, tylko zestawienia struktur, łączenia i przenikania…. nie mogłam się od tego oderwać. Najlepiej chyba ‘czytałam’ je na High Line właśnie- może dlatego, że nie gapiłam się raz, powtarzałam to.
    Piet O. to tez mój guru. Ale Anja mówiła, że są zmęczeni bardzo wizytami, i że Piet ledwo je znosi. Nie lubi rozgłosu, która przyszła z popularnością, a ona wchodzi im do ogrodu. Także uważam, że należy im się czas prywatności, że trzeba im oddać ich ogród. Cieszyłam się, że jestem tam, ale było mi też głupio trochę. Widziałam miejsca tam, gdzie Piet prowadził swoje eksperymenty, próbował zestawiać, coś właśnie dodał- myślę, że projektant bardzo potrzebuje miejsca na eksperyment.
    Artykuł świetny i dyskusja pod nim przednia- dzięki.
    Pisz więcej!

    1. Uwaga, właśnie trafiłaś w czuły punkt i wiedz, że teraz to mnie skręca z zazdrości, High Line- moje wielkie marzenie 😉
      Jestem rozkochana w Nowym Jorku i wiem, że jest mi pisane w końcu tam dotrzeć, nie wiem tylko za co 😀 W dodatku samo High Line jest dla mnie osobiście najciekawszą realizacją Oudolfa. Żeby było śmieszniej, to kiedy czytam o historii powstawania miasta, która to historia to ciągłe przepychanki pomiędzy Holendrami, a Anglikami, to ja zawsze ( i nie ma znaczenia, że znam zakończenie) zawsze trzymam stronę Holendrów- coś w tym musi być ha ha 😉

      Analizy się przydają, zwłaszcza takie jak piszesz, zestawienia faktur, kształtów, kolorów. Trudno jest powtórzyć flow ogrodu jeśli zawczasu nie przyjrzeliśmy się jego budowie. Ale w przypadku Hummelo mi przez gardło by nie przeszło nic, co ma jakikolwiek wydźwięk oceny. Nie czuję się kompetentna, nie mogłabym przy tak ikonicznym ogrodzie bawić się w rozbijanie go na grupki dzięki którym tak, a nie inaczej. Czułabym rumieniec zawstydzenia, nie, nie śmiałabym … Pewnie wiesz, co mam na myśli 🙂

      1. Chyba piszesz o tym, że takiego obrazu nie chcesz potraktować inaczej niż dzieło doskonałe, więc zostawisz bez rozkładania na elementy. Ja się tam chciałam bardzo uczyć, uszczknąć coś z zamysłu, zrozumieć głębiej. Z ocena to nie ma zbyt wiele wspólnego, zważywszy, jak bardzo fascynuje mnie podejście O.
        Ja tez marzę o Nowym Jorku, o następnej wyprawie… ale wcześniej koniecznie jeszcze Holandia. Może wiosną się uda…?

        1. Tego ci życzę. Szkoda, że nie można cię namówić na założenie własnego bloga. Gdybyś miała ochotę gościnnie wystąpić na łamach mojego, podzielić się własnymi przemyśleniami, pokazać któreś z odwiedzonych miejsc to ja oficjalnie bardzo serdecznie zapraszam 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *