sezon ogrodowy 2019

Sezon 2019 w pięćdziesięciu obrazkach

Dzień dobry Moi Drodzy,

Jak się spało? Zregenerowani? Gotowi by stawić czoła nowemu dziesięcioleciu? Wejść kaloszami w wypoczętą glebę i zasadzić w niej coś po raz pierwszy w życiu? A może w dalszym ciągu korzystacie z przywileju odbierania czasu w sposób standardowy? Jak nie-ogrodnicy? ;) 

Wejście do naszej brzeziny

Ogród i percepcja czasu – historia prawdziwa

Zima była krótka i łagodna. Po niej nastała ciepła, bogata w opady deszczu wiosna. Jakoś w tym czasie wyszłam do ogrodu. Chciałam chyba coś posadzić, albo popikować. Pamiętam tylko, że plany nie były szczególnie ambitne, ot paletka tego, paletka tamtego. Gdy się obróciłam był maj, a kiedy usta wykrzywiły się w zdziwionym grymasie już czerwiec. Nie ma żartów – pomyślałam – trzeba podgonić z pracami. Wrzesień. Zebrałam więc wszystkie siły, przemyślałam kilka kwestii, listopad. Spojrzałam na łany falujących traw. Gdy zziębnięta wróciłam do domu i zamknęłam za sobą drzwi usłyszałam sylwestrowe fajerwerki. I tak oto nieoczekiwanie nadszedł Nowy Rok. Tak było! Przysięgam!

Ginący czas mógłby źle wpłynąć na moją psychikę gdyby nie to, że wraz ze zmianą daty w kalendarzu nadciągnęła cała armia tak zwanych mrówek motywacyjnych. Są to mikro swędzidełka, których jedynym celem jest wypluć na powierzchnię rzeczywistości wszystkie te pomysły, rysunki, idee, które do tej pory istniały jako formy ołówkowe w pamięci podręcznej, zwanej również bez polotu “moim beżowym zeszytem”. Czy jednak zaczynać od nowego, czy może korzystając z przełomu roku spojrzeć przez chwilę wstecz sprawdzając co już się udało, zadziałało, co przyniosło pożądany efekt? Czyli….

Podsumowanie sezonu ogrodniczego 2019

Zima

Moje ukochane dęby. Tutaj jeszcze w formie młodocianej

Co tu dużo pisać, cierpieliśmy wspólnie. Każdy na swój sposób przeżywa rozstanie z zapachem ziemi i każdy z osobna musi sobie z tym radzić…

Zima jak zima: przymroziło, poprószyło, potem zasypało kompletnie.

 

świerk pospolity

snow

owczarek niemiecki

przetacznikowiec

zdjęcia zimowe
Świat pod śniegiem jak żywa grafika

Dwie tury mokrego śniegu wystarczyły by przycisnąć do ziemi większość bylin, a także połamać nieco drzew i krzewów. Trudno. 

Wraz z przebiśniegami pojawili się też panowie z firmy energetycznej. Towarzyszyła im koparka oraz moja uśmiechnięta gęba. Oto bowiem miało się ziścić odwieczne marzenie: słup energetyczny znikający z działki. W zasadzie ani przez moment nie brałam na poważnie pomysłu aby tę wątpliwej urody konstrukcję czymś obsadzać, podsadzać, udawać, że jej nie ma. Odkąd pamiętam chciałam tylko jednego: aby TO zniknęło. No i słuchajcie stało się :) Kabel poszedł do ziemi. Mentalnie byłam przygotowana na totalną rozpierduchę. Tymczasem po całej akcji pozostał jedynie ślad wjazdu dźwigu (nie było innej opcji) oraz wąski na szerokość szpadla pasek po zakopanym kablu. 

przebiśniegi w ogrodzie

Panowie monterzy do tego stopnia wczuli się w misję “ocalić ogród”, że pewnego dnia usłyszałam przez uchylone okno jak jeden drugiego gani, bo ten stanął ze szpadlem ze złej strony, nie zauważy i zdepcze przebiśniegi. Przebiśniegi słuchajcie! I jak tu nie wierzyć w ludzi? :) 

Tak mnie to rozczuliło, że natychmiast wyniosłam im po filiżance aromatycznej kawy. I to był mój wielki błąd. Kawa bowiem (zwłaszcza tak dobra) wymaga żeby z nią usiąść. Zapomniałam ostrzec, że ławka pod wierzbą jest specyficzna i trzeba umieć z niej korzystać. Zapewne nie przypuszczali, że oczyszczając sobie z grubsza siedzisko niszczą mi unikatową, tworzącą się od wielu lat … kolekcję porostów. 

porosty
Ławka jest w pełni funkcjonalna, po prostu nie wolno po niej szurać pupą. W trosce o dobro porostów należy siadać na niej jak śmigłowiec na ziemi – niegwałtownie i najlepiej pod kątem prostym ;)

Wiosna

Wiosna uchodzi w świecie za początek, za nowy rozdział, za ten magiczny moment, w którym znowu wszystko jest możliwe. Jeśli chodzi o mnie to jest to opinia dalece niezasłużona, ale do tego wrócę przy innej okazji. 

zawilce greckie
Takie zawilce greckie to może i błyszczą świeżością w pierwszych promieniach wiosennego słońca, ale czy to samo możemy powiedzieć o wymęczonych zimą kosmatkach?

Tej wiosny postanowiłam dać się ponieść i spróbować czegoś dla mnie nowego. Jeśli jesteście użytkownikami Instagrama to mogliście to nawet obserwować: oto nieśmiała, zakompleksiona dziewczyna odpala kamerę w telefonie i gadając o ogrodnictwie zamienia się w zwierzę sceniczne. No ok, rzeczywiście, aż taka metamorfoza nie zaszła, ale samo to, że się odważyłam jest dla mnie sporym przełomem, więc chwalę się :)

Z kamerą wśród… 

Zaczęło się spontanicznie, nie miałam wobec tych filmików planów ani oczekiwań. Możliwe też, że jedynym powodem dla którego zaczęłam je kręcić była chęć sprawdzenia czy ktokolwiek by to oglądał oraz czy ja potrafię się odezwać do obcych ludzi nie widząc ich nawet. Odzew był jednak tak duży i tak dobry, że w nachodzącym sezonie planuję powtórkę, tylko w nieco innej formie. Instastories przepadają bezpowrotnie po 24 godzinach, co zaczęło mi się w pewnym momencie jawić jako praca bez sensu. Pytań z każdym dniem i tygodniem przybywało, często się powtarzały, a odpowiedzi na nie zaczęły mi zajmować największą część czasu z tego, który mogłam poświęcić na przebywanie na platformie. Dlatego kolejne podejście będzie bardziej przemyślane. Nie wiem jeszcze jak i co, ale was, jako najwierniejszych czytelników zapraszam już teraz :) A może jednak pójść w youtuba?

Tymczasem ogród korzystał z cudownej, deszczowej pory. Dzięki dostatecznej ilości wody w glebie ja sama mogłam poczuć przez chwilę jakby to było wspaniale mieć założone nawadnianie. Czosnki ozdobne porosły tak wielkie jak nigdy wcześniej, trawy bujne, a drzewa i krzewy kipiały soczystą zielenią, czyli wszystko wyglądało dokładnie tak jak powinno wyglądać wiosną :)

ambrowiec
ambrowiec amerykański
Filipendula vulgaris
Wiązówka bulwkowa (Filipendula vulgaris)
zielony trawnik pies w ogrodzie
Trawnik jak na taki bez wertykulacji (nie zdążyłam) i podlewany tylko wodą z nieba (do czasu) też bardzo długo prezentował się dobrze. W połowie lipca przysechł, ale tylko po to by pod koniec sierpnia znów wrócić do siebie. Coraz ciężej jest mi go jednak utrzymać pod platanem, szukam alternatywy.

krasawica moskwy
Mój ulubiony lilak, odmiana ‘Krasawica Moskwy’

Pierwsze w historii ogrodu kwitnienie glicynii

Mam je dwie: kundel i arystokratka. Pierwsza kupiona ponad dziesięć lat temu jest już potworem o pięknym, grubym pniu. Martwiliśmy się czy pergola utrzyma jej ciężar, ale teraz wiem, że to ona może być wsparciem dla pergoli. Najgorzej, że czasem chce podnosić też dach. Wówczas trzeba być czujnym, bo czas od “zaraz sięgnie dachu” do “wczepiła się w izolację, nie da się jej wyciągnąć!” jest jak odległość między “zaraz kichnę”, a “na zdrowie”. Nie ma czasu na myślenie, trzeba ciąć zanim narobi szkód. Nadal nie kwitła, więc zaczynamy ją traktować jako typową roślinę ozdobną z liści.

Druga pochodzi z dobrego domu, jest szlachetnej krwi, o czym zaświadcza nazwa rodowa umieszczona na laminowanej etykietce. Wyraźnie słabszego wzrostu, ale też sporo młodsza. Pięć lub sześć lat minęło zanim wydała te pierwsze kwiaty. Kwiatostanów było… nie zapisałam czy 13 czy 17, ale nawet jeden byłby dla mnie wydarzeniem. Porcelanowy róż i niebywały zapach nad głową podczas wchodzenia do domu. Czekam na ciąg dalszy :) 

Czosnki jakich nie pamiętam

‘Mount Everest’ czyli moja ukochana odmiana czosnku ozdobnego. No co tu dużo mówić, dały czadu. Nie musiały, bo wykopane latem odnalazły się zimą i dopiero wtedy poszły do ziemi. Mogły zrobić focha i nikt nie miałby im za złe. Tymczasem one wypuściły ogromne, zdrowe liście, potem wysokie, sztywne łodygi i duże kule kwiatów. Po raz pierwszy sięgnęły mi biustu. Wiem, że na wyspach brytyjskich osiągają takie rozmiary bez łaski, ale ja byłam przyzwyczajona do krótszych łodyg. Nie wiem, ten deszcz chyba je tak zmobilizował. Bo obornik i wiórki kostne dostawały już wcześniej i tak nie reagowały.

Teraz mamy styczeń, a ja pod wiatą znalazłam skrzyneczkę wykopanych latem czosnków ‘Purple Sensation’ i zachodzę w głowę jak to możliwe, że przez tyle miesięcy cebule leżące na samym wierzchu pozostają niewidzialne. To jest jedna z niewyjaśnionych tajemnic ogrodnictwa. 

A jeśli chcecie zobaczyć to miejsce i posłuchać jak brzmi wiosna to proszę, byle z dźwiękiem :)

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Jankosia (@ogrodowapasja)

A poza tym po staremu…

cornus controversa
Dereń pagodowy ‘Variegata’ i najzwyczajniejsze w świecie irysy syberyjskie

Miłość do kotów i kocimiętek nie słabnie. Te pierwsze nie wykazują najmniejszego zainteresowania drugimi.

Lato

Początkowo idealne, ale w pewnym momencie zaczęło być nieprzyjemnie upalne. Rekordowym temperaturom towarzyszyły opady deszczu, które nie przynosiły ulgi. Wysoka wilgotność i 36 stopni w cieniu spowodowało, że w ciągu zaledwie kilku dni po soczystej zieleni pozostały tylko wspomnienia. Niektóre rośliny się wręcz gotowały. Jeżówki i mikołajki smutno zwiesiły łebki. Początkowo, podobnie jak inne rośliny, podnosiły je w chłodniejszych godzinach popołudniowych. Ale po kilku takich dniach z rzędu zaprzestały walki. Trzeba je było częściowo przyciąć. Bardzo w tym czasie ucierpiały też moje piękne tojady i pluskwice groniaste. Planuję się nimi lepiej zaopiekować w nadchodzących miesiącach. Za to sadźce odpuszczam definitywnie. Uschły już chyba na dobre i prawdę mówiąc mam nadzieję, że nie odbiją. Sterczą co roku jak taki wyrzut sumienia, każdy słoneczny dzień omdlałe i chociaż stanowisko wybrałam i przygotowałam z dużą starannością to na nic. Zakochałam się w nich w lubelskim ogrodzie Poli Lubery, ale tam piękna, tłusta glina i dużo wody, to i sadźce rosną jak oszalałe. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Bo jak głosi stare powiedzenie ogrodników: “gdzie roślina wypada, tam trzy nowe się zmieszczą”.

Świecąca rabata 

Gdybym miałam wskazać najlepszy moment w całym ogrodzie to byłoby właśnie to miejsce w pierwszej połowie lata. Pokazywałam wam tę rabatę (zwaną czasem boiskową). W tym roku dojrzała, śmiałki zakwitły, stipy się rozrosły, a mieczyki dachówkowate nawet wysiały. Szkoda jedynie olszewnika Wallicha i szałwii srebrzystej (zniknęły, nie ma) oraz klona mandżurskiego, któremu lipcowe słońce strasznie poparzyło liście. 

Jeśli jednak spojrzeć całościowo to lubię tę rabatę i w zasadzie jest dokładnie taka, jaką ją wyśniłam: lekka, świetlista, z kwitnącymi akcentami. Duża ilość traw wprowadza mnóstwo ruchu i łapie każdy,najmniejszy promień słońca. Niesamowite było to, że świeciła nawet wieczorem :) 

Jeżówka blada (echinacea pallida) na powyższych zdjęciach to w całości moja zeszłoroczna produkcja. No powiedzcie, jak jej nie kochać? :) 

Śmiałki darniowe w świetle księżyca

À propos kochania… stipa gigantea

stipa gigantea
ostnica olbrzymia (stipa gigantea)

Dlaczego tak późno zaryzykowałam jej posiadanie? Przecież moja lekka, ciepła gleba aż się prosi o takie rarytaski. Dwie zimy za nią, dalej powinno być już z górki. Nasiona zebrane, a co! Jak szaleć to szaleć! :)

Jesień

To jest bez wątpienia moja pora roku. Nie wiosna. Nie lato. Jesień kocham najbardziej. To czas wieńczący cały sezon, nagroda za niego. Już nie wyczekujemy niespodzianek, już nie zastanawiamy się co będzie, po prostu podziwiamy.

Ogrody są różne, każdy ma swój najlepszy moment, ale jesień jest specyficzna, bo to początek i koniec jednocześnie. Dla ludzi takich jak ja, których łapy świerzbią po dwóch godzinach nicnierobienia, lato to mordęga. Człowiekowi nie chce się nawet z wody wychodzić. Głowa chce działać, ręce cierpią z powodu lenistwa, nogi przebierają w miejscu. Ale trzydzieści stopni na termometrze to nie jest najlepszy moment na prace ogrodnicze. Dla dobra samych roślin lepiej ten czas przecierpieć w odpoczynku. Gdy więc nadchodzi wrzesień, a po nim październik i listopad… hulaj dusza, piekła nie ma. Wszystko co najlepsze w ogrodzie na raz: bujność bylin, dojrzałość traw i plonów, a jednocześnie ponowna możliwość sadzenia, kopania, tworzenia nowego. Jesień to nowa wiosna – pamiętajcie ;)

Tegoroczna była długa, ciepła i kolorowa. Może nieco zbyt sucha w połowie, ale wynagrodziła to ziemi na do widzenia rzęsistymi deszczami. Fotograficznie też było co zbierać: szadź, poranne mgły, ciężkie niebo z przebijającymi się snopami światła, można powiedzieć “nie ma bidy” :) 

Te urocze frędzelki to krwiściąg delikatny ‘Alba’

Z miłą chęcią pokazałabym wam więcej, ale nie wszystko w jednym poście, bądźcie czujni ;) Postanowiłam wrócić do pisania, nie rozmieniać się na drobne, a inwestować swój czas we własną stronę. I w siebie :)

+ 100 do profesjonalizmu ;)

Chodziło mi to po głowie od dłuższego czasu, ale wiecie jak jest, wymówka na każdą okazję zawsze się znajdzie, szczególnie u mnie. W końcu jakiś nieprawdopodobny ciąg zdarzeń, kosmiczna energia czy cholera wie co… zapisałam się i zrobiłam kurs projektowania ogrodów. Tak z dnia na dzień zdecydowałam i w zasadzie wskoczyłam na ostatnie wolne miejsce. Odżyłam. Borze szumiący jak ja odżyłam! Odkryłam tam na przykład, że w zasadzie od dawna miałam wszystko aby zająć się projektowaniem ogrodów zawodowo, brakowało mi jedynie pewności siebie. Można powiedzieć, że nie nauczyłam się wiele nowego i jednocześnie nauczyłam się wszystkiego :) 

W tej chwili zniknęłam i wydłubuję w moim kajeciku plan zdobycia świata, a przynajmniej tej niewielkiej jego części, którą mogę pomóc upiększyć. Mam wielką nadzieję, że będziecie mi w tej drodze kibicować :)

Znajomi po grabkach to my :)

Z okołoogrodowych tematów chciałabym jeszcze wspomnieć o miłej niespodziance, jaka mnie spotkała. Nie, nie mówię o tych cudownych, wielopniowych  wiśniach które nabyłam jesienią, ani o palenisku którego się doczekałam… Nie, o stewartii też nie… w ogóle nic o roślinach, wyobrażacie sobie?

Otóż moja działalność blogowa została dostrzeżona, a ja sama znalazłam się na liście najbardziej inspirujących influencerów w Polsce (!) Lista dwustu nazwisk (podzielonych na kategorie) to integralna część pierwszej w naszym kraju książki o influencer marketingu i ja w niej normalnie jestem słuchajcie :) Jeśli mnie znacie to wiecie, że nie przychodzi mi łatwo takie chwalipięctwo, ale idę w nie odważnie, bo wyróżnienie zawdzięczam wam, moim czytelnikom, znajomym po grabkach :) Bez względu na to czy jesteście tutaj na stronie, czy na facebooku, czy na insta, wszędzie otaczają mnie tylko i wyłącznie pozytywnie zakręceni na punkcie ogrodnictwa ludzie, dla których chce mi się pisać, fotografować, nagrywać. To wy jesteście moim motorem, przez was mój blog wygląda tak jak wygląda. I za to że jesteście nawet wtedy kiedy ja na długo odpuszczam. Za to wszystko wam dziękuję i życzę wam i sobie fajnych, wspólnych chwil w tym przełomowym 2020 roku :) 

54 thoughts

  1. “Po całej akcji pozostał jedynie ślad wjazdu dźwigu oraz wąski na szerokość szpadla pasek po zakopanym kablu” – tak się dzieje jak człowiek jest życzliwy i dobrze traktuje panów fachowców. Ta kawusia na przykład. Kolega gazownik opowiadał jak wiele zależy od podejścia gospodarza – tym miłym minimalizują straty, nieraz sporym nakładem starań, tym awanturnikom “lecą po całości” przewidzianej przepisami – tak im łatwiej…

    1. Tak, zdecydowanie to zależy od ludzi. Ja z marszu staram się być miła dla ludzi, którzy coś robią w moim domu / na działce, bo i sama pracowałam w ogrodach, więc wiem jakie to uczucie być na czyimś terenie. Ale mam też obserwacje, że nie zawsze dostaje się to, co daje się innym. Poprzednio miałam panów budowlańców, którzy codziennie zostawiali po sobie śmieci (folie po kanapkach, papierki po wafelkach itp), a kiepy po fajkach rzucali gdzie popadnie. Dopiero zwrócenie im uwagi pomogło. Myślę wiec, że dużo zależy po prostu od kultury i tego jak ludzie zachowują się na co dzień.

      1. Znajomy – pan starej daty – mawiał, że lepiej być nawet zbyt grzecznym (niż ryzykować bycie bucem – w domyśle). Ja też jestem miła dla ludzi i uważam że tak mi lepiej, chociaż faktycznie nie zawsze i nie przy wszystkich się to sprawdza. Ich strata!

  2. Jak zawsze jednym tchem przeczytałam. Jesteś obok autorki Zapisków Wiedźmy (facebook) moją ulubioną internetową pisarką :)
    A poza tym… super podsumowanie roku i gratuluję kwitnącej glicynii. Na moje pierwsze kwiaty czekałam 7 lat. Na dodatek okazały się być białe, choć kupowałam jako fioletowe. Cóż, frycowe za niewiedzę, bo skąd mogłam wiedzieć, że wisterie rozmnażane z nasion mogą w ogóle nie zakwitnąć. Za to te kupione od Marczyńskiego zakwitły już w 2-gim sezonie po posadzeniu i mam wreszcie upragnione fiolety :)

    1. No popatrz, a ja właśnie teraz zamarzyłam o białej. Po odświeżeniu ogrodzenia planuję na nie po całości puścić różnorakie glicynie. Miał być bluszcz, ale skoro wycięli mi wszystkie drzewa to teraz jest pełne słońce, wystawa południowa, a ogrodzenie cegła plus stal, więc solidna konstrukcja. Myślę, że glicynie będą się tam pięknie prezentować za jakieś … kilka lat.

      1. Mimo wszystko polecam fioletową Ludwik Lawin. To glicynia wyselekcjowana w Polsce. Jest odporna na nasze warunki. Powtarza kwitnienie nawet 2 razy. No, i jeśli kupisz ze szkółki Marczyńskiego, zakwitnie już w następnym sezonie. U mnie białe mają super. Są posadzone przy domu z wystawą płd-wsch z przewagą płd i są oslonięte zarówno od zachodnich jak i wschodnich wiatrów. Idealne miejsce. Natomiast Ludwiki Lawin posadziłam ponad 4 m od domu, więc już tak dobrze nie mają, ale są pancerne.
        Swoją drogą będziesz miała masę cięcia :) Jak ja, bo 200 mb płotu z wierzby energetycznej, to niezłe wyzwanie.

        1. To chyba jedna z najbardziej znanych odmian. Kupię :) U pana Marczyńskiego podoba mi się to, że nie sprzedaje glicynii szczepionych, a wszystko na własnych korzeniach.
          Tak, będę miała cięcia dużo, ale glicynia należy do rodziny bobowatych, więc i odpady z niej niesłychanie wartościowe – to raz. A dwa, że ogrodzenie niskie i solidne, więc rozciągnięte w poziomie pędy będą lepiej kwitły, a dostęp do nich będzie o niebo łatwiejszy niż tych na pergoli :) Teraz widzę same plusy :)
          200 metrów wierzby? Cięcie jak cięcie, ale karczować to bym tego nie chciała.

          1. Karczować raczej nie będę. To płot i to solidny. Z cieciem masz rację, ale jeśli się zbyt długo nie tnie, to jest fatalnie. Wierzba niestety wymaga częstszego cięcia niż inne rośliny sadzone jako żywopłot.
            Z glicynii też daloby się zrobić niezły płot. Można posadzić podobnie jak krzewy winorośli i prowadzić w pierwszych 3 latach pędy poziomo na kilku wysokościach. W następnych latach przeplatać pędy między tymi poziomymi. A potem już tylko pilnować cięcia i cieszyć się kwiatami :) Zimą taka przeplatanka, bez liści, też wyglądałaby ładnie. Nawet myślałam o takim płocie, ale wtedy dostępność odmian glicynii nie była taka jak teraz i zarzuciłam ten pomysł. Bałam się wymarzania na otwartej przestrzeni.

  3. Fajne podsumowania sezonu, działo się :)
    Ja też najbardziej lubię jesień. W tym roku poważnie muszę pomyśleć o nawadnianiu chociaż kilku rabat, bo na moich piachach rośliny bardzo cierpią w upały.
    Gratuluję wyróżnienia, zasłużone :)
    Niestety nie jestem ani na FB ani na Insta, szkoda że nie nie prowadzisz działalności na YT.

    1. Dziękuję.
      Jeśli chodzi o social media to ja cenię sobie obecność w nich z wielu powodów, ale prawdą jest też, że to straszni złodzieje czasu :)

      Nawadnianie fajna sprawa. Życzę Ci, aby pojawiło się tam gdzie potrzebujesz :)

  4. 😊🥰😍
    Pierwsza w nocy a ja nie mogę przestać czytać . Dawno czekałam na nowy artykuł .
    Trzymam za słowo, że będziesz częściej udzielać się na blogi i IG 👍 🙏🏻
    Uwielbiam Twój styl pisania , w jaki sposób widzisz świat , Twoją ogrodową wrażliwość i niespotykane, nigdzie indziej, porównania z charakterystycznym poczuciem humoru 😁
    No i zdjęcia …cudowne
    Gratuluje też wyróżnienia w świcie blogowym oraz nowych planów zawodowych . Trzymam kciuki by układało się wszystko po Twojej myśli ✊🏻
    Pozdrawiam serdecznie w Nowym Sezonie
    Yoasia 😘

  5. Fantastyczny wpis 😉, na który czekałam bo piszesz fantastycznie!
    Gratuluję. Wyróżnienie w pełni zasłużone i ukończenia kursu projektowania ogrodów. Ja jestem w trakcie 😉. Ciekawa jestem gdzie uczeszczalaś i czy polecasz? Pozdrawiam ciepło

    1. Kurs robiłam w Pylonie w Warszawie, a wybrałam go ze względu na wykładowców. Autorką jego jest Beata Gawryszewska, którą już wcześniej czytywałam (wydawnictwa SGGW), więc chyba to przeważyło i pomogło mi podjąć spontaniczną decyzję.
      Polecam te zajęcia bardzo. Z tym, że ja miałam konkretne, bardzo sprecyzowane potrzeby odnośnie kursu. Mam jednak za sobą 10 lat nauki historii sztuki, tyle samo rysunku odręcznego i malarstwa, kilka lat rysunku technicznego i naprawdę dużą wiedzę na temat świata roślin, że o maniakalnym wręcz śledzeniu świata designu nie wspomnę ;) Potrzebowałam po prostu móc się skonfrontować z kimś kogo bardzo szanuję i bez skrępowania zadać trochę pytań, które chodziły za mną od dawna.
      Ale wiadomo, że każdy ma inne potrzeby :)
      A ty jesteś zadowolona ze swojego wyboru?

  6. Cześć Jankosiu! Jak miło że wracasz! Zdjęcia jak zwykle cudowne, a pióro lekkie niczym balon z helem:D
    Tylko tego trendu do filmików nie mogę zrozumieć. Wszyscy teraz przechodzą na Insta i YT, a ja jestem niepocieszona, bo nadal wolę słowo pisane. No i jak tu żyć?:)

    Pozdrawiam,
    Asia

    1. Witaj w klubie. Dla mnie również słowo pisane stoi na pierwszym miejscu :)

      Niestety przygotowanie wpisu zajmuje wiele czasu, zwłaszcza gdy bierze się za to człowiek taki jak ja, który musi być absolutnie pewien każdego zdjęcia, akapitu, rytmu tekstu, długości itd. Czasem więc jak się chce coś innym pokazać to łatwiej i szybciej jest użyć kamerki, pokazać i wytłumaczyć, niż przygotowywać cały wpis. To tylko tyle, innych zalet nie dostrzegam :)

      Pozdrawiam również

  7. Brawo Jankosiu!!!
    Cieszę się że idziesz na całość. Sama sobie często powtarzam jak przekraczam strefę swojego komfortu: bój się ale rób ;) Projektujesz przepiękne ogrody im ich będzie więcej tym lepiej. Podziękują motyle, pszczoły i ptaki no i matka natura. A my będziemy mogli je podglądać, cieszyć oko i duszę :)))

    Pozdrawiam
    Asia

    1. Dzięki za miłe słowo.

      Nieśmiało podchodziłam do tematu projektowania, ale to się pomału zmienia. Każdego roku poznaję nowe rzeczy i uczę się tak intensywnie jak nigdy wcześniej. Nadszedł więc już czas, aby zrobić z tego użytek i pomóc innym w bardziej namacalny sposób. A czy będą chętni z tego skorzystać to czas pokaże :)

      Pozdrawiam ciepło

  8. Asik!!!! noooo utonęłam we fotkach~! cudnie masz po prostu!
    Brawo TY!!! Jesteś wielka i cieszę się niesamowicie że spełniasz się i będziesz projektować!!!
    Cmokam i ściskam i czekam kolejne foty i posty! I życzę wielu realizacji w tym nowym roku!

  9. Hej,
    Swietny wpis, piękne zdjęcia.
    Cudne są Twoje rabaty, ta dzika ( boiskowa) zachwyca mnie najbardziej z tych pokazywanych.
    Pisz koniecznie i pokazuj zdjęcia- ja jestem wiecznie na głodzie nowych tekstów i zdjęć.
    Oby do wiosny.
    Daj znać co wyszło z sianych stip gigantea

    1. Jeszcze nawet do lodówki nie poszły i w ogóle w temacie siania to wyjątkowo w tym roku jeszcze nie zaczęłam. Ba! Ja nawet roślin żadnych nie zamówiłam! W zasadzie to na ten rok mam pod ręką wszystko czego potrzebuję i chociaż lista chciejstw ogromna to jakoś nie czuję presji że to koniecznie już teraz muszę mieć.

      W tym roku badamy temat stawu kąpielowego i delikatnie się do niego przymierzamy. Jest ciężko, bo miejsce, które było dla niego trzymane od zawsze okazało się nie być jednak najlepszym wyborem (farfocle brzozowe w zasięgu spadania). A że ja nie działam gwałtownie to weszłam w fazę intensywnego myślenia i przemieszczania się po działce krokiem kontemplacyjnym. Bo staw w innym miejscu to zmiana wielu innych elementów… No i nie wiem czy nie za daleko od domu… A to chciałoby się jednak z okna widzieć… Ale brzozę też chcę… I tak widzisz :)

      Dzięki, że zaglądasz i zostawiasz dobre słowo :)

      1. Ja na mojej Hacjendzie mam założone nawadnianie, a żeby nie podlewać bezpośrednio wodą ze studni (8-10 stopni Celcjusza) to mam wykopaną dziurę typu oczko wodne bez roślin i ryb, taką do 1.40 głęboką, ze 40 metrów sześciennych, wyłożoną specjalną folią (nooo, bardziej to czarną gumę przypomina…ale jest fachowe) i latem woda jest cieplutka jak zupa. Dzieci kąpią się chętnie, byłoby super ale woda żelazista nieco mój przychówek i ich kąpielówki okrywa rdzawym rumieńcem. W oczku nie ma roślin i ryb a jednak trochę mułu powstaje, mimo wymiany wody spowodowanej nawadnianiem – w upały nawet 1/3 zbiornika jest wylewana i uzupełniana w ciągu doby. Folia też pokrywa się glonami, ale postanowiliśmy się do tego przyzwyczaić. Kąpiel jest dla przyjemności, nie dla higieny, potem w zwyczajnej łazience doprowadzają się do “stanu normalnej użyteczności”. Nie wiem jaki zbiornik jest w Twoich planach, ale wg mnie woda na świeżym powietrzu “żyje” i będzie się zanieczyszczać. Żaby wprowadzą się nie pytając o zgodę. Bezkręgowce też. Bociany i kaczki próbują cyklicznie, ale mój pies o nie zazdrosny przepędza bezlitośnie, tylko te wielkości gołębia i mniejsze mogą pić przy jego aprobacie. Z doświadczenia mojego brata, który oczek u ludzi zrobił dziesiątki wynika, że marzenie: ryby ozdobne + rośliny wodne+ funkcje kąpielowe jest nie do zrealizowania. Dwie z tych rzeczy to maksimum przy dużym oczku. I to lepiej te dwie pierwsze na liście. A jak ktoś chce mieć do kąpieli wodę krystalicznie czystą to musi SPORO zainwestować w specjalistyczny sprzęt. No i oczywiście z roślin i ryb zrezygnować. Ja tam wolę ciągły ruch wody. Latem nagrzewa się w 2-3 dni taka spod ziemi świeżo nalana. Sporo rzeczy do przemyślenia… ja bym tak łatwo z wcześniej obranej lokalizacji nie rezygnowała!

        1. Ryb nigdy nie chciałam, tylko basen i rośliny, choć wiem też, że jak kaczka przyleci z ikrą na swoich platfusach to nic nie poradzę. Obejrzałam już sporo realizacji stawów kąpielowych i muszę powiedzieć, że wygląda to dosyć obiecująco i nie tak skomplikowanie jakim jawiło mi się to na początku. Tzn. zasada oczyszczania wody przy pomocy roślin wydaje się prosta. W naszym przypadku byłby to pasek kąpielowy , a większość oczka to jednak strefa regeneracyjna żeby zminimalizować udział pomp. Na razie zbieram oferty i zobaczymy czy robić z firmą czy samodzielnie.

          Najbardziej boję się tego, że nie mam żadnych doświadczeń z wodą. No, ale z drugiej strony co złego może się stać? W najgorszym razie woda nie będzie nadawała się do kapania i zostanie jako oczko wodne. Tak do tego podchodzę :)

          1. Dobre podejście!
            Jak już będą rośliny a z jakichś powodów z kąpielowej funkcji zrezygnujecie to można te ryby wpuścić… Bo wg mnie w naszym klimacie i bez wypasionych systemów oczyszczania wody funkcja kąpielowa jest najtrudniejsza do realizacji, niestety…

          2. Od 5 lat obserwuję w ogrodzie naszego przyjaciela staw, a właściwie 2 stawy, duży (ok. 40 m2) i mały (jakieś 8–10 m2) oraz strumień, który je łączy i zasila w wodę. Jest też kaskada. Staw nie jest kąpielowy, choć spokojnie można by się w nim kąpać. Ma w najgłębszej części ponad 160 cm głębokości i sporą strefę bagienną wokół całej linii brzegu. W małym stawku jest dużo roślin i pływająca wysepka. Woda jest w ciągłym ruchu. Pompa jest tylko jedna, ale z lampą UV przy filtrze. Oprócz tego Staszek (tak mi łatwiej pisać) stosuje specyfiki probiotyczne. Woda jest czyściutka i nie ma kłopotów z glonami.
            Całe założenie wodne wymyślił i wybudował sam. Jeśli to dla ciebie interesujące mogę przesłać, via messenger np., zdjęcia i więcej informacji.

  10. U-wiel-biam! Uwielbiam Ciebie czytać, o czymkolwiek byś nie pisała;)
    A zdjęcia ogrodu przepiękne… Ja nie ogarniam swoich paru metrów na krzyż, jakoś nie mogę się zebrać, para poszła w inne rzeczy, ale mam zamiar wziąć się do roboty w tym roku, bo dom w końcu z zewnątrz wykończony i ogrodzenie będzie wkrótce gotowe. PO 10 latach mieszkania… Tia… Hehhe;)) Ale zostało mi jeszcze dokończenie podjazdu i taras – i tu mam pytanie odnośnie drewna na niezadaszone powierzchnie. Mianowicie: co leży u Ciebie i czy to polecasz po jakimś już czasie użytkowania?
    I jeszcze poczytałam dyskusję powyżej odnośnie glicynii – myślisz, że przy kutym (porządnym) ogrodzeniu można posadzić taką pannę? Słupki mam z klinkieru, raczej solidnie wymurowane, dość wysokie i zastanawiam się, co by tu fajnego pnącego posadzić.
    Muszę w końcu ogarnąć instagrama (na yt nie zamierzasz kanału prowadzić? )
    Aha – w końcu dorwałam “Rok ogrodnika” Capka;)))
    Pozdrowienia serdeczne:)

    1. Odpowiem najpierw o glicynii. Na you tube jest filmik pana Marczyńskiego o cięciu glicynii. Tam zobaczysz dokładnie, że jak się chce mieć kwiaty to zostawia się tylko kilka pąków, niemal jak przy winorośli właśnie. Więc jeśli będziesz regularnie ciąć (na ogrodzeniu to moim zdaniem łatwiej nawet niż na pergoli) to ona będzie oczywiście duża, ale taka bardziej krępa i spokojnie stal ją utrzyma, tym bardziej że pewnie zajmie kilka przęseł i ciężar się rozłoży. Wspomniany szkółkarz i hodowca prowadzi te swoje z filmiku na drewnianych listwach. Przynajmniej z górnej części pamiętam taką jakby zawieszoną w poziomie drabinę… Musisz koniecznie sama obejrzeć i ocenić czy twoje ogrodzenie będzie solidniejsze, ale stawiam że tak :)

      Żyjemy ponad 10 lat bez podjazdu. Co roku to samo brodzenie w błocie na przedwiośniu i zagrabianie kolein przy pierwszych słonecznych dniach. Tak więc widzisz, że twoje brak ogrodzenia nie może robić na mnie wrażenia ;)

      Na tarasie mam deskę z modrzewia syberyjskiego gładką. Na tej ławce przy tarasie jest modrzew krajowy kupiony z ryflem, ale ścięliśmy żłobienia grubościówką żeby był gładki. Bardzo jestem zadowolona. W tej chwili nie powiem Ci dokładnie w którym roku założyliśmy, bo muszę w tym celu przekopać archiwum zdjęciowe. Przede wszystkim bardzo lubię gładką deskę i ciężko było ją znaleźć. Dokładnie każdy kto usłyszał o tym pomyśle okazywał zwątpienie i dezaprobatę, więc bałam się bardzo. Ale nie zamieniłabym jej teraz na ryflowaną. Na gładkiej pięknie widać usłojenie, łatwo utrzymać ją w czystości bo nic nie chowa się w zakamarkach, a kiedy się zestarzeje w sposób mi nieodpowiadający mogę ją zawsze wycyklinować. W dodatku prędziutko wysycha i jest miła pod stopą. Największy dla mnie minus to fakt, że ciemnieje i ciemnieć będzie. Zaprzestanę olejowania to pewnie nabierze więcej srebra, ale i tak będzie ciemna. Nie za bardzo podoba mi się ta cecha, ale co począć? Na drewno egzotyczne nie było funduszy, a deska kompozytowa to nie moja bajka.

      Čapek upolowany? No tak to można zaczynać Nowy Rok :)
      Pozdrowienia

      1. Kochana, dzięki wielkie za info odnośnie glicynii! Na pewno poszukam tego filmu. I wiesz, co? Bardzo ucieszyłaś mnie tymi deskami z ryflem, czyli bez ryfla;) – nie pomyślałabym, że można te żłobienia ściąć, a to mi właśnie bardzo przeszkadza we wszystkich deskach przeznaczonych na tarasy! Zdecydowanie wolę gładkie. Nie mam dużo tego tarasu, niecałe 20 metrów kwadratowych, zainteresuję się więc tym modrzewiem na pewno. Piszesz, że ciemnieje – ja mam od strony tarasu do połowy ściany cegłę, a powyżej dechę czarną, więc nawet by mi to pasowało;)
        Wspominałaś o stawie kąpielowym – super sprawa… Kiedyś przy moim domu rodzinnym mieliśmy stawik nieduży, a brzozy niedaleko – i rzeczywiście, śmieci ta brzoza na okrągło, muszę przyznać. Ale teraz są sposoby zbierania badziewia z powierzchni, więc jak się ktoś uprze, to sobie poradzi. Pamiętam, że kiedyś w bardzo starych “Ogrodach” albo podobnej gazecie był artykuł o stawie kąpielowym i właściciel wymyślił całkiem praktyczny zbierak na śmieci z nawleczonych na długi sznur korków od butelek po winie;)
        Pozdrowienia:)

        1. Tylko, że właśnie chcę uniknąć zbierania tych farfocli, więc albo usuniemy brzozę (wątpliwe) albo musimy pogodzić się ze zmianą planów. Mój guru w temacie stawów kąpielowych też odradza sąsiedztwo drzew, więc pójdę raczej za głosem jego doświadczenia. Tym bardziej, że cień nad wodą łatwo zapewnić, gorzej ze słońcem.

          Masz czarne deski na elewacji? Muszą wyglądać przepięknie stanowiąc fajne tło dla roślin.
          Czy czerń wynika z wcześniejszego opalania ogniem czy malowania? Bo nie ukrywam, że mam pod wiatą stosik popaletowych desek czekających właśnie na ten piękny kolor :)

          Ryfle ścinaliśmy tylko z desek na ławkę przytarasową, natomiast te na taras były kupione gładkie. Chyba nie podjęłabym się ścinania każdej deski na grubość, na bank wyszłyby nam jakieś nierówności. Zwłaszcza, że gładka deska pojawia się coraz częściej w sprzedaży i nie wiem czy jest sens ryzykować. Poczytaj sobie też o termodrewnie. Marzę o tym żeby kiedyś takim termo-jesionem wyłożyć południowy balkon… Ech…

          Pozdrawiam

  11. Pozwolę sobie wtrącić swoje 3 grosze.
    Marczyński ma po prostu doświadczenie i wie, że glicynia już wyrośnięta po paru latach właściwie nie potrzebuje podpory. Kiedyś ze zdziwieniem obmacywałam te cienkie listewki, po których „pnie się” glicynia. Postraszona przez znajomych zamierzałam u siebie zrobić ekstra mocną konstrukcję. Brak funduszy ustrzegł :) i posłużyłam się bambusowymi kijkami by zrobić kratę dla moich 4 przydomowych glicynii. Służyły ponad 10 lat z tym, że ostatnio to już raczej glicynie trzymały te kijaszki niż odwrotnie. Ostatniej jesieni pracowicie wycięłam je spomiędzy skręconych pędów. Gdyby nie to, że próbuję zbudować pergolę z tych glicynii i dwóch dosadzonych kilka metrów od domu, to naprawdę nie potrzebowałyby wsparcia.
    Nieryflowane deski tarasowe są po deszczu obrzydliwie śliskie. Swego czasu na gładkim tarasie sąsiadki glebnęłam koszmarnie zaliczając przy okazji zjazd na trawnik po 4 stopniach. Dlatego mimo, że też mi się podoba rysunek drewna na deskach, to nasze stare ryflowane, wymienimy raczej też na ryflowane. Przemyślcie ten problem, Dziewczyny. Swoją drogą nieryflowane są tańsze i także modrzewiowe można kupić w tartaku. Przynajmniej nasz oferuje naprawdę dużo taniej niż markety.
    Są oleje do drewna nadające kolory, także szary :)

    1. Kurcze, no to nie wiem, co z tymi deskami… Naprawdę nie podobają mi się strasznie te ryflowane. Chyba nie będę po nich chodzić, gdy będą mokre;) Jankosia, co myślisz? Chodzisz po deszczu po tych nieryflowanych?
      Pestka, a Twoje glicynie mają więcej, niż 10 lat? I jakie oprócz “Ludwik Lawin”? Wszystkie kwitną? Tam, gdzie ja chce posadzić, jest dość otwarta przestrzeń, u mnie z resztą często wieje… To może te fioletowe Ludwiki wytrzymają, skoro są “pancerne;)

      1. Sunsette, chyba mnie zainspirowałaś i napiszę posta o tarasie ze szczególnym uwzględnieniem zagadnienia “deska gładka czy ryflowana” żeby te wątpliwości (które słusznie masz) zostały gdzieś na blogu w formie posta. Być może pojawią się wówczas w komentarzach nowe wątki dotyczące tematu i komuś się te opinie przydadzą :)

        Zobacz jak ryflowana wygląda w przekroju. Te ryfle to nie są takie zwykłe surowe nacięcia, a minipółwałki. W jaki sposób miałoby to spowodować, że będzie mniej śliska? Moim zdaniem jest wręcz przeciwnie.
        W naszym kraju moda na ryflowaną deskę wynika chyba z czegoś innego i ma związek z estetyką. Chodzi o bardziej jednolity wygląd całości, być może z tego samego względu tak popularna staje się deska kompozytowa. Podobnie w fornirach: bardziej popularny jest fornir modyfikowany niż naturalny.

        Natomiast powtórzę (bo nie zapytałam cię o wystawę) w cienistym miejscu w ogóle zrezygnowałabym z drewna.

        Coś pięknego ci jeszcze pokażę. To realizacja, która mnie osobiście przyprawiła o szybsze bicie serca. Ostrzegam:

        https://www.houseloves.com/blog/2019/7/26/jak-wybudowac-drewniany-taras-jodelke-thermory

        1. Jankosia, prawie gorączki dostałam! Przeogromnie Ci dziękuję za tego linka, wyobraź sobie, że pierwszy raz słyszę o termodrewnie! To jest wspaniała wieść dla mnie:))) Bo nawet nieolejowane będzie trwałe, a ja uwielbiam kolor starej dechy, srebrzystoszary, do czarnego – miałam kawałek płotu takiego kiedyś – coś pięknego:) Na tarasowej części elewacji mam cegłę rozbiórkową, a powyżej zwykłą boazerię podbiciówkę szeroką, pomalowaną impregnatem w kolorze heban. Po jakimś czasie to oczywiście się zmywa, bo miałam wcześniej jedynie na ganku, plus słupy drewniane od ganku, i po tych 10 latach woła to wszystko o malowanie, ale problem w tym, że mnie się teraz bardziej podoba;))) Muszę na wiosnę zrobić o tym wpis na blogu i pokazać, bo ta cegła i deski to naprawdę jest super połączenie – oczywiście dla mnie;) Ja mam świra na punkcie naturalnego wyglądu, drewna, kamienia itp., jak cegła, to stara najlepiej, więc jeśli tylko mogę i portfel na to pozwala, to idę zawsze w tym kierunku. Jeszcze mam wiele wokół domu do roboty, podjazd dokończyć, do tego spory placyk do wybrukowania plus ścieżka pod dom i dalej w ogródek, a marzy mi się granitowa kostka… przynajmniej częściowo.
          Aha, taras mam od strony południowej i słońca jest na nim pod dostatkiem na szczęście:)

  12. Masz rację, u nas pergola z kantówki 10×10, ale obecnie już nie stanowi podpory. Natomiast te parę lat nosiła na swoich barkach naprawdę ogromny ciężar – glicynia to jednak potwór. Myślimy pociągnąć ją dalej z jednego pędu, ale tutaj już użyję linek stalowych z systemu zielonych elewacji. Sprawdziły nam się przy winorośli, a to już COŚ :)

    Nie zamierzam cię przekonywać fo gładkiej deski, bo skoro jesteś ze swojej podłogi zadowolona to przecież super :) Natomiast jako codzienna użytkowniczka tarasu mogę cię zapewnić, że nie jest on śliski, nawet po deszczu. Nie wiem dlaczego, ale podejrzewam słoneczną wystawę no i to, że jednak dbam o niego. Uwielbiam fakt, że mogę go zwykłym mopem przejechać i jest czyściutko jakbym miała płytki. Przy samym domu to jednak ważne dla mnie uczucie. Dalej mogę topić się w liściach po kolana i brodzić w oborniku, ale z salonu chcę wyjść bosą stopą i mieć czysto. Natomiast nie dałabym drewna w cieniste miejsca. Myślę, że jeśli ślizgamy to się nie na drewnie, a na glonach, które w cieniu mają raj. Moje boisko na jednej części jest taką właśnie ślizgawką od jesieni do przedwiośnia. Nie pomaga nawet fakt że to beton gruboziarnisty o wyraźnej fakturze. W takie miejsca drewno lub gładkie płytki to najgorszy możliwy wybór.

  13. Właśnie zaczęło mocno padać. Trzymajcie kciuki, żeby tak chociaż całą noc. Zniosę nawet zamianę domu w amfibię na środku ogrodu :)

    Sunset, moje białe glicynie zakwitły po raz pierwszy w 2013 po 7 latach oczekiwania. Zważywszy, że glicynie z siewu mogą zakwitnąć po 10 latach albo wcale, to i tak miałam szczęście. Kwitną jak szalone co roku, a od 2 lat powtarzają kwitnienie latem. Takie słabe i kiście kwiatowe mniejsze. Natomiast kupione w 2017 ze szkółki Marczyńskiego Ludwiki zakwitły już w następnym sezonie. One standardowo powtarzają kwitnienie. W zeszłym roku jedna zakwitła 3 razy. To już ponad normę.
    Zobacz moje wpisy na Facebooku. Co najmnie 2 razy pokazywałam białe wisterie.
    Co najmniej razy w Grupie Ogrodowej na fb. Może znaleźć zdjęcia albo wpisz w wyszukiwarkę „Iwona Steinke”, bo w komentarzach do jej wpisu pisałam i powinny tam być zdjęcia. Drugie miejsce też na fb Rośliny byliny trawy – nasza pasja. To wystarczy wpisać „glicynia” albo „wisteria”. Chyba, że poczekasz trochę, to wrzucę zdjęcia u siebie.

    Jankosia, wyprowadzenie glicynii z jednego pędu zajmie ci ciut czasu. Cięcie co roku w sierpniu o co najmniej 1/3, a ja cięłabym 2/3, żeby została na zimę najgrusza część, a nie wąs, który może zmarnieć po zimie. I tak co roku, kawałek po kawałku. Zaczęłam w sierpniu ciąć Ludwiki, żeby nad stołem poprowadzić stronę białych dach z glicynii. Mam mniej więcej po metrze na bokach jak na razie, a do najbliższej białej jest troszkę ponad 3 metry.
    Z tymi deskami tarasowymi możesz mieć rację. U mnie taras ma wystawę płd-zach i full słońce latem od mniej więcej 12:30 do zachodu. Sąsiadki taras tak samo, ale ona deski malowała jakimś drewnochronem. Może to powód śliskości. Mój ogrodowy stół z akacji olejowany co drugi rok nigdy nie był śliski po zmoknięciu.
    Też wolałabym gładkie jako przedłużenie desek w salonie.

        1. Nic się nie stało. Usunęłam. To samo zrobię z tym drugim, bo również nie prowadzi do konkretnej strony o cięciu glicynii. Muszę dbać o porządek :)

    1. Pestka, dziękuję za obszerne informacje o wisteriach i podane strony do poczytania:)
      Może rzeczywiście ten taras sąsiadki od drewnochronu jest śliski? A stół akacjowy też mam właśnie i nie zauważyłam, żeby był śliski po deszczu, olejowałam go chyba 2 razy w ciągu 5 lat, ale nie lubię zapachu oleju…
      U nas padało w nocy ale niewielki to był deszczyk… Mam nadzieję, że u Ciebie mocniej:)

  14. Zapomniałam poprosić żebyś pokazała jak masz posadzoną winorośl. Mam 5 krzewów i dosyć mało miejsca, bo to jedyne takie w ogrodzie, gdzie jest zacisznie a słońce od rana do jakiejś 5-6. Na razie są podparte byle jakim drewnem i muszę bezwzględnie wiosną zrobić solidne podpory.

    1. Właśnie dzisiaj cięłam.
      Nie prowadzę ich konkretną metodą, więc nie znajdziesz u mnie inspiracji w tym temacie, ale stosuję cięcie krótkie tj. 1-3 paków – tyle zostaje na łozie. Akurat moim nn to pasuje i dobrze przy takim cięciu plonują. Nie wiem co mam za odmiany, sadził teściu lata temu ze sztorbów od jakichś sąsiadów, a ja jedynie przejęłam chaszcze i musiałam je ucywilizować. Zawsze mnie zadziwia jak z takiego badyla wyrasta tyle masy zielonej i tyle owoców. Piękne są figury na winnicach, ale nasze mają zakrywać ścianę, więc nie mogę ich prowadzić tak nisko.
      Przepraszam mam jedną własną w tym towarzystwie. To ‘Aurora’, ale jest młodziutka, więc jeszcze ogarniam jakie cięcie będzie jej sprzyjać :)

  15. Słuchajcie…. PADA NADAL :) Oczywiście mam przez to na głowie 5 rozbuchanych prawie rocznych kotów. Armagedon w domu(!), ale pada.

    Moje winorośle tnę tak samo. Tym razem zostawię po jednym pionowym pędzie, żeby utworzyć 2-gie piętro. Dlatego myślę o podporach. Mam 2 odmiany szlachetne. Przypomnę sobie nazwy, to napiszę. Jedna jest typowo winiarska, ale na razie słabiej owocuje. Wcześniej miałam Izę Zaliwską. Niestety zbyt późno zaczęłam walczyć z mączniakiem. To stara odmiana i wrażliwa na choroby grzybowe.
    Usuwasz część liści, gdy zawiążą się owoce?

    Sunsete, może ja mam marne powonienie, ale moim zdaniem oleje Starwaxa nie pachną. Mam nimi nasączone meble ogrodowe i podłogi w domu. Nie ma zapachu. Altax nieco wonieje podczas malowania, ale nie jest dla mnie nieprzyjemny. Mam nim nasączone kilka metrów sosnowej podłogi w garderobie. Po wyschnięciu zapach zniknął.
    Jankosia wspomniała o Shou Sugi Ban, opalaniu drewna. Chciałabym mieć elewację poddasza obłożoną takimi deskami. Są wiecznotrwałe i pięknie to wygląda. Może kiedyś :)

    1. O tak, widziałam te opalane dechy w jakiejś gazecie, też mi się podobają.
      Co do zapachu to przyznaję, ja jestem nieco nadwrażliwa w tym zakresie, może też olej, z jakim miałam do czynienia, akurat był taki bardziej “woniejących”, nie pamiętam, jakiej firmy, kupowałam w castoramie, ale to dawno było.

  16. Monika gratulacje i za dostrzeżenie twojej “twórczości internetowej ” i za miłe słowa – bo blog jest świetny i bardzo klimatyczny dzięki m.in. cudnym klimatycznym fotografiom
    Buziaki !

    1. Dzięki :)
      Czajenie się w krzakach w oczekiwaniu na dobry moment świetlny to jest coś, co kocham najbardziej. Fajnie gdy rezultat jest przez innych doceniany, choć i bez tego zawsze trwam na pozycji ;)

  17. Jankosiu, gdzieś mi umknął twój blog ostatnio:( Nadrabiam. Ba, cały dzień dzisiejszy przesiedziałam w Twoim boskim ogrodzie. Ach, marzę o takim bogactwie bylinowo-trawowym w moim kieszonkowym ogródeczku. Nasadziłam co prawda dużo kocimiętek, szałwii, gaury od Finki, ale poupychane to to i nijak mają się szanse na taki busz. Ściskam! U nas trochę popadało:) Symbolicznie.

    1. Cześć :)
      Przypomniałaś mi tym komentarzem początek zeszłego sezonu. To była jakaś inna rzeczywistość: deszcze co kilka dni, wszystko mokre, zielone… To co dzieje się obecnie, ta susza (ponoć najsuchsza wiosna od stu lat) mnie wykończy psychicznie. Deszczu, nawet symbolicznego ogromnie zazdroszczę. U nas tylko postraszyło, powiało, a deszcz zatrzymał się na rzece kilkanaście kilometrów wcześniej. Kolejna szansa na opad w środę. Liczę na porządne oberwanie chmury centralnie nad moim domem ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *