Zrębki drzewne w ogrodzie – sterta po stercie
Zaczyna się zimą tuż po tym, gdy słońca zaczyna przybywać. Z początku nic nie zapowiada przedsięwzięcia o takiej skali. W ogrodzie zaczynamy od pędów winorośli i malin, przycinamy klony i graby, potem gładko wchodzimy z sekatorem w derenie, tawuły i hortensje. Wycinamy nieowocujące już pędy i uszkodzone gałęzie, karczujemy niechciany samosiew i błędy ogrodowe. Mięśnie pracują, baterie się ładują, a sterta rośnie…
To co? Zrębkujemy? Hola hola! A łowienie skarbów?
Wszystkie długie i proste tyczki przydadzą się w ogrodzie – warto odłożyć na bok. Szczególnie cenne są leszczynowe oraz wierzbowe, bo mocne i elastyczne jednocześnie, ale i wycinane z dereni zawsze odkładam na później – po pierwsze przydatne w kompozycjach kwiatowych, po drugie jako podpórki do groszku wyglądają prze-pięk-nie. Długie, ściągane z pergoli wielkim wysiłkiem pędy glicynii czy rdestu Auberta zawijam od razu w zgrabne podkłady do wianków na drzwi. A mimo to sterta ani drgnie…
a mury rosły…
Czy tego chcemy czy nie, po pewnym czasie w każdym ogrodzie, tego materiału w postaci pędów, gałęzi i całych karp będzie nagle tyle, że pojawi się w nas myśl, aby to spalić lub wywieźć gdzieś daleko. Tak byłoby najszybciej, co jak zwykle nie oznacza, że najlepiej. Najlepiej to wykorzystać do ostatniego skraweczka. Jak? Uwicie gigantycznego żubra odpada, prawda? ;P
A gdyby tak zbudować suchopłot? Pisałam o nim prezentując zarówno swobodne, jak i bardziej schludne wersje tego typu instalacji. Jeśli jakimś cudem was ominęło, jest do nadrobienia o tutaj:
suchopłot – żywy, choć martwy
Suchopłot, ogrodzenie siedliskowe, żywopłot typu Benjes … to rodzaj ogrodzenia, płotu, który z czasem zamienia się w spontaniczny żywopłot…
Z dumą stwierdzam, że tamten post fajnie śmiga po internecie i widać, że działa, bo zewsząd przychodzą znaki. To jedna z lepszych opcji. Daje możliwość wykorzystania na miejscu naprawdę ogromnej ilości materiału, możliwe jest stopniowe tworzenie i dokładanie do niego gałęzi, no i benefity w postaci nowych siedlisk dla ogrodowej fauny.
Gdy suchopłot zbudowany, nie mamy miejsca na kolejny lub go po prostu nie chcemy, wówczas możemy pomyśleć o zredukowaniu objętości materiału. Przyda się rębak ;)
Jaki rębak
Rębak to nie szczoteczka do zębów, nie trzeba mieć własnego. Z rębakiem jest trochę jak z wertykulatorem do trawnika – przydaje się raz lub dwa razy w roku, a przez resztę czasu po prostu stoi w garażu. Czasem więc zakup własnego sprzętu nie ma sensu.
My z powodzeniem korzystamy z wypożyczalni, gdzie testujemy sobie różnej wielkości urządzenia i dzięki temu przekonałam się czego tak naprawdę potrzebuję, a co tylko wydawało mi się, że potrzebuję. Najlepszym możliwym scenariuszem w moim przypadku jest zakup niewielkiego spalinowego rębaka, lekkiego i poręcznego, aby na bieżąco rozdrabniać niewielkie patyki trafiające na kompost, a oprócz tego, raz lub dwa razy do roku (czyli dokładnie tak, jak to ma miejsce w tej chwili) korzystać z porządnego sprzętu, który niewielkie drzewka rozdrabnia w ciągu sekund, a człowiek nie nadąża pakować, bo maszyna połyka i mieli wszystko niemal w czasie rzeczywistym. Rębak, który wyjątkowo przypadł nam do gustu i którym praca szła sprawnie (nie napiszę „lekko” bo cały dzień pakowania gałęzi z miejsca A do miejsca B nigdy nie jest pracą lekką) to taki, który zrębkuje gałęzie do 15 cm średnicy, więc już naprawdę całkiem sporo. Dla zobrazowania:

Bądź swoim najlepszym strażnikiem
Jeśli nie macie doświadczenia, a chcecie popracować z takim smokiem, pamiętajcie o BHP. Jeśli macie doświadczenie, to pamiętajcie tym bardziej.
W naszej rodzinie to ja pełnię zaszczytną funkcję inspektora, który przed pierwszym odpaleniem zawsze musi wszystko wiedzieć i powiedzieć na głos, sprawdzić co robić w razie najgorszego scenariusza i jak do niego nie dopuścić. Odpowiedni ubiór, siatka ochronna na twarz lub choćby okulary ochronne i koniecznie słuchawki wygłuszające. Brak wystających mankietów, szluwek, pasków na rękawach. Do tego obejrzenie wszystkiego wcześniej, sprawdzenie czy blokada bezpieczeństwa działa (ta co zatrzymuje wały mielące) czy oba biegi (przód i tył) działają bez zarzutu. No co wam zresztą będę opowiadać, sami pewnie wiecie co z waszą ręką zrobi maszyna, która wciąga piętnastocentymetrowy pal dębowy i nawet się nie zakrztusi mieląc go na drobne kawałeczki. Czymże więc będą te wasze 3 centymetry kości? Wiem, że brutalnie, ale im bardziej profesjonalne narzędzia, tym większa odpowiedzialność po naszej stronie. W prawdziwym życiu skrót „ctrl+z” nie istnieje.

Wyłączyć tryb moralizatora. Zrobione :)
Zrębkowanie jest ciężkie. Ogromny hałas, smród i bycie w ciągłym pogotowiu. Można tę nielekką pracę oczywiście zlecić i niewykluczone, że koszt takiej usługi będzie zbliżony do ceny wypożyczenia przez nas samych sprzętu. Tak czy inaczej, efektem będzie sterta zrębki drzewnej. Po co nam ona?
Jak wykorzystać zrębki w ogrodzie
Ściółkowanie gleby zrębkami
Oto najlepsze co możemy zrobić. Świetnie zastępuje korę, a pewne cechy tej ściółki sprawiają nawet, że od kory jest lepsza. Kora bardzo ładnie okrywa glebę zapobiegając erozji wietrznej. Nie chłonie jednak wody tak, jak robi to zrębka. Z tego powodu ściółka ze zrębki zachowuje się jak gąbka, przechwytuje nadmiar wody, a potem go oddaje pozwalając korzonkom wpijać się w siebie. Aby nabrała takich właściwości musi być albo nieco zleżała, albo przekompostowana. Świeża zachowuje się nieco inaczej.
W ciągu ostatnich kilku lat wypracowałam sobie pewien schemat użycia w zależności od materiału wyjściowego i sposobu jego przygotowania. Podzielę się teraz z wami swoimi obserwacjami, żebyście nie byli zaskoczeni, gdy nagle ściółka ze zrębek zacznie głodzić wasze warzywa albo zarastać zielskiem kiedy miała przecież przed nim chronić :) Bo potrafi jedno i drugie ;)
O zrębkach musimy myśleć jak o każdym innym materiale organicznym używanym do ściółkowania. Dlatego wyjściowo musimy wiedzieć z czego on pochodzi.
Zrębki drewniane na ścieżki i inne niezarastające – przez czas jakiś – miejsca
Jeśli zależy nam na takim okryciu gleby, aby chociaż ten sezon czy dwa wytrzymało bez zarastania, postawmy na zrębki świeże (lub tylko szybko przekompostowane) i najlepiej takie przygotowane z pędów wycinanych zimą czy na przedwiośniu.
Bez zielonych liści na gałęziach stosunek węgla do azotu nie pozwoli na szybki rozkład. Zrębka wytrzyma dłużej w formie w jakiej została rozłożona. To najlepsza ściółka na ścieżki. Najdłużej nam posłuży. Świetna będzie również do ściółkowania drzew, krzewów i innych roślin głęboko korzeniących się. Deficyt azotu w tym materiale powoduje, że zrębki przy kontakcie z glebą (i tylko właściwie w tej cienkiej warstwie na styku zrębki i gleby) będą wyciągały azot z gleby konkurując ten sposób z roślinami. Możemy albo temu zapobiec stosując zwiększone nawożenie azotowe (np obornik pod zrębki) albo stosując taką ściółkę dla roślin, dla których to nie problem. Mikołajki czy jeżówki nawet nie poczują głodu panującego przy powierzchni, za to różanecznik czy magnolia i owszem (inne rośliny płytko korzeniące się także).
Dlatego świeże zrębki przygotowane z nieulistnionych pędów mogą sprawiać wrażenie szkodliwych. Tymczasem, azot który na początku podbierają, po czasie oddają i to w formie łatwiej przyswajalnej dla roślin. Idąc tym tropem i planując nasadzenia roślinne, możemy zawczasu przygotować rabaty wysypując je zrębkami drzewnymi. Gdy po roku czy dwóch zobaczymy jak zaczynają zarastać to znak, że są gotowe jako ściółka wzbogacająca rośliny uprawne. Dobrze też pamiętać, że te bardzo miejscowe deficyty azotu w glebie są niczym w porównaniu z tym ile azotu z powietrza wyciągną, zmagazynują, a następnie oddadzą do gleby zrębki (a właściwie bakterie pracujące nad ich rozkładem) mające kontakt z powietrzem. Dlatego najważniejsza rzecz to nie zakopywać nieprzekompostowanych zrębek. Chyba, że przygotowujemy specjalny typ grządki hugelkulturowej, ale nie będę was teraz ciągnąc w kolejny wątek. Rozwinę go w innym wpisie.
Skąd brać zrębki?
Najlepsze są zrębki z własnego ogrodu. Dlaczego? Wiemy z czego są i na czym uprawiane były rośliny, które dostarczyły surowca.
Nigdy nie kupiłabym zrębek do swojego ogrodu nie wiedząc skąd dokładnie pochodzą. Wiemy, że drzewa oczyszczają powietrze z różnych szkodliwych dla ludzi substancji oraz metali ciężkich. Przecież one potem nie znikają, a drzewa wbudowują je częściowo w swoje tkanki. Stąd myśl, że mogłyby do mnie trafić zrębki po przycinkach drzew przydrożnych którymi wyściółkowałabym warzywnik działa na mnie odrzucająco. Analogicznie myślę o wszystkich innych materiałach organicznych.
Dlatego sprawdzam jak wygląda gospodarstwo, z którego przywożę obornik, jak żyją zwierzęta od których on pochodzi. W przyrodzie nic nie ginie – pamiętam o tym i dlatego najcenniejszy materiał zawsze mam na miejscu starając się go wyprodukować. Zwożenie jest nie tylko ryzykowne, ale i bardzo nieekologiczne, więc redukuję do niezbędnego minimum.
Zrębki drzewne jako ściółka w ogrodzie – kompostowane kontra świeże
Jako ściółka na rabatach zrębki drzewne mogą być świeże albo przekompostowane. Aby kompostowanie przebiegło sprawnie osiągając wysoką temperaturę dla pozbycia się patogenów, najlepiej użyć zrębków z gałęzi świeżych, częściowo razem z liśćmi, wilgotnych, zmieszanych ze starszymi gałęziami suchymi. Wówczas niczego nie trzeba dokładać, niczym zwilżać. Wystarczy ułożyć odpowiednio duży stos, przynajmniej ten metr wysokości i 1,5 m szerokości a temperatura zacznie rosnąć błyskawicznie. Warto przerzucić chociaż raz lub dwa razy i zostawić na kilka miesięcy dla dojrzewania. Tak przygotowane zrębki są całkowicie bezpieczne do użycia na wszelkich rabatach, grządkach jako ściółka, również do roślin zielnych i płytko się korzeniących.
Taka ściółka bardzo ładnie wzbogaci z czasem glebę, a tuż pod nią ziemia robi się wspaniale czarna, pełna próchnicy, będzie nam przetrzymywać ogromne ilości wody opadowej. Jednym słowem – WARTO
Ściółka ze zrębki w kolejnych latach
Zrębki drzewne podobnie jak każda inna ściółka organiczna z czasem ulegną rozkładowi. To nie wada, to zaleta. Bo rozpad wzbogaca. To co było ściółką, stanie się częścią gleby. Samą ściółkę warto uzupełniać co roku. Jeśli nie mieszamy jej z glebą to możemy sypać świeże zrębki bezpośrednio na rabaty. Z czasem zauważymy jak inne jest podłoże pod stopami. Chwasty wychodzą z niego lekko, bo korzonki swobodnie rozchodzą się we wszystkich kierunkach. Jednocześnie czuć pewnego rodzaju może nie sprężynowanie, ale czujemy, że trudniej udeptać glebę. To bardzo dobra oznaka, podobna uczuciu w czasie spaceru po lesie.

Zrębki z drzew iglastych czy liściastych – które lepsze
Najlepsze są takie jakie mamy na miejscu. Drzewa iglaste, pełne żywicy, trudniej się rozkładają. To podstawowa różnica. Mogą tez nieznacznie zakwasić podłoże, szczególnie jeśli rozdrabniane będą gałęzie świeże razem z igłami. Sama ściółkowałam takimi zrębkami borówki i stwierdzam, że ta moc zakwaszenia jest niewielka – niestety. Wręcz bardzo trudno w mojej opinii wyprodukować takie kwaśne lub bardzo kwaśne podłoże do specjalistycznych upraw. Mam na myśli tworzenie bez dodatków w postaci siarki czy nawozów siarczanowych – żeby było jasne :)

Podobnie w przypadku zrębki z drzew liściastych, których liście się trudno rozkładają, jak dąb chociażby. To znowu nie wada, a zaleta, zrębka dłużej nam posłuży, bo taniny zawarte w liściach spowolnią rozkład. Gdzie wady? :)
Podsumowując, zrębki drzewne są w ogrodzie materiałem bardzo cennym. Wystarczy pamiętać, że:
- są tak zdrowe (w znaczeniu bezpieczne) dla naszego ogrodu, naszej gleby, naszych roślin i nas samych jak warunki, w których rosły drzewa, z których te zrębki zostały przygotowane.
- nie muszą być przekompostowane. Ale mogą.
- zrębki ze wszystkich gatunków drzew są wartościowe
- niektóre gatunki dobre będą na ścieżki (orzech włoski), inne możemy od razu śmiało sypać wokół truskawek
- najlepszy materiał to ten pozyskany na miejscu
- rozdrobniona ręka będzie niemożliwa do przyszycia
I tym oto akcentem dziękuję za przeczytanie kolejnego artykułu.
Zamiast do szuflady, piszę dla ciebie :) Jeśli uważasz, że to co robię jest wartościowe, dmuchnij w moje skrzydła zostawiając komentarz lub udostępniając ten wpis dalej. Dziękuję.








Monika, trafiłaś w moment z tematem :) Właśnie udostępniłam artykuł na Trawy Ozdobne i Nasze ogrody naturalne.
Kasia :)
Artykuł jak zawsze ciekawy. Dziękuję i proszę o więcej.
W ogrodzie mam ogromną stertę gałęzi dębu i czereśni… może faktycznie wypożyczę maszynkę… chociaż waham się, bo chyba najbardziej zapadła mi w pamięć część dotycząca szluwek i palców rąk.
Mam chyba w telefonie z 15 kontaktów do panów od zrębek.. czasem nawet sami dzwonia i chcą oddać.. moje uszy wyłapują odgłosy rębaka na duże odległości..