Ziemia liściowa krok po kroku

Jak zrobić ziemię liściową- metody

Metoda I. Nie robić. Zbierać.

tutaj kryje się rów :)
tutaj kryje się rów 🙂

Mam taki kawałek rowu, który od wielu już lat nie widział wody. Leży między polaną, a młodnikiem brzozowym. Dwie stare grusze, jeszcze starsze dęby, trochę olchy, trochę czeremchy, trochę wszystkiego 🙂 Przewaga brzozy. W którą stronę wiatr by nie wiał i tak prędzej czy później jakaś część opadłych liści zbierze się właśnie tutaj. To moje źródło próchnicy liściowej! 😀

Jedyne co muszę zrobić to pójść, …

odgarnąć wierzchnią warstwę....
… odgarnąć wierzchnią warstwę …
... i nabrać ile potrzeba :)
… i nabrać ile potrzeba 🙂

Są zalety:

  • robi się samo
  • nie zajmuje cennego miejsca
  • robi się w swoim tempie
  • daje schronienie małym i dużym żyjątkom
  • bierzesz tyle ile potrzebujesz, nie na zapas

Są i wady:

  • trzeba mieć miejsce z drzewami liściastymi, spod których się nie sprząta lub… osobę z takim miejscem 🙂
  • potrzeba kilku lat zanim będzie co podbierać
  • trzeba nakopać, nie czeka gotowe w skrzyni czy worku
  • kiełkują w tym chwasty

Ze względu na ostatni podpunkt zaczęłam w ogóle robić ziemię liściową w bardziej kontrolowanych warunkach. W tej przynoszonej z polany co chwilę wyrastały mi wierzbówki, bez czarny i jeżyna. Niektórzy pewnie takie bonusy od razu wpisaliby na listę zalet, ale umówmy się: wyrwać jeżynę ze środka hortensji ogrodowej do łatwych nie należy. Pół biedy jeśli intruz wyrósł w gruncie, gorzej jeśli zasialiśmy go niechcący w pojemniku z sadzonką jakiejś przylaszczki czy innej trójsklepki. Ciągnie człowiek za pęd, a wychodzi cała doniczka- nie lubię takich sytuacji 🙂

Mimo wszystko i tak uważam tą metodę za najlepszą, najwygodniejszą i najzdrowszą dla wszystkich.

Kompostowanie liści w worku vs. kompostowanie w skrzyni

Niech przemówi obrazek:

Ziemia liściowa
Liście po roku leżakowania w skrzyni (te po lewej) i worku (te z prawej).

Mimo całej mody na kompostowanie w workach ja uważam, że mając już kilka taczek suchych liści, opłaca się zbić niewielką skrzynię bez dna. Należę do ogrodników “gromadzących”- znaczy wszystko się przyda 😉 Mimo tego, niewielki pojemnik zbity z kilku desek i tak w pełni zaspokaja moje potrzeby jeśli chodzi o ziemię liściową. Przede wszystkim, dopóki jakiekolwiek “zielone” się w ogrodzie pojawia to wszystkie suche liście lądują na nowej pryzmie kompostowej- i to jest dla mnie priorytet. Z taką ilością “zbędnej” materii organicznej do jakiej mamy dostęp jesienią ułożenie nowej pryzmy do kompostowania na ciepło to chwila moment 🙂 Pisałam o tym tutaj: kompostowanie 

Powoli czy szybciej?

Same liście rozkładają się dość wolno. Jeżeli złożymy je na kupę i będziemy od czasu do czasu przerzucać to rozłożą się w ciągu dwóch do pięciu lat. Jak szybko to się stanie zależy od ich twardości i stopnia rozdrobnienia, a i tak o dębowym, ładnie przerobionym kompoście liściowym po dwóch latach możemy zapomnieć. Nie da się- czas jest tu jednym z czynników nie do przeskoczenia chyba że…

Liście, mimo całego bogactwa pierwiastków jakie w sobie noszą mają niestety zbyt mało azotu w stosunku do ilości węgla (tzn. za mało do szybkiego kompostowania). Przyjmuje się, że średnio stosunek węgla do azotu w jesiennych liściach wynosi ok 60:1 (od 40-80). Chcąc zbliżyć się do ideału (30:1) moglibyśmy dodać nieco azotu. Może być to jakiekolwiek jego źródło: coś zielonego, jak trawa czy obierki warzywno-owocowe, nawozy organiczne lub mineralne. W zeszłym roku użyłam mocznika rozpuszczonego w wodzie. W tym sezonie w ruch poszedł obornik spod gołębi. Podsumowując: jeśli zależy nam na czasie stosujemy dokładnie te same zasady co przy kompostowaniu innych materiałów.

Co przyspieszy rozkład liści:

  • niewielki dodatek azotu, najlepiej w postaci obornika
  • rozdrobnienie materiału- mam nadzieję, że już wszyscy wiemy jak fajnie robi to kosiarka 😉
  • napowietrzenie pryzmy
  • kilkukrotne zraszanie kompostowanego materiału
  • nakrycie liści cienką warstwą ziemi- cienką i bez ubijania
  • bezpośredni dostęp do gleby
kompostownik
moja skrzynia na liście

Nie patrzcie proszę, na moje “miasteczko kompostowe”. Uwierzcie, że brzydkie bo brzydkie, ale i tak przestrzeń zorganizowana lepiej niż tam, gdzie mam wszystko ułożone po prostu na kupie 🙂 Zgadniecie ile liści pomieści taka niewielka skrzynia jak powyżej?

Ponad trzydzieści pełnych taczek. Jedna taczka natomiast mieści u mnie półtora kosza od kosiarki jeśli jest pełny tak, że się wysypuje 🙂 Jeśli jest po prostu pełny to w zasadzie dwa kosze na taczkę zmieszczę. Daje to 45-60 koszy kosiarki! Domyślam się, że ciężko w to uwierzyć, ale nie mam powodu was oszukiwać. Na raz wchodzi mi około dwudziestu pełnych koszy. Muszę odczekać kilka dni i już mogę załadować drugie tyle. Liście mają dużą objętość, ale tylko przez chwilę. Szybciutko “siadają” i można uzupełniać pojemnik. I teraz wyobraźcie sobie, że z trzydziestu pełnych taczek liści mam raptem pięć worków 60l. gotowego do użycia podłoża. Zresztą zajrzyjcie do środka:

ziemia liściowa
Ziemia liściowa. Śliczna i pachnąca.  Zobaczcie jak niski jest poziom. Gdzie się podziało te 30 taczek?!
ziemia liściowa
I ostre cięcie szpadlem. Widać tu jak znowu zdążyła się zbić. Miejscami jest czarna jak smoła, a miejscami brunatno-pomarańczowa.
Ziemia liściowa w worku
Ziemia liściowa w worku to nadal breja.
ziemia liściowa
Podobnie jak zawartość worka z przeważającą ilością igieł metasekwojowych.

W czasie kiedy ze skrzyni mogę już wybierać piękną, pachnącą ziemię liściową, w worku nadal czeka nie wiadomo na co breja ciemnych liści. W takim stanie jak są teraz spokojnie nadają się na ściółkę. Zresztą, jeśli mamy ochotę wyściełać jakimś organicznym materiałem ziemię to nie musimy nawet kompostować. Jeśli jest zdrowy, wystarczy wyłożyć go na wierzch jak robi to Matka Natura i dać jej czas. Pamiętajmy tylko, że materiały suche jak liście, kora, trociny czy słoma rozkładając się, dostarczą naszej glebie cennej próchnicy, poprawią jej właściwości fizyczne i chemiczne, ale najpierw… zabiorą trochę azotu. Oddadzą go z nawiązką (jeśli dobrze pójdzie), ale najpierw muszą pobrać 😉 Dlatego też dobrze jest je wstępnie przekompostować. Można też dać świeże, zwłaszcza jeśli nic na tym miejscu chwilowo nie uprawiamy, a można też (i tą opcję wybieramy chyba najczęściej) zwiększyć po prostu nawożenie azotowe 🙂

kompost liściowy
Gotowy kompost liściowy ładuję do worków i odstawiam do późniejszego użycia.

Co zawiera ziemia liściowa?

Skład będzie za każdym razem inny, bo zazwyczaj bada się całe partie materiału liściowego bez rozróżniania gatunków ani miejsc z których zebrano liście, ale na pocieszenie napiszę, że czy to Kraków czy New Jersey skład ziemi liściowej ma niemal identyczne proporcje poszczególnych pierwiastków. Weźmiemy więc jedno zestawienie z wielu- partia liści komunalnych:

Węgiel 47%
Azot 1%
Fosfor 0,23%
Potas 0,46%
Wapń 1,65%
Magnez 0,25%
Siarka 0,11%

Dodatkowo występują niewielkie ilości boru, żelaza, manganianu, cynku, sodu, a także miedzi, kobaltu i niklu.

Ph gotowego kompostu liściowego powinno wskazywać “obojętne”, ewentualnie w stronę “lekko kwaśne”. Nawet w moim kompoście, złożonym w dużej części z kwaśnych liści dębowych kwasomierz wskazał “obojętne”. Zbierając liście kosiarką staram się zawsze jeździć wężykiem tak, aby zgarnąć trochę liści zielonych, trochę czerwonych, nieco dużych twardych i dla przeciwwagi miękkich, szybko rozkładających się. Dodatkowo jeśli liście mają dostęp do naszej gleby chociażby poprzez odkryte dno w kompostowniku to wiosną mamy różowo- dżdżownic w liściach jest więcej niż jesteście to sobie w stanie wyobrazić. W sumie dosyć logiczne, bo kto żarłby tekturę kiedy można sięgnąć po liście? 😀 W workach jak się pewnie domyślacie dżdżownic brak. No chyba, że sami je tam włożycie 🙂

Za to jednym, wielkim plusem liści w workach jest miesiąc maj i czerwiec. Wtedy to chwasty, trawnik i inne zielsko rosną jak opętane. Jesienne liście o wysokim stosunku węgla do azotu są wówczas idealnym dodatkiem do przesypywania zielonego w kompostowniku. Wystarczy otworzyć i wysypać. Cóż łatwiejszego mogłoby być? Chyba tylko dostawa trocin z tartaku 😉

Ziemia liściowa krok po kroku.

“W końcu!”- powiecie 😉 Przyznam się wam, że niemal cały artykuł poszedł do kosza, bo po przekroczeniu dwóch tysięcy słów zorientowałam się nagle, że ciągle piszę o znaczeniu próchnicy w ogrodzie, a nie zakończyłam nawet wstępu. Nie zrobię przecież “Ziemi liściowej w pięciu częściach”, bo luty nas zastanie 😀

Kompostujemy w workach.

Rozdrobnione liście wrzucamy do worka. Decyzja czy przyspieszamy poprzez dodanie azotu czy nie, należy do nas. Jeśli dodajemy to liście przesypujemy nawozem. Podlewamy, wiążemy, dziurawimy worek w kilku miejscach i ustawiamy w niewidocznym miejscu.Ja dodatkowo przed związaniem posypałam je delikatnie ziemią. Od czasu do czasu dobrze jest go podnieść i spróbować rozbić posklejane bryły, a te robią się chętnie. Niestety przez worek ciężko jest to zrobić nawet jeśli człowiek zacznie go podrzucać- jest wtedy jak świeżo wyprana poducha pełna pierza.

Analogiczną sytuację mamy w skrzyni:

wsypujemy doń rozdrobnione liście
Wsypujemy doń rozdrobnione liście…
kompostowanie liści
Co którąś warstwę przesypujemy nawozem o dużej zawartości azotu – u mnie obornik gołębi…
podlewanie pryzmy liściowej
I podlewamy

Dalej dzieje się teraz, więc musicie wybaczyć brak zdjęć 🙂

Dalej układam dopóki nie wysypuje się górą- u mnie następuje to po około dwudziestu pojemnikach kosiarki. Czekam kilka dni. Cała pryzma osiada, a ja ładuję na wierzch drugie tyle i czekam. Kiedy pryzma ponownie “siada” przerzucam ją szybko do góry nogami lub staram się ile mogę wyciągnąć na wierzch. Od razu przykrywam ziemią- cienką warstwę, ale szczelnie. Wcale nie odetnie to dostępu powietrza, za to pomoże utrzymać ciepło wewnątrz pryzmy. Poczujecie je zresztą bardzo wyraźnie podczas przerzucania 🙂 Albo spróbujcie włożyć rękę do środka 🙂 Całość przykrywam jeszcze warstwą włókniny. Tym razem użyłam zimowej, ale tylko dlatego, że taka była pod ręką.

Wiosną liście dostają chwilę aby góra nagrzała się mocniej od słońca. Wtedy przerzucam. Nie dosypuję już ziemi ani nawozów. Jedyne co robię to wzruszam trochę widłami z wierzchu, a do głębszych warstw przebijam się za pomocą drutu zbrojeniowego- dziurawię mocno pryzmę, podlewam, znowu dziurawię. Przykrywam włókniną żeby o niej nie myśleć i żeby niczego mi wiatr nie zabierał a wahania temperatur były mniejsze i zapominam. Latem podlewam od czasu do czasu, nie za dużo i tylko kiedy nie pada. W listopadzie odkrywam włókninę i mam co wam dzisiaj pokazałam 😀

Nie uważam żeby ziemia liściowa była niezbędna w naszych ogrodach, ale można ją gromadzić jak wszystko inne: igły sosnowe czy modrzewiowe, szyszki, kora, piasek, ziemia gliniasta, wrzosowa, darniowa, piasek, żwir, słoma … wszystko nam się przyda 😀 Wszystko też znajdzie zastosowanie. Ziemia liściowa jest lekka ze swej natury i bardzo przepuszczalna, ale jednocześnie pomoże zmagazynować wodę, ograniczyć wymywanie związków organicznych, napowietrzy glinę i zwiększy pojemność wodną piasków. Jest po prostu świetnym dodatkiem organicznym poprawiającym strukturę gleby. Razem z nią wprowadzamy to co najcenniejsze: próchnicę. Po co mamy płacić za magiczne proszki kiedy potencjalna próchnica spada nam z nieba? Chcieć to móc 😀

liście platana

 

 

21 thoughts

  1. Super artykuł. Bardzo lubię Twoje pisanie. Prosto, z humorem, bez moralizowania.
    Dużo cennych wskazówek. Tak zachęcona – od wiosny zaczynam gromadzić liście. Tylko muszę zrobić kolejną skrzynkę, tym razem na liście.

    1. Cała ja 😉

      Ale wiesz, że te skrzynie rozrastają się same? To niebezpieczne zjawisko. Człowiek nie wie na co się pisze stawiając pierwszą “dostawkę” 🙂 Potem to już iiiiidzie! 🙂 Ani się obejrzysz, a stanie Ci pod nosem twoje własne “miasteczko kompostowe” 🙂
      Jednak od wiosny? 🙂 powodzenia 🙂

  2. Jak się to czyta, to wszystko jest takie proste i oczywiste.
    Uwaga, teraz będę marudzić. Jak to wygląda u mnie?
    Mój kompostownik na liście jest o wiele większy, tak mniej więcej 1,5 x1,5 m. Podzieliłam go na 2 części – do jednej zbieram, druga część “dojrzewa”. Oczywiście lądują tam nie tylko zgrabione jesienią czy wiosną liście ale i zielone, oberwane ze ściętych drzew i krzewów i co roku mam górę mojego wzrostu. Dość trudno to się przerzuca.
    Problemem są też zgrabiane z liśćmi opadłe suche gałęzie. Grubsze biorę do zmielenia, ale pozostaje cała masa cieniutkich gałązek brzozowych – ciężko je oddzielić od liści (to robota dla Kopciuszka) a niestety one się długo rozkładają. Kolejny problem – wszystkie sąsiednie rośliny żerowały bezwstydnie na moim pięknym kompoście. Musiałam powycinać je wszystkie i położyć na spód porządną warstwę zabezpieczającą. Folia nie zdała egzaminu, nawet najgrubszą korzenie przebijały; teraz położyłam specjalną agrotkaninę.
    Aby odciążyć nieco pryzmę co roku odrzucam część nierozłożoną, przesiewam pozostałość i pakuję do worków na “dojrzenie”. Wychodzi mi ok. 20 worków (a raczej woreczków, takich 50 l) w sezonie. Zużywam to bardzo szybko – mam bardzo lekką, piaszczystą ziemię wymagającą nieustającego poprawiania struktury. Niestety w tym trybie kompost przerabia się dłużej, bo nie osiąga odpowiednio wysokiej temperatury.
    No, koniec marudzenia.
    Zachwycił mnie porządek w Twoim kąciku gospodarczym. Skrzynia pięknie zbita, równe deski pięknie ułożone – podziwiam, bo bezskutecznie usiłuję wprowadzić taki porządek u siebie. Udaje się to na krótko, odegnany chaos triumfalnie powraca.
    Zainspirowałaś mnie. Muszę pomyśleć, jak by ten proces usprawnić.

    1. Kurczę, przeczytałam co napisałaś i teraz mi zaczyna się wydawać to wszystko trudniejsze niż w rzeczywistości jest. Tak się chyba rzeczywiście dzieje przez twoje marudzenie 😉 Ale nie odmawiaj sobie 🙂
      Kompletnie nie rozumiem o jakich problemach piszesz. Bo:

      -Przewracanie pryzmy to najgorsza rzecz, nie zaprzeczam. Moje kompostowniki niedługo zaczną się rozsypywać i wtedy chciałabym je zastąpić “ciągiem kompostowym”. Miałabym ze trzy/ cztery pojemniki jeden za drugim, z których pierwszy służy jedynie składowaniu na bieżąco resztek, a w ostatnim już czeka przesiany gotowy kompościk. Obecnie nie mam możliwości takiej produkcji, bo pojemników mam na styk. Raz albo dwa razy do roku układam pryzmę na ciepło i ona robi się dużo szybciej niż taka ze zleżałego już trochę materiału dorzucanego w ciągu sezonu. I to burzy mój porządek. Gdybym zrezygnowała z tych na ciepło to mogłabym dojść do takiej kolejki kompostowej, ale … nie chcę. Rozumiem twój ból, bo żeby ułożyć jedną pryzmę, muszę najpierw przesiać i zapakować do worków gotowe kompost. Czasem to nieco opóźnia sprawę bo robotem nie jestem- nie zawsze mam siły. Ale akurat w przypadku liści sprawa jest prosta. Nawet jak się zbiją to nadal są lekkie. W tym ciasnym pojemniku który pokazuję przerzucałam bez problemu. Gdyby było w tym jakieś “ale” na pewno wyjęczałabym to publicznie- między innymi po to mam blog 😉

      – Gałęzie z liśćmi? W sensie takie co to opadają same? U mnie tak sypią się brzozy. Większe gałęzie zabieram, po mniejszych jeżdżę kosiarką kiedy zbieram liście czy to jesienią czy wiosną. Czasem wiosną jeżdżę drugi raz dla samym gałązek. Ale ciiii, mój mąż nie byłby zachwycony 🙂 One są suchutkie i łamią się w dłoniach więc i kosiarce większej krzywdy nie robią, a rozkładają się tak szybko, że nawet ich nie zauważam. Nie wiem dlaczego u ciebie jest inaczej. O jakich gałązkach piszesz dokładnie? Tj. z jakiego drzewa? “Grubsze biorę do zmielenia”- znaczy masz rębak? Ech…. rozmarzyłam się 🙂 Umawiam się ze znajomą od dłuższego czasu na wspólne rąbanie (beznadziejnie wulgarnie to brzmi) ale coś nie możemy się zgrać. Może jeszcze w tym roku się uda 🙂

      – Od spodu folia? Włóknina? Przecież pryzma znajduje od poziomu gruntu wzwyż. Jak coś może się dobierać do kompostu? Mam sporą brzozę blisko kompostowników i ona oczywiście zapuszcza korzenie pod pryzmę, ale nie idą one w górę. Chcesz powiedzieć, że coś zapuszcza korzenie powyżej poziomu na jakim rośnie? Czy że coś wyrasta ci z boku lub na pryzmie? Bo chyba nie rozumiem znowu (przepracowanie?). Jak pryzmy nie mam przykrytej włókniną albo trawą to zawsze coś mi na wierzchu zechce wykiełkować, ale od spodu jeszcze nigdy nic mi się nie przebiło. Przecież to jest metr wysokości! Od dołu nie mam nic poza warstwą gałęzi przy najświeższej pryzmie.

      Porządek? 😀 Mój? 😀 To tylko ten kącik. Dalej mam pryzmy gliny, pryzmę ziemi darniowej, worki kompostu, worki obornika przykryte czarną folią, deski modrzewiowe przykryte niebieską plandeką i pełno wiader otoczaków zebranych w czasie kopania 😀 Wyobraźnia dział? No właśnie, jest bałagan. Ale pomalutku i to ogarnę 😀

      1. oczywiście, że drzewa szybko mogą zapuścic korzenie w pryzmie kompostowej, szczególnie brzoza. Jest ciągle nienażarta i bardzo cwana. Wystarczy malutka nieszczelność i przez rok kupa kompostu, nieważne jak duża, zostaje zawłaszczona. Ja na spód daje podwójną folie. Na wyrównaną glebe kłade jakies stare folie a na to nową w jednym kawałku. Po bokach zaginam do góry, bo brzoza potrafi zapuscic korzenie z boku, jesli kompost jest wilgotny

        1. Wybacz, ale jeśli kładziesz nieprzepuszczalny materiał na korzenie drzewa to jest oczywistym, że ono próbuje się uwolnić- dusi się przecież.

          Nie mam od dołu żadnego materiału, a kompostownik stoi tuż przy brzozie. Nie powiem, bo tuż pod pryzmą idą korzenie- stanowią zresztą wyznacznik tego,gdzie zaczyna się rodzimy grunt 🙂 Ale żeby te korzenie szły w górę na pryzmę to się nie zdarzyło jeszcze. Sam materiał też nigdy nie leży dłużej niż pół roku w jednym miejscu więc nie ma za bardzo możliwości aby się tam coś karmiło bez mojej wiedzy 😉 Na górze i owszem- zawsze coś zechce się wysiać 😉

      2. Kwestię porządku ujmę tak: jesteś pewnie mniej porządna niż byś chciała :), ale to nie znaczy wcale że masz bałagan, tylko że sobie wysoko ustawiłaś poprzeczkę. Z tego co piszesz co i jak masz w kąciku gospodarskim zgromadzone wyłania mi się osoba zorganizowana – pozwól mi pozostać w moim nabożnym podziwie :).
        Korzenie w pryzmie – tu się brzozy nie czepiam; jest moją faworytką i dużo jej wolno. Ale mam za płotem osikę – zarazę. Ta wlezie wszędzie. Wypuszcza kłącza na 10 m od głównego pnia. Miałam po budowie przez dwa sezony stertę piachu (ok. 4 m od najbliższego drzewa) – po tym czasie musiałam go przesiewać, tak była przerośnięta korzeniami.
        Gałązki brzozowe zbieram ręcznie, bo spadają mi głównie na grządki albo miejsca gdzie nie dam rady wcisnąć się z kosiarką. Po zimie mam ich stos wystarczający na dwóch heretyków ;).
        Po prostu na małej działce co innego jest problemem.
        Ale to nic. Wracając do zasadniczego tematu – w tym roku zrobiłam eksperyment. Do worków ze skoszoną trawą i wysuszonymi korzeniami osiki (w odrębnych workach) dodałam preparat do kompostowania. Zobaczę jak szybko się to przetworzy. W przyszłym roku spróbuję zrobić pryzmę Twoim sposobem – może w końcu uda mi się osiągnąć wyższą temperaturę i przyspieszyć proces rozkładu.

  3. Oj marzy mi sie taki kompostownik z prawdziwego zdarzenia, taki trzykomorowy ech… Na razie mam tylko termiczny z plastiku. Co prawda nie wiem, co bym tam wrzucała, bo ogródek mały, ale coś by się znalazło. Fajnie się czyta, to co piszesz. Wielkiej filozofii w tym nie ma i złoto robi się samo. Coś dla leniwych, jak ja 😉

    1. A jak Ci się ten plastikowy sprawdza? Jestem bardzo ciekawa. Z jednej strony producenci pokazują jak to wrzucasz, niczym się nie martwisz, a od dołu wyciągasz pulchną ziemię kompostową, a z drugiej strony opinie na forach ogrodniczych zupełnie temu zaprzeczają. Teoretycznie widzę możliwość, żeby wyszedł z tego fajny kompost, ale starać się chyba trzeba bardziej niż przy zwykłej skrzyni? Tj. rozdrobniony materiał, idealnie przemyślane warstwy itd. Popraw mnie jeśli się mylę 🙂

      A co do rzeczy ma mały ogródek tak w ogóle? Zobacz ile mogłabyś naprodukować- przecież kompostu nigdy dość 😀 Resztki kuchenne zawsze są, trawa, chwasty, liście można dostać od innych, tak samo jak glony z oczka itd. 😀 Pomyśl 😀 Gdyby jeden pojemnik był do użycia na sezon to przecież co to jest? 😉 Podsypać róże, dać do doniczek i …. nie ma 🙂

      1. Ten plastikowy jest taki sobie. Przerabia się dość długo, czyli normalnie 😉 Kompost nie jest taki ładny, taki drobny jak z pryzmy. W sumie jest ok, ale najgorsze jest dla mnie to wyciąganie od dołu, bo potem wszystko się zapada i miesza. Ogólnie mało kompostu z tego wychodzi. Warstwy u mnie nie są idealnie przemyślane. Wrzucam to co mam akurat. Trzeba na pewno wszystko porządnie rozdrobnić. Gdy wiosną ścinam byliny i trochę krzewów za płotem, to taki kompostownik szybko staje się pełny. Drugi raz bym go już nie kupiła. Teraz chcę taki zbity z desek 😉

  4. Tez produkuje kompost i jak nie ma na spodzie warstwy porządnej grubej folii to faktycznie korzenie drzew wrastaja i owszem ida do góry, nie do samej góry ale troche powrastają i żrą ile sie da.Myśle ze powinno sie zaznaczyc że do kompostu nie wrzucamy chwastów z nasionami bo potem pielenie nas wykończy. Pozdrówka Moniko.

    1. Bogdziu, o prawdziwym kompoście jest inny artkuł do którego linkuję w tekście. Ten jest typowo o kompoście liściowym – uboższej wersji tego pierwszego 😉

      Ciekawie potoczyła się dyskusja bo to cenne informacje dla mnie i czytelników (mam nadzieję). U mnie nigdy nie było problemów w korzeniami a wielką brzozę mam przecież niespełna pół metra od pierwszego kompostownika. Nigdy nie miałam folii i nawet do głowy by mi nie przyszło żeby ją kłaść. Przy pierwszych podejściach miałam geowłókninę ale nie sprawdziła i zrezygnowałam. Wróciłam do opcji z warstwą gałęzi pod pierwszą pryzmę i uważam że to super rozwiązanie – reklamuję gdzie mogę 😀 Nie mam problemu z korzeniami, odprowadzeniem nadmiaru wody, a dostęp powietrza od dołu i pewnego rodzaju sprężystość całej pryzmy sprawia, że kompost robi się bardziej równomiernie.

      Pozdrowienia dla Ciebie. Miło że jeszcze czasem zaglądasz 😉

  5. Nie robię czystego liściowego kompostu, bo na ogół mam do czynienia z liśćmi orzecha włoskiego (sasiedzki, rośnie ok. 2 m od granicy mojej działki) oraz liśćmi z drzew owocowych, które rzadko wolne są od chorób grzybowych. Jednak wszelkiego materiału na kompost mam sporo, czasem aż za dużo.
    Mój kompostownik ma trzy komory. Aktualnie w jednej ułożona tydzień temu nowa pryzma, dwie puste. Jedną z tych pustych używam na skladanie domowych odpadkow bieżących. Do drugiej wiosną przerzucę zawartość pierwszej i zostawię na jakiś czas w spokoju.
    W tym roku tak się złożyło, że dwie komory miałam wypełnione przerobionym kompostem, ale nie miałam okazji go przesiać. Gdy się za to zabrałam okazało się, że przerosły dość gęstą siatką korzeni włośnikowych tego orzecha. Było ich tyle, że na trzy wiadra kompostu przypadało jedno wiadro tych korzonków! Pierwszy raz mi się to zdarzyło, ale wniosek nasuwa się sam: częściej przerabiać pryzmę, a kompost wybierać, jak tylko dojrzeje.

    Pozdrawiam 🙂

    1. No i proszę, długo nie trzeba było czekać 😀 Dziękuję za ten komentarz 🙂 Moje nie leżą dłużej niż te pół roku i chyba dlatego nigdy nie miałam problemów opisanych wyżej 🙂 Gotowy kompost też nie czeka nie wiadomo na co tylko przesiany czeka grzecznie w workach – szkoda byłoby mi miejsca w kompostowniku- i tak jest za mały jak na moje potrzeby 😉
      Liście z owocowych to mój wielki problem. W zasadzie dojrzewam powoli do najskuteczniejszego sposobu na pozbycie się chorób na jabłonkach polegającego na… pozbyciu się jabłonek 😉 Miałam nadzieję że chociaż te co opadły zdążę mocznikiem opryskać skoro śnieg zagasił mi dwudniowe ognisko, ale prognoza pogody nieszczególnie niestety mi sprzyja. Ale co ma być to będzie 😀 Nie pierwszy i nie ostatni raz zaniedbałam sad na korzyść ozdobnych. Nie pierwszy i nie ostatni raz myślę o tym czego nie zdążyłam zrobić a tak bardzo chciałam. I w końcu, nie pierwszy i nie ostatni raz przeżyję ten zawód i zapomnę o nim wiosną 😀

  6. Ja dopiero zaczynam swoja przygodę z ogrodem. I teraz zastanawiam się jak pani rozdrabnia liście? Pisze pani o kosiarce i że wszyscy już chyba o tym wiedzą. No jeszcze nie wszyscy 😉 Więc prosiłabym o łopatologiczne wyjaśnienie tej cudownej metody:)
    Czy każde liście nadają sie na kompostownik? Bo mam liście ze starego orzecha, mnóstwo z kasztanów, klonu. Czy moge je wszystkie razem wymieszać?

    1. Jeżeli liście były zdrowe to można je wszystkie wymieszać i kompostować. Kiedyś palono liście z orzecha twierdząc, że zatruwają kompost. Chodziło o zawierany przez nie związek chemiczny- juglon. Teraz jednak wiadomo, że po pierwsze liście orzecha włoskiego zawierają go niewiele i tylko świeże liście, bo zaschnięte już nie, a po drugie liście z orzecha czarnego mimo iż zawierają juglon to ulega on rozkładowi z ciągu kilku tygodni.
      Z kolei liście kasztanowców usuwa się najczęściej z powodu zimowania w nich szrotówka kasztanowcowiaczka- bardzo groźnego szkodnika naszych pięknych drzew. W zasadzie tylko wygrabianie i palenie liści oraz wiosenny oprysk preparatami olejowymi jest w stanie pomóc nam w ekologicznym zwalczaniu pierwszej w roku populacji tego szkodnika. Ciężko w ostatnich latach dostrzec kasztanowce całkowicie zdrowe więc to wybieranie liści i ich palenie zdecydowanie ma sens. Z drugiej strony jeśli pryzmę liściową zakładamy na raz, czyli z większej ilości materiału w krótkim czasie to cała pryzma osiągnie taką wysoką temperaturę że niewiele będzie w stanie w niej przeżyć. Nawet przecież dżdżownice wchodzą dopiero wtedy kiedy temperatura spadnie. Tutaj decyzja należy do pani. Osobiście miałam kasztanowca i paliłam każdy listek, nic nie kompostowałam, bo nie chciałam ryzykować 🙂

      Rozdrabnianie kosiarką to nic innego jak zbieranie liści z trawnika i ścieżek poprzez jeżdżenie po nich… kosiarką 🙂 Jeśli trzeba to można wysypać je z kosza i znowu przejechać 🙂 Jest to najprostszy i najszybszy znany mi sposób na zbieranie jesiennych liści 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *