Rozmnażanie lawendy

 

Lawenda to krzewinka klimatu śródziemnomorskiego chętnie uprawiana w naszych ogrodach. Mnie to lawendowe szaleństwo do tej pory jakoś nie opanowało. Mam od kilku lat w gruncie jedną sadzonkę. Nawet nie wiem skąd. Przycinana jest dwa razy do roku więc utworzyła już ładną poduszeczkę. Mam z nią jeden podstawowy problem, którego do tej pory nie dostrzegałam- jest jedna! Czas to zmienić. Lawenda jest rośliną, która dopiero w grupie, w masie pokazuje całe swoje piękno. Na pewno kojarzycie z internetu zdjęcia pól gdzie lawenda rośnie tak jak u nas rzepak chociażby. Widok zapierający dech w piersiach. Okazuje się, że i u nas istnieje sporo plantacji lawendy ,więc przy stworzeniu jej odpowiednich warunków staje się rośliną jak najbardziej do naszego klimatu. Nie od razu musimy mieć hektary. Już przy kilku, kilkunastu sadzonkach wygląda bardzo atrakcyjnie.

 

_DSC6866

 

Zanim zaczniemy rozmnażać warto się zastanowić czy mamy dla niej miejsce. Lawenda potrzebuje: słońca, wybitnie przepuszczalnej gleby, słońca, wysokiego ph gleby (obojętne do zasadowego) , słońca, zacisznego stanowiska lub okrycia na zimę, słońca. Ja mam kawałek działki gdzie jest bardzo lekka ziemia. Dziko rosnące ,ale pięknie kwitnące dzikie trawy utworzyły malownicze poduszki okalające ścieżkę do lasu. To miejsce gdzie planuję utworzyć coś na kształt ogrodu stepowego. Ponieważ teren jest spory posadzę tam rośliny, których bałabym się posadzić na normalnej rabacie. Będą rokitniki, dzikie róże a także wydmuchrzyca piaskowa, głowienka pospolita, sasanki, goździk kropkowany i…. lawenda. Jeszcze phmetr nie poszedł w ruch ale jestem przekonana, że bez wapnowania się nie obejdzie, przynajmniej w miejscach pod lawendę.

 

Do roboty. Pobieramy kawałki tegorocznych przyrostów niedrewniejących jeszcze.

_DSC6728

 

Mniej więcej takie:

 

_DSC6762

 

Ta po lewo już zaczęła drewnieć. To nic nie szkodzi, co najwyżej może potrzebować nieco więcej czasu na ukorzenienie się. Najlepiej jednak wybrać sadzonki typowo zielne. Ukorzenienie się zajmie im wtedy raptem cztery do sześciu tygodni.

 

_DSC6753

 

Podłoże. Jak zwykle w takich sytuacjach użyjmy torfu odkwaszonego wymieszanego z rozluźniaczem- grubszym paskiem, perlitem. Fajnie sprawdzają się też gotowe mieszanki do produkcji rozsad. Mi takie gotowe podłoże już się skończyło więc przeprosiłam się z torfem. Dodałam do niego w proporcji pół na pół żwirku, który został po zimie jako materiał do posypywania schodów. Bardzo polecam. Jest duuużo tańszy niż perlit a sprawdza się równie dobrze. Do tak przygotowanego podłoża dodałam jeszcze niewielką garstkę piachu z miejsca po dawnym ognisku. Obecność popiołu bardzo podnosi ph a przy okazji zawiera mnóstwo pierwiastków potrzebnych roślinom ale nie dostarczając jej azotu. Lawenda z pewnością będzie wdzięczna za taki gest.

 

_DSC6745

 

Tak wygląda żwirek, którego użyłam. Do dostania w sezonie zimowym w większości marketów budowlanych.

 

_DSC6764

 

 Górę sadzonki zostawiamy w spokoju. Od niej odliczamy: jeden, dwa, trzy węzły i tniemy. Nóż przechodzi przez węzeł lub tuż pod nim.

_DSC6768

Obieramy sadzonkę z dolnych liści. Zostawiamy sam wierzchołek.

_DSC6771

Tak powinny wyglądać przygotowane do posadzenia sadzoneczki

_DSC6776

I do ukorzeniacza

_DSC6778

Przypominam, że nie moczymy „stópek” lawendzie przez zanurzeniem w ukorzeniaczu. Świeżo uciętą sadzonkę zanurzamy w proszku i strzepujemy nadmiar. Zauważyłam, że zwłaszcza do sadzonek zielnych modne są „na Zachodzie” ukorzeniacze w formie takiego jakby żelu, kleju. U nas w sklepach jeszcze się z takim czymś nie spotkałam. W zeszłym roku kiedy rozmnażałam w ten sposób lawendę nie użyłam w ogóle ukorzeniacza. Przy dwoch sadzonkach pobranych na próbę obie sie ukorzeniły. Jedna niestety nie przeżyła zimy.

_DSC6794

Robimy otworki. Niezastąpiony do tego celu okazuje się śrubokręt krzyżakowy męża. Potem się go umyje i grzecznie odłoży na miejsce- nie będzie śladu :)

_DSC6796

I do ziemi. Lekko ugniatamy podłoże wokół sadzonki aby lepiej przylegało

_DSC6805

Podlewamy delikatnie wokół.

_DSC6807

I voila!  Teraz wystarczy tylko wietrzyć i czekać.

Okrycie jest w tym przypadku bardzo ważne. Przy innych roślinach pewnie pokusiłabym się o częste zraszanie, ale lawenda tego nie lubi. Nie lubi w ogóle moczenia liści. Skoro jednak nie ma korzeni a stale wyparowuje z niej woda należy jej zapewnić wysoką wilgotność powietrza przy ukorzenianiu. Słoik, butelka, folia na stelażu z patyków- cokolwiek co nam w tym pomoże instalujemy na doniczce a tą ustawiamy w miejscu gdzie roślina nie będzie narażona na bezpośrednie nasłonecznienie. Po kilku tygodniach lawenda powinna się ukorzenić i wtedy przesadzamy ją do pojedynczych doniczek.

_DSC6828

Cztery sadzonki to zdecydowanie za mało na moje potrzeby. Zrobiłam więc całą kuwetkę a noszę się z  zamiarem zrobienia kolejnej. Pomału tworzę pod domem mini szkółkę. Nie wiem jak to się skończy :)

_DSC6838

Na koniec przypominam jeszcze raz o wietrzeniu- to bardzo ważne. Życzę powodzenia w rozmnażaniu lawendy sobie i wam

2 thoughts

  1. Mam od jakichś siedmiu lat 12 krzewów lawendy, 3 to lekarska – wyhodowana osobiście z nasionek, jasno lawendowa, pozostałe to Hidcote Blue, ciemniejsze. Nigdy żadna mi nie chorowała, nie padła, nie przemarzła, nigdy też żadnej nie okrywałam na zimę. Jeśli była w gorszej formie, to mea culpa – bo przesadzałam w różne miejsca. Mieszkam w Lublinie, zimy ciężkie, ziemia – lessowa, gliniasta inaczej. Znaczy się warunki nie tego dla śródziemnomorskiej lawendy, a jednak kwitnie i rośnie pięknie, zdrowo, zachwyca i wyglądem i zapachem. Obok niej hyzop, oregano, różowobiałe róże: Artemis, Bouquet Parfait i Mariatheresia, i pełne lilie Elodie. Widzicie to? Tylko rozmaryn nie wytrzymuje zimy. Teraz właśnie zrobiłam 8 sadzonek lawendy dla sąsiadek, zatem lawenda w natarciu w Lublinie i okolicach. Zrobiłam dokładnie tak jak Ty. Myślę, że niedługo dadzą znać, że się przyjęły. Ale będzie radość.

    1. Ojej, ktoś odświeżył komentarzem posta sprzed trzech lat :)

      Te lawendki z artykułu ukorzeniły się niemal w całości także absolutnie polecam metodę. Jakoś na początku trzy słabo rokowały więc od razu je podmieniłam na nowe i miałam całą kuwetkę. Potem doniczkowanie i po zimie została może 1/3. Niestety za głęboko zadołowałam i na przedwiośniu zastałam doniczki pełne wody z topniejącego śniegu :( Szkoda. Generalnie u mnie lawenda jakoś słabo zimuje mimo piasków, co jest dziwne bo i gaura i stipa ‚Pony Tails’ i jeszcze trochę takich zagrożonych zimowym wygniwaniem roślin u mnie zimuje bez problemu, a z lawendą to zawsze jakieś przejścia mam- a to mi pół krzaczka zmarznie, a to się połamie pod lodem, a to coś innego :/ Aż dziw bierze, że przy glinach o których piszesz i zimnej części kraju to takie bezproblemowe rośliny :) Może masz po prostu lepszą rękę do nich? A może miejsce bardziej osłonięte? W każdym bądź razie gratuluję, bo ja mam na razie kilkanaście krzaczków (ciągle nie takiej lawendy jakiej pragnę) i więcej chyba nie zaryzykuję :) Hyzop sieje się jak głupi, a że kolor głęboki i piękny to raczej w niego zainwestuję swoją energię :) Myślę nawet że jest on całkiem fajną alternatywą dla szałwii omszonej. Podzielisz tą opinię?

      Widzę widzę, wyobraźnię mam niezłą (i skromność w pakiecie) ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s