Kompostowanie. Magiczna sztuczka Matki Natury

 

Kompostowanie to sztuka mieszania

Mamy jesień. Jest to czas kiedy w ogrodzie (poza podziwianiem barwnego spektaklu) to co robimy najczęściej to przede wszystkim porządki- wielkie porządki. Sprzątamy liście z trawnika, wycinamy przekwitłe kwiaty, pędy bylin, które przestały już zdobić, opróżniamy donice po kwiatach rocznych, porządkujemy warzywnik, a do tego trawa ciągle wymaga koszenia. Śmieci organicznych jest więc pod dostatkiem. Dlatego też jesień, obok wiosny, jest najlepszym terminem na założenie nowej pryzmy ,bądź na założenie kompostownika w ogóle.

Ja bez kompostowania nie wyobrażam sobie mojego ogrodu. Może nie jest to jego najpiękniejsza część ,ale to co w niej się dzieje jest prawdziwą magią i najlepszym obrazem dla hasła: “w przyrodzie nic nie ginie”. Wszelkie śmieci wrzucane do kompostownika po kilku, kilkunastu miesiącach stają się złotem. Stają się darmowym, pełnowartościowym i łatwo przyswajalnym dla roślin nawozem organicznym, w dodatku takim, którym nie można roślin przenawozić. Własnoręcznie wyprodukowany kompost jest też najlepszym dodatkiem poprawiającym strukturę gleby. Niektóre, co bardziej wymagające rośliny sadzę w sam kompost i widzę potem ich wdzięczność za ten gest. Te rosnące już w gruncie dostają co roku kilkucentymetrową ściółkę z kompostu. Żeby jednak kompost robił się szybko i był dobry dla roślin trzeba mu poświęcić chociaż trochę uwagi.

Co kompostujemy

Z ogrodu:

  • przekwitłe kwiaty
  • zielone pędy roślin
  • chwasty – ja kompostuję także wieloletnie, byleby nie były rozłogowe i nie miały nasion.
  • gałęzie drzew i krzewów (pocięte)
  • skoszona trawa
  • opadłe liście
  • trociny po cięciu drewna
  • węgiel i popiół z ogniska bądź z grilla ( tylko jeśli grillowaliśmy na węglu drzewnym – nie na brykiecie)
  • obornik- jeśli mamy do niego dostęp

 

Z domu:

  • wszelkiego rodzaju obierki (z jabłek, ziemniaków, ogórków itd.)
  • wszelkie nienadające się już do zjedzenia zwiędnięte warzywa i owoce, a także ich niejadalne części
  • fusy z kawy i herbaty (razem z torebkami)
  • warzywne resztki obiadowe
  • skorupki jaj
  • tektura
  • zawartość filtra odkurzacza ( zazwyczaj mamy w nim piasek, kurz, włosy czy sierść- wszystko można wyrzucić na kompost)

 

Nie kompostujemy

  • mięsa
  • kości (chyba, że uprzednio wypieczemy je w piekarniku)
  • odchodów zwierząt mięsożernych
  • porażonych chorobami części roślin
  • żywności wysoko przetworzonej (obecność konserwantów)

 

Na co należy zwrócić uwagę przy zakładaniu kompostownika

Ważne jest miejsce. Najłatwiej kompost zrobimy jeśli pryzma znajdzie się w cieniu. Samo słońce jej nie szkodzi, ale trudniej utrzymać wilgotność samej masy w takim miejscu. Wiatr też potrafi szybciutko wysuszyć, zwłaszcza brzegi. Miejsce do kompostowania zazwyczaj chcemy ukryć, bo nie należy do najpiękniejszych. Słuszny kierunek, ale warto pamiętać też o tym, że jest to część użytkowa, którą będziemy często odwiedzać. Nie warto więc umiejscawiać jej na końcu działki jeśli oznaczać to będzie bieganie dwieście metrów z taczką w tę i z powrotem. Lepiej pomyśleć o dobrym kamuflażu (żywopłot, pnącze).

Kompostownik czy pryzma?

Kompostownik ma tę przewagę, że daje wrażenie utrzymania całego tego bałaganu w ryzach. Więcej też materiału zgromadzimy na jednym metrze kwadratowym niż w przypadku pryzmy. Podstawową wadą jest to, że trzeba go zbudować. Nie jest to zadanie trudne, ale jednak to kolejna praca. Są oczywiście kompostowniki gotowe, ale to z kolei koszty. Zaletą pryzmy jest nie tylko to, że nic nie kosztuje i można ją założyć w każdej chwili, ale przede wszystkim to, że rośnie wraz z materiałem, który przeznaczamy na przerobienie. Pryzma układana luźno może mieć dowolną długość. Liczy się tylko to, aby przy metrze wysokości miała ok 1,5 szerokości. Przy kompostowniku nasze miejsce jest ograniczone- trzeba dobrze nim gospodarować pamiętając, że pryzm jest zawsze kilka. Ja, mając jeden wielki kompostownik powiem wam, że wolałabym kilka mniejszych. Jeden na aktualnie wyrzucane resztki, drugi na przerabianie, trzeci na gotowy kompost. Trzy sztuki to minimum. Absolutne minimum.

 

Co jest ważne

Tlen

Aby pryzma nam się dobrze przerabiała musi być w niej tlen. Warto o tym pamiętać na każdym etapie przerabiania zielonych “śmieci”. Zgodnie ze sztuką ogrodniczą pierwszą warstwę pryzmy powinny stanowić pocięte z grubsza gałęzie. Trzymałam się tego przy pierwszych pryzmach, by odejść w kolejnych. Wróciłam jednak i teraz bezwzględnie się tego trzymam. Warstwa musi być dosyć gruba, spokojnie na 30 cm. Po co to? Dla powietrza. Gałęzie najprawdopodobniej nie zdążą się rozłożyć, ale nie taką mają tutaj funkcję. Chodzi o to aby kompost mógł oddychać. Z tego samego powodu należy pryzmę przerzucać- przynajmniej raz/dwa razy w ciągu całego cyklu.

gdzie kompostownik
Pierwsza warstwa w kompostowniku

 

Woda

Idealne warunki to takie, kiedy pryzma jest wilgotna ,ale nie mokra. Co więksi zapaleńcy nakrywają ją w czasie deszczu plandeką. Nie robię tego z aktualną pryzmą, ale kompost już przerobiony i przesiany chronię zawsze, bo każdy deszcz powoduje wypłukiwanie cennych pierwiastków. Podziurawione worki po ziemi czy korze sprawdzają się tu idealnie.

 

Różnorodność materiału

To jest prawdziwy klucz do sukcesu. Suche i twarde kontra świeże i mokre. Świeże znaczy tu azot, a suche węgiel. Organizmy glebowe, które chcemy zatrudnić wymagają jednego i drugiego. Idealnie kiedy zawartość kompostownika jako całości ma stosunek węgla do azotu 30:1. Tylko czy my to będziemy liczyć? Ja bym w każdym razie nie potrafiła. Przyjmuje się, że stosunek masy zielonej do suchej powinien wynosić 2:3. Należy jednak pamiętać, że 2/5 ściętej trawy plus 3/5 trocin nie da nam tak bogatego kompostu jak ten z zawartością rozmaitych resztek owocowo-warzywnych.

U mnie w kuchni nic nie idzie do kosza. Trzymam jedno niewielkie wiaderko przy wejściu do kotłowni, gdzie lądują wszystkie resztki organiczne domowego pochodzenia. Wcześniej trzymałam je pod zlewem obok kosza, ale ilość muszek jaka się przy tej okazji pojawiała była nie do wytrzymania. Teraz przygotowując posiłek mam pod ręka zawsze jeden głęboki talerz i wszystko co się do kompostowania nadaje ląduje na talerzu ,by zaraz potem znaleźć się w wiaderku. Sprawa banalnie prosta- trzeba tylko wyrobić w sobie ten nawyk pamiętając, że wszystko co zielone jest skarbem 🙂

co kompostować

 

Suche liście to prawdziwy skarb. Od kilku już lat nie używam do ich zbierania grabi, a kosiarki. Dzięki temu są one z grubsza rozdrobnione, a że trawa ciągle rośnie (chwasty też) więc i zielone się trafi i w dodatku już ładnie przemieszane. Jeśli teraz zakładamy pryzmę, której większą część stanowi “susz” możemy albo postarać się wygospodarować jeszcze trochę części zielonych, albo też posypać np. obornikiem (może być granulowany), który dostarczy porządnej dawki azotu. Możemy też polewać pryzmę gnojówkami roślinnymi; widziałam dzisiaj, że pokrzywy ciągle piękne, zieloniutkie. Trzeba tylko nastawić się na to, że wiosną czeka nas przerzucenie takiej liściastej pryzmy. Jest to materiał, który łatwo się “zatyka”, a kiedy nie ma tlenu zaczyna gnić.

co można kompostować
Tak wygląda z bliska materiał, który zebrałam dzisiaj z trawnika

Przesypywanie warstw

Każdą warstwę odpadków należy przesypać ziemią bądź starym kompostem. Jesienią zwykle nie brakuje ani jednego, ani drugiego. Ziemię mam zawsze tą, która zostaje po czyszczeniu skrzynek i donic z letnich kwiatów i roślin jednorocznych. Dojrzały kompost już stoi grzecznie w workach, ale po jego przesianiu zostało jeszcze sporo nierozłożonego materiału. Część wyłożyłam na pryzmę wiosenno-letnią, a część została odłożona czekając na jesienną robioną “na ciepło”. Jest to o tyle ważne, że poprzedni kompost zawiera już pozytywne mikroorganizmy, które rozkładają nam materię organiczną. Rozkładając go na świeżym materiale niejako szczepimy nową pryzmę. Ostatnią, najwyższą warstwę również należy przykryć ziemią bądź kompostem. Przed zimą powinna być ona nawet nieco grubsza co zapewni wyższą temperaturę a tym samym przyspieszy rozkład.

 

Bakterie tlenowe, nicienie, skoczogonki, grzyby i dżdżownice

Wszelkie pozytywne mikroorganizmy przyspieszające rozkład biomasy dostępne są w postaci płynów, proszków, granulatów itd. Zastanawiając się kiedy użycie tych wszystkich nietanich specyfików ma sens, doszłam do wniosku, że czasami może mieć. Po pierwsze kiedy zakładamy naszą pierwszą pryzmę i liczymy na szybki kompost. Po drugie kiedy mamy kompostowniki wiszące. U nas nie są zbyt popularne, ale pewnie widzieliście te podwieszane beczki z korbką do mieszania? W tych dwóch przypadkach zasadne może być wyłożenie pieniędzy na coś, co i tak mamy w glebie. Zresztą, przeglądając różnego rodzaju fora ogrodnicze i portale ogłoszeniowe widzę, że chyba farmy tzw. EMów stają się powoli narodowym sportem Polaków. Dziwne jest to wszystko a bycie “eco” staje się coraz droższe.

Ja nie dodaję żadnych specyfików do kompostu. Jeśli przyroda jest w stanie rozłożyć liście bez przesypywania , zachowania proporcji, a tym bardziej bez starterów kompostowych to i ja jestem w stanie to zrobić. Stwarzając odpowiednie warunki do pracy bakterii nie musimy się martwić o ich pojawienie się. Bakterie są wszędzie- przyjdą z ziemią, resztkami roślinnymi, na naszych widłach i rękawicach. Jeśli już macie dostęp do dojrzałego kompostu to macie też dostęp bakterii, grzybów i wszystkiego co wam ten kompost stworzyło. Uważam, że nic nie będzie lepsze. A dżdżownice? A macie stare słodkie przetwory, których już nie zużyjecie? Kompoty chociażby? Albo fusy kawowe? Dajecie do tego albo gałęzie albo tekturę i dżdżownice też się pojawią. Ostatecznie można wiosną zakupić garstkę czy dwie dżdżownic kalifornijskich w sklepie wędkarskim, ale zimy to one najprawdopodobniej nie przeżyją.

jak uzyskać kompost
Do przesiewania używam koszyczka po owocach. To co zostaje wędruje na osobną pryzmę (góra zdjęcia) i służy mi potem do szczepienia nowego materiału.

Czy już gotowe

Gotowy kompost poznaje się od razu. Po pierwsze jest pulchny i pachnący. Zapach grzybowo-leśny nie powinien nikogo odstraszyć- to zapach próchnicy po prostu. W dojrzałym kompoście nie ma też już w zasadzie dżdżownic. Kiedy zrobiły co miały zrobić opuściły naszą pryzmę, a wrócą kiedy poczują zapach świeżej. Poza tym niedojrzały kompost również nadaje się do użycia . Nie dodaje się go bezpośrednio pod korzenie czy przy sadzeniu roślin, ale można nim ściółkować rabaty. Nie szkodzi to roślinom, bo powierzchnia gleby jest naturalnym miejscem gdzie występuje nierozłożona materia. Taka ściółka wygląda naturalnie, a do tego utrzymuje wilgotność samej gleby.

 

gotowy kompost
Dojrzały kompost jest pulchny, pachnący koloru od jasno do ciemno brunatnego

 

I ostatnie pytanie: na ciepło czy na zimno?

Teraz, mając dużo materiału możemy zrobić kompost na ciepło czyli “na raz”. Od razu układamy całą pryzmę zachowując oczywiście wszystkie zasady kompostowania. Dzięki temu, kompost będziemy mieli dużo szybciej a wysoka temperatura, która pojawi się wewnątrz pryzmy spowoduje, że zginie większość nasion chwastów a także patogenów grzybowych. Takiego kompostu nie ruszamy i nie dokładamy świeżych odpadków mimo, że po kilku tygodniach cała pryzma nieco osiądzie.

Przy kompostowaniu na zimno otrzymamy równie dobrą próchnicę tylko potrwa to nieco dłużej. Obie metody są dobre i ich wybór zależy jedynie od tego ile materiału organicznego jesteśmy w stanie zgromadzić w krótkim czasie.

Żeby na koniec was nieco zachęcić powiem tylko, że worek dobrej ziemi to koszt ok. 15-tu złotych. Z ostatniej pryzmy otrzymałam ok 20-tu worków przesianego kompostu- za darmo, za troskę 😉

21 thoughts

  1. Kompostuję od lat z upodobaniem, korzyść wielka, a gdyby nie kompostowanie, to co zrobiłabym z tą ilością odpadów ogrodowych, jaka co roku w nim powstaje? Tak więc znam i popieram, ale i z Twoich doświadczeń skorzystam 🙂

    1. Ja mam wielki kompostownik, ale to zdecydowanie za mało jak na moje potrzeby. Planuję w tym roku postawić dwa inne w różnych częściach ogrodu- trzeba sobie ułatwiać 😉
      Chciałabym też spróbować zrobić kompost w miesiąc, ale ile to pracy!

  2. Napisałaś bardzo użyteczny tekst! Czytałam z zainteresowaniem i chociaż zaczynałam z myślą, że niczego nowego się nie dowiem, zamierzam wykorzystać Twój pomysł z włókniną od środka – powietrze i woda się dostanie, a nic nie będzie wypadać przez szpary. Będę też wsypywać gotowy kompost do worków (dziurkujesz je?).
    Mam 3 duże skrzynie kompostowe i, podobnie jak Ty, bardzo sobie chwalę własną produkcję.
    Ja też nie dodaję żadnych organizmów i wszystko działa ok.
    Ponieważ kompostu jest sporo i potrząsanie plastikową skrzynką było za męczące, zrobiłam ramę z palet (z deską pośrodku) i obiłam plastikową siatką o niedużych oczkach. Leży na skrzyni i na nią M. przerzuca kompost do przesiania, pomagam trochę ręką, żeby przelatywał do skrzyni poniżej.
    A nie rozłożone resztki rozkładam zamiast kory na rabatach.

    1. Tak, włóknina była dobrym pomysłem 🙂 Taka zwykła czarna jak u mnie na zdjęciach wytrzymuje tylko dwa sezony, ale i tak warto. Mata szkółkarska pewnie wytrzymałaby dłużej, ale nie było akurat pod ręką 🙂 Worków nie dziurkuję, bo używam zwykle tych po kupnej ziemi, a one mają otwory. Czasem przetrzymuję w takich workach z ogrodniczego, coś jakby plecionka, ale plastikowa… kojarzysz? One niestety nadają się tylko na krotką metę, bo po maksymalnie trzech/ czterech miesiącach zaczynają się sypać. Lepsze są te po gotowym podłożu. Worki na gruz też się świetnie sprawdzały- trzeba je było jednak podziurkować.

      Dzięki Tamaryszku za wiesz co 😉 Jeszcze nie wzięłam się na dobre za temat, a już otrzymałam od Ciebie wsparcie 🙂 Dziękuję

  3. Jakoś nie zalapalm w którym momencie można wykorzystać agrowloknine … A właśnie skończyłam porządkować swój kompost. Wcześniej podbieralam materiał w polprzekompostowany. To moj pierwszy prawdziwy przesiany 🙂 To co zostało zrobilam zgodnie z twoja instrukcja to znaczy grubą warstwa gałązek. Wcześniej kladlam ich mniej. Mam kilka kep wyrwanej werbeny. Myślisz że mogę je wrzucić i nasiona nie przetrwają. Warstwy kompostu przesypywalam środkiem przyspieszającym kompostowanie.

    1. Katiu, tą włókniną okrywam boki kompostownika od wewnątrz. Nic dzięki temu nie ucieka przez szpary między deskami a powietrze ma swobodny dostęp 🙂
      Ja na kompost wyrzucam wszystko poza chorymi fragmentami roślin. Jak kompost jest robiony na ciepło to temperatura jest tak wysoka, że większość nasion nie przetrwa. Pytanie brzmi tylko jak bardzo się przyłożysz? 🙂 Zawsze jest ryzyko. Ja je podejmuję bo nie chce mi się oddzielać chwastów z nasionami od tych bez i wyrzucam wszystko. Zazwyczaj nie mam problemu z niechcianymi chwastami, ale jednak się to zdarza. Ja bym wyrzuciła, ale nie chcę żebyś potem krzyczała jak ci werbena opanuje ogród 🙂

  4. Jak bym nie grzebała w googlach, to trafiam na Ciebie. Tym razem kompostowanie od postaw 🙂 Jak dla mnie Twój blog to kopalnia praktycznej wiedzy, BARDZO DZIĘKUJĘ w imieniu wszystkich ogrodowych laików!

    1. Jak miło czytać takie rzeczy 🙂 Dziękuję 🙂
      A o kompostowaniu to bym mogła godzinami gadać, bo uwielbiam. Gdyby nie ten cud natury to płaciłabym majątek :
      1) za wywóz góry zielonych odpadów jakie produkuję rokrocznie
      2) za ziemię workowaną
      A tak, mam to wszystko za darmo i jeszcze służy roślinom 🙂

  5. Również kompostuję 🙂
    Artykuł ciekawy i dzięki niemu z większa cierpliwością będę czekała na dojrzały kompost, bo dotychczas podbierałam ten jeszcze niedojrzały.

    1. Takiego niedojrzałego też można użyć, ale kładąc na wierzchu, nigdy do dołka. Chociaż nie, nie zapisałam tego- ćwicz swoją cierpliwość, a będzie Ci wynagrodzone 😉

      1. A co tam… zapytam… najwyżej na niedouka wyjdę 😉
        A czemu niedojrzały kompost nie nadaje się do dołka ?
        Stosowałam taki przy sadzeniu pomidorów i nie protestowały, tzn nic złego z nimi się nie działo.

        1. Spoko 🙂 Jak jest nierozłożone a nie ma dostępu powietrza to gnije po prostu. A nawet jak jest to przy rozkładzie wydzielają się gazy, których niektóre (większość?) roślin nie toleruje 🙂
          Ja do dołków z pomidorami też coś zawsze wrzucę w nadziei że uchroni je to przed chorobami grzybowymi 🙂 A to czosnek, a to pokrzywa… ale jakby to powiedzieć… nie widzę, żeby działało 😀

  6. Swój kompostownik zakładaliśmy trochę spontanicznie i można powiedzieć “na dziko”, więc pewnie popełniliśmy wszystkie możliwe błędy 😛 Z przyczyn czworonożnych musieliśmy go ogrodzić (prowizorka jak zawsze okazała się najtrwalsza 😀 ), coby piesek się nie perfumował i nie szukał skarbów. W tym roku planuję bardziej zadbać o niego, dlatego ten tekst jest dla mnie kopalnią mądrości.
    Na szczęście mogę wspomagać się końskim obornikiem, w którego “produkcji” mój tata jest mistrzem. W rożnych częściach gospodarstwa ma pokitrane pryzmy w różnym stadium przerobienia <3

          1. A tam, żadna to zbrodnia. Czasem mózg nam robi psikusy i czytamy zupełnie coś innego niż jest napisane (zdarza mi się :P).
            A teścia też mam fajnego 🙂 Co prawda nie ma obornika, ale zawsze można na nim polegać, więc szczęściarą jestem podwójną.

  7. Mam pytanie. Od wczesnej wiosny założyłam kompostownik w odległości około 200 m od domu. Nie mogę dać sobie rady z muszkami owocówkami. Dziś mnie zaatakowały przy czarnych porzeczkach w kuchni. Musze je odganiać gdy jem kanapkę. Nie mogę tak funkcjonować. Czy to może być wina kompostnika?

    1. Już co prawda odpowiedziałam za pośrednictwem facebooka, ale powtórzę i tutaj 🙂

      Ja mam kompostownik 10 metrów od domu i nic mi od niego nie przelatuje. Jeśli muszki zbierają się przy kompostowniku to znaczy, że wyrzucone na niego owoce i ich resztki (typu obierki, pestki itp.) zaczynają gnić i trzeba im dołożyć suchej masy. Najlepsze będą trociny, słoma, zrębki drewniane, suche łodygi itp. Trzeba tym przykryć zasobne w azot resztki owocowe, wtedy zaczną się kompostować, a nie gnić 🙂
      Jeśli muszki są w domu (u mnie też bywają kiedy banany albo winogrona leżą za długo) to przyleciały do owoców albo do wina albo do octu i nie ma to nic wspólnego z kompostownikiem oddalonym tak bardzo od domu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *