Brzozopijcy na start. Ogrodowy smako-Łyk

Sok z brzozy

Sok z brzozy.

Idziemy do sklepu sieci B lub L i stoi na półce w trzystumililitrowej, szklanej butelce. Cena 5 złotych. Nie chcę nawet myśleć ile musi kosztować w eko sklepach ;) Kto lubi ten wie o czym piszę. Jako posiadaczka znacznej ilości samosiejek brzozy postanowiłam w tym roku sama upuścić nieco tego dobra. Chodziłam co kilka dni uszczykując to tu to tam maleńkie gałązki. Nadszedł ten dzień, że podczas takiego rutynowego uszczykiwania poleciał nagle sok. Nie powiem, żebym była tym mocno zaskoczona. Kilka chłodniejszych dni, w tym taki, gdzie temperatura w nocy spadła do -8°C po czym nagle skok do plus kilkunastu. To nie mogło nie popłynąć :)

Kilka słów o tym po co

Po pierwsze to niesamowita radocha przynieść z ogrodu czy lasu nie tylko jedzenie, ale też picie. Po drugie jest to darmowe, a po trzecie zdrowe. Tematu smaku chyba nie poruszę, bo to kwestia sporna. Ja lubię pić i brzozę i aloes, ale nie można powiedzieć, żeby były to smaki „konkretne”. Sok z brzozy smakuje jak zimna woda z niewielką ilością cukru. Jest w tym coś więcej, ale nie potrafię tego nazwać.

Jeśli nie dla smaku to pić możemy dla zdrowia. Świeży sok brzozowy pity był od tysięcy lat w ramach kuracji wzmacniających. Zwiększa odporność, reguluje przemianę materii, zapobiega tworzeniu się kamieni moczowych. Pomaga też w chorobach skóry i wątroby. Jednak to za co go najbardziej lubię to to, że po ciężkiej pracy w ogrodzie działa jak naturalny izotonik :) Super nawadnia organizm bez przepłukiwania organizmu jak w przypadku samej wody.

Co zawiera? Potas, magnes, fosfor, żelazo, wapń i miedź, a także witaminy z grupy B, garbniki i związki żywiczne. Tyle dobra proszę państwa :)

Jedna wada. Bzowina nie toleruje wysokich temperatur toteż nie jest wskazane jego podgrzewanie. Utrudnia to sprawę tym, którzy pasteryzują wszystko :) Sok też szybko się psuje więc można go przechowywać w lodówce do czterech dni.

Do rzeczy. Są trzy metody spuszczania soku. Ja wypróbowałam jedną z nich i kombinację dwóch pozostałych.

Najłatwiejsza, najmniej inwazyjna i jednocześnie najmniej wydajna to zostawienie pnia w spokoju i upuszczanie soku z uciętej gałęzi.

Sok z brzozy

Wybrałam sobie taką o średnicy około 1,5 centymetra. Może trochę za mało, ale poszukiwałam takiej, która miałaby nad sobą kolejną do zawierzenia butelki i ta tu obecna sprawdziła się idealnie. Zaletą tej metody jest to, że rana szybko się zagaja. Ilość soku nie powala na kolana, ale gdybym sama go spijała to spokojnie by mi wystarczyła. Gałązka powinna przestać płakać po kilku dniach.

Takie umocowanie butelki sprawia, że nie spadnie z gałęzi po częściowym napełnieniu
Takie umocowanie butelki sprawia, że nie spadnie z gałęzi po częściowym napełnieniu

A tyle z tego miałam po całym dniu:

Sok z brzozy

Wydaje się niewiele, ale było to tak naprawdę około trzech szklanek.

Druga metoda polega na uszkodzeniu pnia albo poprzez pionowe nacięcie, albo przez takie w kształcie litery „Y”. Musimy pod to dopasować rurkę lub słomkę. Trzecia, najbardziej wydajna metoda opiera się na wykonaniu nawiertu (1,5-3cm głębokości), dopasowaniu rurki, spuszczeniu soku i zaklinowaniu powstałego otworu kołkiem.

Nie mam wiertarki ani ręcznej, ani akumulatorowej. Musiałam więc wymyślić coś innego. Zrobiłam to tak:

Wybrałam ofiarę. Samotna brzoza w dzikiej części działki była idealna. Nie za stara, nie za młoda. Szukałam takiej, która nie stałaby też w gęstwinie innych brzóz. Liczyłam na to, że odsłonięty od południa pień nagrzewa się szybciej i dłużej będzie płynął soko-paji- jak mawiają Cyganie :) Czy dobrze to sobie wykombinowałam to nie wiem, bo już zbieranie soku w lesie sobie darowałam. Ilość jaką upuściłam z tych dwóch drzew okazała się wystarczająca jak na potrzeby mojej rodziny.

Moja "ofiara"
Moja „ofiara”
I taki sprzęt dobie przygotowałam
I taki sprzęt dobie przygotowałam

Rurkę wybrałam aluminiową, bo to stosunkowo miękki metal, łatwo go było naciąć po skosie i przeszlifować krawędzie. Oczywiście okazało się to też wadą. Ciężko było wbić rurkę w taki sposób, aby nie zakrzywiła się w środku. Ostatecznie wbiłam delikatnie robiąc jedną rankę. Rurkę wyjęłam i wbiłam ciut niżej pod katem prostym, po czym nagięłam ją do dołu. Taki sposób okazał się najlepszy. Ranki były dwie, ale ta to wąskie. Nie trzeba będzie ich zabijać kołkiem.

Sok z brzozy

A tak to wygląda z bliska. Nakłucie jest naprawdę płytkie.
A tak to wygląda z bliska. Nakłucie jest naprawdę płytkie.

Dopóki nie dopasowałam kąta nagięcia rurki, dużo soku spływało dołem. W internecie krąży taki „tip” polegający na uszczelnieniu przecieków gliną. Wierzcie mi, żałuję, że to zrobiłam. Glia absolutnie się nie sprawdziła. Nie dość, że nie uszczelniła miejsca pod rurką to jeszcze zabrudziła mi pierwsze, najcenniejsze krople soku. Nie polecam. Kiedy już z powrotem zaczął kapać czyściutki płyn, podstawiałam dzbanek i oddaliłam się na dwie godziny.

Sok z brzozy

Kiedy wróciłam z zaciekawioną tym eksperymentem córką nie było happy endu. Nie dość, że soku nakapało około szklanki to jeszcze skutecznie obrzydziłam jej rytuał picia. Niechcący. W dzbanku oprócz orzeźwiającego napoju pływało sporo farfocli, które wydawały się być przyklejone do spodniej strony dzbanka. Wydawały się. Skończyło się demonstracyjnym wypluciem napoju i złożeniem obietnicy, ze już nigdy do ust tego nie weźmie. Ciężka sprawa… Trzeba więc było jeszcze udoskonalić metodę ;)

Sok z brzozy

O ile do butelki nie dostał się ani paproszek, o tyle przy dzbanku nałożenie gazy to już konieczność.

Rano soku nie zastałam, przynajmniej w pojemniku. To ciężkie szkło i nie podejrzewam, żeby przewrócił je wiatr. To raczej sprawka mojego wilczura. Ciekawskie bydle :) Plus jest taki, że mogę wam pokazać ile uzbierałam od godziny 11.00 do 16.30

Sok z brzozy

Dzbanek ma pojemność 1,75 litra a napełnił się do poziomu jak na zdjęciu wyżej. Kiedy dolałam do niego zawartość butelki już się przelewało i resztę musiałam wypić na miejscu.

sok_z_brzozy_013

Na drugi dzień kapało już wolniej, ale nie spodziewajmy się, że przy tak płytkim nacięciu sok poleci ciurkiem. Tak więc to czego trzeba życzyć wszystkim chętnym na szklankę soku brzozowego to cierpliwość :) Ale czy to jest cecha, której może brakować ogrodnikom? :)

Jeśli zdarzy się wam tak jak mi wczoraj, że przyszedł w nocy deszcz to nie wylewajcie od razu uzbieranego soku. Nie pozbywajcie się też takiego, który zaczął już delikatnie kwaśnieć. Można go z powodzeniem dodać do kąpieli :)

Smacznego!

7 thoughts

  1. Bardzo ciekawe, mam tyle brzóz w ogrodzie… A czy nie można zastosować sposobu nr 1, tylko obciąć grubszą gałązkę, np. o 4 cm średnicy?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s