Ścieżka ogrodowa z drewna krok po kroku

dudek ptak
dudek łobuz – sprzymierzeniec w walce z pędrakami- chcę w to wierzyć 🙂

Ścieżka z plastrów drewna to nie coś, o czym marzyłam od zawsze. Nie. Podobały mi się (i podobają nadal) drewniane ścieżki w formie długich podestów lub z bruku drewnianego, a dokładniej kostki dębowej. Ale żeby pieńki? U mnie? W sumie…

Nie będę się skupiać nad tym gdzie taka ścieżka pasuje, ale wiadomo, że do szklanych domów nie bardzo 😉 Resztę zostawię wam, ja pokażę tylko punkt po punkcie co, jak i dlaczego robiłam, czyli:

Układanie ścieżki drewnianej wg Jankosi 😉

Nie jesteście przyzwyczajeni to ostrzegam: większość dzisiejszych zdjęć pochodzi z telefonu; daleko im do ideału. Używam go jak notatnika i często lądują tam foty, którymi na upartego można by mnie szantażować- gdybym była w gimnazjum- a więc wszystkie miejsca, które są do zrobienia, brzydkie punkty, psie kupy (kiedy chcę udowodnić, że tak, naprawdę załatwił mi się na trawniku bezczel jeden), wiewiórki, bażanty, nr aktualnie używanego podkładu, krzaczek przed cięciem, po cięciu, malowniczo wysypana na podłogę sałatka (naprawdę ładnie wyglądała), kotek na kolankach, i z drugiej strony (bo zmienił boczek), kotek jedzący, kotek wąchający… Ląduje w tym moim biednym urządzeniu wszystko. Kiedy układałam ścieżkę to w zasadzie pośrodku niczego, nic tam praktycznie nie rosło (co możecie sprawdzić w poście o dzieleniu irysów) więc i po aparat nie sięgałam często. Nic dziwnego, że teraz potrzebując obrazu chociażby w roli przerywnika zerknęłam do studni bez dna (dysku w chmurze) i jest! Będę miała jakieś “przed i po”, a nawet “w trakcie”! 😀 Radość wielka 🙂 A zaraz potem: O rany! Ale masakra 🙂

1. Drewno

Używałam głównie sosny, ale było też trochę dębu i robinii (malutko). Mogłam zapomnieć o dobrym, zdrowym drewnie (a takie właśnie jest najodpowiedniejsze i poleży dłużej), moje pochodziło z drzew chorych, często powalonych już przez burzę. Idea była taka, że: jest drewno, szkoda mi go spalić, nie mam ścieżki, a przydałaby się – nawet jak zgnije w ciągu sezonu/ dwóch to będzie ładnie utwardzona 🙂 Rzeczywistość okazała się dużo bardziej łaskawa, a moja ścieżka przeżywa właśnie trzecią zimę (jeden kawałek dopiero drugą). Sądziłam, że już w tym momencie nie będzie śladów po kształcie pieńka, ale najwyraźniej moje starania w trakcie przygotowywania drewna zostały nagrodzone.

ścieżka drewniana
ścieżka z bruku drewnianego

2. Cięcie na plastry

Tu wykorzystałam mego czcigodnego małżonka i jego pilarkę spalinową. Może super narzędzie do takich prac to to nie jest (o pilarce myślę), ale zdało egzamin 🙂

Przez pierwsze tygodnie plastry były cięte na wysokość 16 albo 17 centymetrów, potem poprosiłam o zejście na 14 🙂

bruk drewniany układanie
mniej więcej tak to wyglądało

3. Okorowywanie

Przykro mi, ale to najlepsza opcja. O ile jest to warstwa ochronna dla żywego drzewa, o tyle przy pociętych plastrach stanowi słaby punkt, bo wiadomo: ryba psuje się od głowy, a drewno od kory. Trzeba ją zdjąć. Miałam ułatwione zadanie, bo część drzew stała przez jakiś czas martwa więc i kora naturalnie zaczęła odpadać, ale i przy każdym innym kawałku ściągałam ją ręcznie tj. przy użyciu karczownika i szpachli. Czyściłam do samego drewna (tj. bieli). Cała kora już dawno wykorzystana w ogrodzie; nie znam ogrodnika, który miałby jej nadmiar 😉

4. Szlifowanie

Po którejś z pierwszych partii drewna odpuściłam. Nie miałam wówczas żadnego porządnego narzędzia do tego celu. Dzisiaj miałabym czym walczyć 🙂 Gładkie drewno jest dużo bardziej odporne na działanie czynników atmosferycznych i warto o tym pamiętać. Myślicie, że jest bardziej śliskie? Nic z tych rzeczy, jest śliskie tak samo jak drewno ryflowane, ale ma tę zaletę, że szybciej przesycha więc … jest śliskie krócej 🙂 Generalnie nie rozumiem całej tej akcji z ryflowaniem drewna (desek) a priori. Myślę, że w dużej mierze spowodowane jest to sporą tolerancją takiego półproduktu na ewentualne błędy “fachowca”, ale może nie będę rozwijać tematu, bo już mnie nerwy ponoszą 🙂 Myślę natomiast, że dobrym rozwiązaniem byłoby ponacinanie pieńków w kilku miejscach, jeśli ścieżka miałaby być ułożona w miejscu dość cienistym. Z drugiej strony w takich warunkach odradzałabym drewno zupełnie, podobnie jak piaskowiec zresztą- to materiały zdecydowanie na słońce.

rulik nadrzewny
Podejrzewam, że to rulik nadrzewny. Kiedy podlewam trawnik on “wybucha” za każdym razem gdy woda do niego dojdzie. Nie wybucha na raz jak purchawka, on wybucha wielokrotnie. Moja ścieżka żyje 🙂 Nie, nie boję się 🙂

5. Impregnacja

Najważniejsza moim zdaniem rzecz. Albo przynajmniej jedna z ważniejszych. Użyłam impregnatu do więźby dachowej (zabójczy wybór: zieleń lub brąz) bo chroni przed szkodnikami i grzybami (nie chroni natomiast przed warunkami atmosferycznymi) i wyszedł najtaniej. W dużej, prostokątnej kuwecie budowlanej rozpuszczałam ok. 0,5-1,0 litra impregnatu (koncentratu) i w takim roztworze moczyłam plastry drewna. Czasem jedna partia zażywała kąpieli 30 minut, czasem całą noc. To moczenie w impregnacie było najbardziej czasochłonną czynnością (obok okorowywania) w całym przedsięwzięciu więc odbywało się w tzw. międzyczasie innych aktywności 😉 Drewno obciążałam kawałkami betonu tak, aby w całości znalazło się pod powierzchnią. W tym czasie naciągało ile mogło 🙂 Gęste drewno (jak robinia) wyciągałam prawie nieprzebarwione. Sosna potrafiła wypić tyle, że stawała się dwa razy cięższa. Moje drewno pochodziło z różnych źródeł, różnych drzew, w różnym stanie, różnej wilgotności, więc i przebarwienia po impregnacji stanowiły niezłą mozaikę. Na początku się tym przejmowałam, bo ten rodzaj brązu (w wiśnię wpadający) powoduje u mnie dreszcze estetyczne, ale okazało się, że kolor płowieje niemal w oczach. Oby nie oznaczało to, że tak szybko ulatują właściwości konserwujące samego preparatu 🙂

ścieżka z plastrów drewna

6. Suszenie

Po kąpieli wystarczyło wysuszyć pieńki. Posłużył mi w tym miejscu płat grafitowej blachodachówki- pozostałość po remoncie. Fajnie się sprawdził, latem nagrzewał się naprawdę mocno i drewno szybciutko przesychało robiąc miejsce następnej partii 🙂 Potem leżakowało jeszcze chwilę pod wiatą.

7.  Korytowanie

Miejsce pod ścieżkę należy wykorytować, czyli zebrać odpowiednią warstwę podłoża. Jak głęboko to zależy od tego jak przepuszczalną mamy ziemię. Początkowo wybierałam wszystko aż do naturalnej warstwy piasku, ale po pierwszych metrach ścieżki zorientowałam się, że zanim to skończę to już początek będzie do wymiany. Odpuściłam. Zebrałam ziemię na głębokość plastrów. Potem pogłębiłam o jakieś 3/4 wysokości szpadla. Przy mojej ultra-przepuszczalnej ziemi w zupełności wystarczy. Jeśli macie glinę, sami musicie ocenić jak głęboki drenaż będzie potrzebny.

ścieżka z bruku drewnianego
Moje “przed i po” 🙂 Perspektywa minimalnie rózna

 

8. Drenaż

Teraz czas aby wysypać warstwę drenującą. U mnie było to nieco drobnego betonu, kamienia polnego który zawsze odkładam no i piasek. Potem kolejne warstwy piasku ubijane na mokro. Piasku dosypywałam aż do momentu kiedy postawiony na nim pieniek nie zaczął wystawać parę centymetrów ponad poziom gruntu. Wówczas dawałam cienką warstwę piasku i już na nieubitej układałam plastry drewna.

9. Układanie plastrów drewna

Najprzyjemniejsza rzecz 😀 Gdyby podłoże przygotowywało się samo, a plastry drewna same się okorowywały i impregnowały, to mogłabym takie ścieżki układać codziennie 🙂 Tu wielkiej filozofii nie ma, a równo docięte kawałki drewna kładzie się jeden obok drugiego dobijając lekko młotkiem. Pukamy w pieniek przez drewniany klocek (gdybyśmy uderzali bezpośrednio, mógłby popękać). Kiedy już kawałek jest ułożony dokładam jeszcze akacjowe (robiniowe) klocki tj. grubsze, kilkucentymetrowe gałęzie, pocięte na odcinki nieco dłuższe od samych pieńków. Wbijam je tam, gdzie już naprawdę nie mogę nic dopasować. Kory z nich też nie zdejmowałam. Kora z tego drzewa raczej ładnie schodzi, ale przy takich cieniaskach… najważniejsze, że wszystkie palce na miejscu 😉

Jeśli teren jest równy pilnujemy poziomów. U mnie tak nie było, więc trzymałam tylko poziom poprzeczny, a ścieżka się delikatnie wznosi i opada – to niemal niewidoczne dla oka – obcego oka, moje widzi to aż za dobrze 🙂

10. Zakleszczanie

To może się wydawać dziwne, ale się sprawdziło, więc mogę polecać; ścieżka jest stabilna i mimo sporej wysokości pieńków nie wymagała krawężników. Kiedy już plastry drewna były ułożone, siadałam z wiaderkiem pełnym kamyków i betonków (tak pieszczotliwie nazywam betonowe przydasie odkładane przy okazji różnych prac 🙂 ) i zaczynałam swoje dopasowywanie. Chodzi o to, żeby w szpary między plastrami wrzucać jak największe kamyki się da. Stukanie w bruk wywołuje drgania i kamień ma jeszcze ostatnią szansę się przemieścić, potem już umarł w butach- nie do ruszenia. I tak jeden po drugim aż do samej góry. Przy brzegach stosowałam już naprawdę spore kawałki betonu i starałam się wybierać takie o ostrych krawędziach żeby niemal wbijały się w drewniane ścianki. Potem zamaskowałam jeszcze tylko otoczakami. Gdybyśmy wypełniali szpary samym piaskiem można by jeszcze w trakcie prac poprawiać pojedyncze klocki. Przy kamieniach nie ma takiej możliwości- to tworzy razem zakleszczającą się całość i już nic się ani nie wyjmie, ani nie dobije 🙂 Jest naprawdę na sztywno. Do tej pory nie mam żadnych ruszających się klocków, nawet na brzegach- sprawdziło się znaczy 🙂

11. Zasypywanie piaskiem. Zmiatanie. Zasypywanie piaskiem. Zmiatanie. Zasypywanie…

… czyli jak przy każdym innym bruku.

To ma ostatecznie ustabilizować ścieżkę. Przez pierwsze tygodnie piasek był ciągle dosypywany co działało mi na nerwy tym bardziej, że przecież nie miałam go na wyciągniecie ręki, a trzeba było go najpierw ukopać, a potem sobie przywieźć, bo przecież to miała być ścieżka niemal za zero złotych, więc z materiałów które mam. A piasek mam. Tyle, że pod ziemią 🙂 “Nigdy więcej”- powiedziałam. Moja odkrywka piasku już zasypana 😀

Przy zasypywaniu też warto postukiwać delikatnie plastry coby drgania sprowadziły go jak najniżej się da.

chodnik drewniany
Ukończony pierwszy kawałek ścieżki. Na początku kolor wydaje się jaśniuteńki, ale to tylko piach- za dobrze by było 😉 W tej chwili już do samego ogrodzenia teren z tej strony mam zagospodarowany, ale miło powspominać 🙂

12. Cieszyć się

To najważniejsze w całym procesie. Pomijając etap cięcia ułożyłam ścieżkę sama. Kosztowało mnie to kupę czasu, umęczyłam się jak głupi osioł, ale wydałam tylko kilkadziesiąt złotych na impregnat. Czy warto?  Wolałabym pomost z modrzewiowych desek, ale przecież jeszcze nic straconego 🙂 Miejsce do dreptania jest, z czasem drewno ulegnie rozkładowi, ale jest już utwardzone, wygląda naturalnie. Mi się podoba. Ścieżka jest wąska, a w jednym miejscu zaczyna się zwężać jeszcze bardziej, bo z przeciwnej strony przechodzi w ścieżkę trawiastą, więc ostatecznie kończy się na szerokości jednego pieńka i zanika- to część większego planu, ale nie będę was przecież zamęczać 🙂

drewniany chodnik jak zrobić

Czy drugi raz bym się podjęła? Powiem szczerze, że kostka kamienna jest o niebo łatwiejsza, szybsza, i bardziej wdzięczna w układaniu, a ten rok będzie dla mnie kontynuacją pracy z granitem, ale… drewno pasuje do mojego ogródka, okolicy i charakteru.

Nie odpowiedziała na pytanie…

36 thoughts

  1. Piękna! Wielkie dzieło, gratuluję. Ostatnie zdjęcie świadczy o tym, że już zdążyłaś ją przetestować i jeśli piszesz, że nie jest śliska, to Ci wierzę. Ale w moim cienistym ogrodzie taka sama ścieżka okazała się zdradliwą ślizgawką. Ze względu na bezpieczeństwo mojego Taty staruszka musieliśmy ją wymienić na kamienną. Z żalem, bo wyglądała przyjemnie.

    1. O nie, ja nie napisałam, że nie jest śliska 🙂 Napisałam, że gładkie drewno jest śliskie tak samo jak ryflowane tylko krócej i wspomniałam też, że do cienia odradzam (podobnie jak piaskowiec)- od razu glonami zachodzi i wtedy rzeczywiście można się potłuc. Nie mogąc przeschnąć porządnie ma też na pewno krótszą żywotność.

      Generalnie chyba cień jest dosyć problematyczny jeśli chodzi o nawierzchnie, prawda? Mój ogród jest słoneczny, więc to tematy mi obce, ale kojarzę sytuacje ze zwiedzanych miejsc, gdzie w cieniu nawet po łupanych płytach kamiennych trzeba było stąpać ostrożnie, bo glony już robiły ślizgawkę pod butami.

  2. Wygląda wspaniale. Najładniej w wersji z motylkiem…
    Zazdroszczę. I ścieżki i dudka w ogrodzie. Niestety brak mi: a/ dużej ilości drzew tej grubości, b/ krzepkiego pomocnika z piłą, c/ …reszta do opanowania. Myślę, że ścieżka będzie trwalsza niż myślisz – jest bardzo solidnie zrobiona. Coś zrobione własnoręcznie i to “za grosik” cieszy najbardziej.
    Widziałam drewnianą podłogę w stajni zrobioną z pieńków o średnicy ok. 15 cm i długości ok. 50 cm (nawet przyłożyłam rękę do jej układania, bo to był zbiorowy wysiłek). Efekt był fantastyczny; to bardzo trwałe i zdrowe dla zwierząt podłoże.

    1. O! To pewnie z takich stempli budowlanych? To by się fajnie ciachało- równe są. Nasze pniaki były czasem tak powykrzywiane we wszystkie strony, że nie wiadomo było jak do tego podejść 🙂

      Pomocnik cudowny i kochany, ale ta pilarka mogłaby zechcieć i ze mną współpracować. Niestety nie umiem jej odpalać. Szarpię się z nią i szarpię a ona nic. Nie jest mi dane widocznie 🙁 Albo piła wcale nie taka dobra jak piszą 🙁

      Dudek ładny, ale nie było go w 2016-tym; fotografia zeszłoroczna. Gnieździ się gdzieś w pobliżu, bo gości u nas niemal każdego roku 🙂 Lubi duże, otwarte przestrzenie z niską roślinnością, więc większość zdjęć jest w takim nieciekawym otoczeniu a to podjazdu, wiaty, a to przekopanego i odłożonego terenu. Ten jeden raz udało mi się go złapać tak bliżej “cywilizacji” 😀

  3. Przepiękna ścieżka… fakt, że kosztowałą sporo pracy, ale za to efekt do pozazdroszczenia.
    Rzeczywiście, cień, jeśli chodzi o ogrodowe instalacje bywa zmorą… od 2 lat nie mogę się zdecydować jak wykończyć taras od północnej strony… choć latem uwielbiam go za chłodek, szczególnie w upały.

    1. Moja północna strona jest tą, od której odwracam wzrok 😉 Jakieś pojedyncze nasadzenia, które tam były zabrałam przy okazji remontu elewacji. Mam teraz czystą kartę, pustkę z psią budą po środku 😀 Cieszyłam się, że tak od zera będę mogła zacząć, ale teraz sama nie wiem kiedy i co, a ścieżka to chyba mchowo-trawiasta tam będzie 😀
      Chłodek… oj można zatęsknić za upałem i dniem kończącym się podlewaniem do godziny dwudziestej trzeciej 🙂

  4. Fajny efekt i piękny zadbany kawałek ogrodu, Duży szacunek bo wiem ile to pracy wymaga. Niezaprzeczalnie jest to ciekawy pomysł na ścieżkę.

  5. Ściezka ,,na żywo” jest jeszcze ładniejsza niż na zdjęciach i bardzo pasuje do Twojego ogrodu. Dudek cudny, zazdroszczę takiego gościa.

    1. Bogdziu ty wiesz najlepiej w jak ślimaczym tempie mi to wszystko idzie, ale zmieniło się od czasu twojej wizyty sporo 🙂 A w tym roku zmieni się jeszcze więcej mam nadzieję 🙂 Żeby tak jeszcze tylko raz na kilka burz zamiast wody dolary z nieba leciały 🙂 Franki! Franki najlepiej 😀

      1. Ja Ci życzę zeby te franki leciały a o zmianach jak piszesz to nie wiem czy ci sie nie wprosimy obejrzec:):):):)

        1. Myślę, że nie będziecie musiały 🙂 Już tak kalkulowałam, że to co będzie zryte wczesną wiosną to na przełomie sierpnia i września powinno już jako tako wyglądać 🙂 Poza tym wy widziałyście ogród w koszmarnym momencie, gorszego nie mogło być, a i tak nie uciekłyście i było fajnie, więc teraz się nie boję 🙂

  6. Monia cudna ta Twoja ścieżka…tyle pracy nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy… ale piękna Ci wyszła, gratki też dla emusia

    1. Kawko, ja już wyciągałam pokruszone cegły z warzywnika robiące za ścieżki i pognite deski, które miały być ramami 🙂 Teraz mam zasadę: “albo porządnie, albo wcale” 🙂 I tego się trzymam 🙂

  7. Moja idolko,moje guru ogrodowe podziwiam cię bardzo pracowita dziewczyno.Kiedyś też miałam tyle chęci i nic nie było mi ciężkie do wykonania ,teraz już mniej mi się chce. Ogród żyje własnym życiem.Mój też jest na piaskach (pod Łodzią) Bardzo mi się podoba twoja idea ogrodu będę tu stale zaglądać.Pozdrawiam Cię życzę wytrwałości i zdrowia.Wanda.

    1. Pośmiałyśmy się a teraz na poważnie 🙂

      Witam Cię Wando. Nie przypominam sobie, żebyś wcześniej pisała więc witam Cię podwójnie 🙂

      Nie wiem czy się nie zawiedziesz, bo ja to tak właściwie dążę do tego, żeby ogród żył własnym życiem 🙂 Teraz mam mnóstwo pracy, ale wykonuję ją tym chętniej, że na horyzoncie widzę już siebie na leżaku, pośród bujnej zieleni, ptaszki śpiewają, motylki latają i tak dalej 😉 To mój cel 🙂
      Ogrodnicy to generalnie pracowici ludzie, a większość tych, których znam nie usiądzie na ławce przez cały sezon, bo ciągle coś robią. Pod tym względem jestem inna, uwielbiam i cenię sobie bardzo czas spędzony na patrzeniu. Większość mojego tak zwanego projektowania opiera się na patrzeniu 🙂 Zresztą, po to chyba robimy ogrody: żeby patrzeć 🙂

      Za życzenia zdrówka dziękuję, przyda się 🙂
      Pozdrawiam serdecznie.

    1. Bo ja wiem… z 15 chyba? Nie więcej na pewno. Raczej 🙂 Nigdy nawet krokami nie liczyłam 🙂 Niedużo w każdym bądź razie, ale wystarczająco żeby mieć dość 😀

  8. Ścieżka ogrodowa z drewna zakopana w ziemi jest niestety niepraktyczna bo śliska pomijając oczywiście kwestie że trzeba by mieć podkłady kolejowe aby przetrwały długie lata. Na rynku można kupić imitacje drewna z betonu – mam duży taras z tego i wiele osób myślało że to drewno.

    1. Ona jest ułożona na piasku i kamieniach, zasypana piaskiem i kamieniami. Wiem do czego zmierzasz, ale ja się liczę z jej rozkładem. Szczerze mówiąc to myślałam, że już w tym momencie kiedy piszę te słowa nie będzie widać, że to jakieś pniaki są 🙂 A jednak widać 🙂 Jest śliska, to prawda, ale na imitację czegokolwiek bym nie zamieniła- ja jestem uczulona na imitacje 😉 Taras mam również z prawdziwego drewna- desek z modrzewia syberyjskiego. Jeśli kiedyś pojawi się taka możliwość to ścieżkę z pniaków zamienię na taką z desek właśnie 🙂
      Niech żyją równice 😉 Pozdrawiam.

  9. Ścieżka jest cudowna, jestem pod wrażeniem, brawo!! Sama też przymierzam się do wykonania takowej, ale nasuwa mi się kilka pytań… mogę prosić o pomoc? :
    Mamy kilka ścietych dębów i lip i chcialabym z mężem zrobić z nich ścieżki.
    1. Czy plastry grubosci 15cm będą wystarczajace?
    2. Czy po pocieciu trzeba te plastry suszyc, jesli tak to jak dlugo?
    3. Czy odkorowac plastry przed suszeniem z pkt2? Mogłaby Pani pokazać swój sprzęt i technikę odkorowania?
    Z góry dziękuję za pomoc.
    Pozdrawiam i jeszcze raz gratuluję pięknej ścieżki 🙂

    1. Jakie konkretne pytania 🙂 Proszę nie zrozumieć mnie źle, ale moja ścieżka nie była celem samym w sobie, ona powstała z potrzeby zagospodarowania drewna, które i tak było na stanie. Nie przykładałam się więc tak mocno jak wtedy, kiedy przyszłoby mi za to drewno zapłacić 🙂 Ścięte drzewa były chore, czasem stały bez kory już dłuższy czas, czasem zwalone przez wiatr, nie było to drewno dobrej jakości. No i to sosna. Pisze Pani o lipie, lipa jest miękka, rzeźbi się w tym zwykłym dłutkiem, nie wiem czy nada się na ścieżkę. Dąb to zupełnie inna bajka, to z niego właśnie ten bruk drewniany jest najdroższy jeśli chcieć go kupić w sklepie. A widziała Pani może jak fajnie wygląda taki bruk w formie kostki? Super to moim zdaniem wygląda 😀 Ale odpowiadając na pytania:

      1. Nie wiem czy będą wystarczające, moim zdaniem tak, bo w sprzedaży są i dużo cieńsze. Swoje cięłam “na bogato” bo i drewno było byle jakie, chore itd. Dysponując takim dębem na przykład cięłabym na max 10 cm albo i mniej 🙂

      2. Wypadałoby. Lekko przesuszone drewno wypije więcej impregnatu 🙂

      3. Mi się wygodniej okorowywało takie zleżałe już kłody, ale nie wiem jaka jest profesjonalna technika 🙂 Moje narzędzia ograniczały się do karczownika, siekierki i szpachli do skrobania farby 😀 Karczownik wbijałam w plaster po długości i wbitym lekko podważałam korę. Co nie chciało się w ten sposób oderwać traktowałam siekierką. Resztę oskrobywałam szpachlą. Zabawa jest żmudna niesamowicie, ale wszyscy mówią, że drewno psuje się od kory jak ryba od głowy (czy jakoś tak) więc skoro powiedziałam “A”… 🙂

      Życzę powodzenia 🙂

      1. Ooo bardzo Pani dziękuję 🙂 mamy taki plan około roku podsuszyc plastry, myśli Pani że wystarczy? A odnosnie grubosci plastrów, czy ciensze, wlasnie okolo 10cm nie wypcha w zimie np mróz?

        1. I jeszcze czy nie popękają plastry takiej grubości? 🙂 nie ukrywam, że mąż byłby zadowolony z cienszych plastroe bo i kopania mniej sie z tym wiąże 🙂

        2. Hmm, wydaje mi się, że jeżeli podbudowa będzie dobrze zrobiona, woda będzie swobodnie uciekać to nie ma co tych plastrów wypchnąć. Aczkolwiek w innym miejscu mam położoną kostkę granitową i rzeczywiście zimą się unosi. Wiosną wraca na miejsce. Drewno mi tak nie robi, ale nie wiem czy to jest kwestia grubości plastrów czy tego, że jednak to inny materiał niż kamień i sam chłonie wodę jakich by impregnatów nie użyć. Kostkę mam solidnie zrobioną, a i tak ruch jest… Nie wiem czy tego da się uniknąć.

          Odpowiem jeszcze na drugie pytanie. Moje plastry popękały i to prędziutko. I tak trwają takie popękane- widać to doskonale na drugim zdjęciu 🙂

    1. Przykro mi, ale nie uznaję imitacji. Beton jest piękny, ale tylko wtedy gdy nie udaje kamienia, drewna itd. Drewno to drewno i nic go nie zastąpi 🙂 Betonowe drewno wygląda dla mnie tak prawdziwie jak tapety udające cegły z lat 90-tych.

  10. a ja uwazam ze nie WARTO SIE TAK UMECZAC DLA KILKU LAT. jesli mialoby to pozsoatac piekne na dlugie lata to tak ale tyle roboty a za chwile ma sie rozpasc/ zgnic etc? , nie warto.

    1. I ja to szanuję 🙂 Sama nie mam pewności czy drugi raz bym się podjęła; kiedy zaczynałam układać nie miałam świadomości ile to czasu i wysiłku zajmie. Jestem perfekcjonistką więc nie ma opcji żeby zrobić byle jak byle gdzie, wszystko musiało być wykonane najlepiej jak to możliwe (no, bez przesady, wszak drewno było bylejakie, a to podstawa) i pewnie dlatego zajęło mi to tyle czasu. Kolejna ścieżka będzie z desek modrzewiowych, które zostały po budowie tarasu i mam nadzieję że to już poleży chociaż tyle lat żebym ja mogła w końcu odpocząć 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *