Perowskia – lodowa królowa słońca.

Perowskia łobodolistna (Perovskia atriplicifolia)

Perovskia atriplicifolia
perowskia

Perowskia zwana w krajach anglojęzycznych rosyjską szałwią (Russian sage) to roślina idealna dla posiadaczy słonecznych, najlepiej dużych ogrodów. Jej srebrzysto-szare łodygi i niebiesko-fioletowe kwiatostany powodują, że wygląda zjawiskowo od pełni lata po ostatnie zimowe dni. No dobra, czasem się połamie i wygląda mniej zjawiskowo, ale zdarza się to rzadko :)

Nazwę perowskia zawdzięcza rosyjskiemu hrabiemu generałowi V.A. Perowskiemu, który był (to wam się spodoba) bezpośrednim zwierzchnikiem Jana Prospera Witkiewicza, z „tych” Witkiewiczów ;) Całe życie Witkiewicza przypomina scenariusz filmowy, a gdyby dodać do tego rozgrywki agentów Imperium Rosyjskiego, wywołaną (prawdopodobnie) ich działaniami wojnę brytyjsko-afgańską i podsunąć to scenarzyście „Homeland” to już wiecie jaki potencjał widzę w historii naszego rodaka :) Skazany na śmierć za spisek przeciwko carskiej Rosji staje się nagle wysłannikiem Mikołaja I by znając 19 języków umrzeć w hotelowym pokoju w wieku lat trzydziestu. Czy to nie brzmi jak potencjał przez duże „P”?  Naprawdę chciałam tylko dojść do tego czy „indumentum” to po polsku „kutner”, a popłynęło w stronę „jaki ten świat mały” i „wszystko się ze sobą łączy” tak jakby to powinno robić na mnie jeszcze jakiekolwiek wrażenie :) Koniec końców doszłam do wniosku, że czytelnicy mogą nie mieć czasu więc należy szybciutko wracać do meritum, a znalezioną w międzyczasie lekturę „Turniej cieni” Elżbiety Cherezińskiej wpiszę sobie po cichu do kajecika i zostawię tam „na zaś” :)

Drugi człon nazwy: łobodolistna- to już klasyk- wzięła się od kształtu liścia łobody po prostu (Atriplex to łoboda). Skąd w tym wszystkim szałwia? Może od zapachu jaki roztacza roślina po roztarciu liścia? A może od wspólnej z szałwią rodziny jasnotowatych? Teorii jest kilka :) Osobiście nie spotkałam się z tym, żeby ktokolwiek rezygnował z ładnej przecież nazwy perowskia (jak to szlachetnie brzmi) na coś w stylu rosyjska lawenda albo szałwia rosyjska.

Perovskia atriplicifolia
Perovskia atriplicifolia

Słońce, wysokie ph, cięcie- trzy warunki dobrej kondycji naszej rośliny.

Perowskia naturalnie porasta stepy i wzgórza Azji (Pakistan, Afganistan – stamtąd sprowadzono ją do Europy, Iran, Chiny ). Są to miejsca otwarte, gleba zwykle wapienna, płytka i zasolona- ekstremalne warunki dla większości roślin. Jeśli dodać do tego wystarczającą mrozoodporność (zimy są tam mroźne acz suche) i fakt, że to podkrzew to powinniśmy już wszystko wiedzieć, ale jak nie wiemy to będzie po kolei :)

Najlepiej będzie posadzić perowskię w pełnym słońcu. Każdy kompromis w tej materii odbije się na jej wyglądzie.

Gleba. Grunt to przepuszczalna. W gliniastej będzie rosła równie dobrze pod warunkiem drenażu albo… suchego roku. W naszym klimacie bezpieczniejsza jednak opcja z drenażem ;) Na glebach lekkich nie mamy się czym przejmować- to roślina stworzona dla nas. W pierwszym roku po posadzeniu podlewamy oczywiście, bo musi się najpierw dobrze ukorzenić, ale kiedy to nastąpi będzie nie do ruszenia. Perowskia wytwarza bowiem bardzo grube i sięgające wgłąb ziemi korzenie- trudna do przesadzenia. Muszę przyznać, że moje „wędrowały”, ale nie były jeszcze dojrzałymi roślinami. Najstarszej, około ośmioletniej nie ruszyłabym już na pewno. Z racji swego pochodzenia sięga po wodę naprawdę głęboko i podlewania w zasadzie nie wymaga przez co sprawdzi się idealnie na rabatach stepowych.

W zasadzie to powinnam pokazać wam jej naturalne środowisko, wtedy łatwiej będzie wam uwierzyć w nie-podlewanie :) Fotografie wykonane we wschodnim Afganistanie, prowincje Logar i Paktika.

perovskia-atriplicifolia-_-russian-sage-_-medicinal-uses-_-charles-w-kane-_-applied-medical-botany
 Fotografia dzięki uprzejmości autora Charlesa Kane’a 
perovskia-atriplicifolia-_-russian-sage-_-medicinal-uses-_-charles-w-kane-_-applied-medical-botany-2
Fotografia dzięki uprzejmości autora Charlesa Kane’a

Więcej zdjęć możecie obejrzeć tutaj: medivetus.com bądź klikając po prostu na zdjęcie.

Po co wam to pokazuję? Bo ja sadziłam perowskię lata temu jako absolutnie początkujący ogrodnik i popełniłam charakterystyczny dla tego okresu „grzech pojedynczości”, co nie znaczy, że i wy musicie go popełnić :) Zainspirowani na czas może na samym początku dojdziecie do tego, że trzeba działać z rozmachem, a inspirować się nie ogrodami, a krajobrazem. O tym zresztą dojrzewa we mnie osobny wpis, bo tyle myśli kłębi mi się w głowie, że zwariować można :) Ten miał być typowym przerywnikiem, krótkim tekstem poradnikowym dotyczącym pielęgnacji jednej rośliny. Jak mi idzie? :)

Perovskia atriplicifolia
Perowskia w październiku- tam tam, daleko na końcu :) Rozmiarami dorównała niewysokiemu człowiekowi, ale nadal dzielnie stoi.

Cięcie

Perowskia jest podkrzewem, a to oznacza mniej więcej tyle, co bycie na etapie przejściowym między krzewem, a rośliną zielną. Drewnieją jej nogi, a góra obumiera jak przy bylinie. Kwitnie na pędach tegorocznych, czyli długość drewniejącej podstawy powiększałaby nam się z roku na rok, a cała roślina przybierając coraz to pokraczniejszą postawę zamieniłaby się w ogromny drapak. Jest duże niebezpieczeństwo, że zaraz potem by wypadła. Wszystkie źródła podają informację, że perowskia jest rośliną krótkowieczną, ale ile lat jest w stanie wytrzymać zanim nie będziemy mogli już na nią patrzeć? Do odpowiedzi nie dotarłam. Jak wspomniałam wcześniej moja najstarsza sztuka ma około ośmiu lat.  Trzeba więc ciąć i to ciąć nisko, bo i tak kwitnie na pędach tegorocznych czyli tych, które wypuści w danym sezonie.

Kiedy ciąć

Ja to robię w kwietniu. Odpowiedni moment jest wtedy, kiedy pączki nabrzmiewają, bo widać doskonale co żyje, a co zmarzło na amen. Zwykle tnę nad drugą parą oczek licząc od dołu- to jest naprawdę kilka centymetrów nad ziemią. Po około dwóch tygodniach przeprowadzam korektę, bo okazuje się, że jeszcze niżej, na bardzo starym drewnie coś wypuściło. I generalnie w tym momencie na większości pędów zostawiam tylko po jednej parze oczek. Dzięki takiemu radykalnemu cięciu będziecie mieć roślinę sztywną, potrafiąca unieść półmetrowe wiechy kwiatostanów osadzone na prawie metrowej długości łodydze. Tak, perowskia potrafi wyrosnąć nawet do półtora metra. To jest kawał krzaka :D

Perowskia
W lipcu. Dopiero zaczyna choć kolorów już nabrała.

Rozmnażanie perowskii

Rozmnożyć możemy ją zarówno przez sadzonki jak i przez siew. Sama również chętnie się rozsiewa jeśli nie zetniemy przekwitłych kwiatostanów. Rośliny otrzymane w ten sposób będą się najprawdopodobniej różnić od rośliny matecznej. Samosiew nie jest duży, przynajmniej u mnie. Nasiona osiągają dojrzałość około miesiąca po kwitnieniu i muszą jeszcze przejść okres chłodzenia. Trwa on od 4 do nawet 20 tygodni. Możemy go nieco skrócić (2-4 tygodni) jeśli nasiona wysiejemy w wilgotnym piasku lub na ligninie i przetrzymamy w lodówce. Tak maleńkich nasionek nie przykrywamy już ziemią, a jedynie lekko wgniatamy w podłoże. Wysiane w ten sposób powinny nam wykiełkować w ciągu dwóch miesięcy.

Samosiejka perowskii
Samosiejka perowskii

Rozmnażanie z sadzonek zielnych pobieranych wiosną lub wczesnym latem to bodaj najczęściej podawana metoda. Nie sugerowałabym się przy tym dokładnym terminem pobierania sadzonek, raczej dojrzałością takiego pędu do walki o przetrwanie :) Wiem, że brzmi absurdalnie, ale naprawdę ma sens :) Musimy wiedzieć, że to nie jest moment nieśmiałego „wyglądania” rośliny po zimie, skradania się w obawie przed przymrozkiem; to jest moment kiedy naprawdę ruszyła z kopyta i nikt jej nie zatrzyma- wtedy bierzemy nożyk i ciach. A ona ma w sobie tyle siły, że wypuszcza korzenie :)

Sadzonki zdrewniałe to jedyny przetestowany przeze mnie sposób rozmnażania perowskii. Korzystam przy tym z fragmentów roślin pozostałych po wiosennym cięciu. Proponuję przeczytać tego posta o rozmnażaniu: sadzonki zdrewniałe – tu jest wszystko :) Zeszły rok to było praktycznie 100% przyjęć, z czego 85% zmarnowałam zasuszając na południowym parapecie (w sierpniu jeszcze żyły) a 15% poszło w dobre ręce :) Zachęcona jednak sukcesem sprzed roku i trzech postanowiłam naprodukować perowskii raz a dobrze, postawić na rozmnożenie w ten sposób trzech gatunków, ale hurtowo i wiecie co? Jak patrzę na termometr za oknem to w tym roku może się nie udać. Nie chcę was zniechęcać, ale mrozy minus dwadzieścia kilka stopni mogły zabić wszystko co wystawało spod śniegu. Mam nadzieję, że tak się nie stało i jakieś fragmenty do ukorzenienia jednak się znajdą :)

Uwagi do rozmnażania z patyczków perowskii mam tylko takie: nie liczymy oczek jak przy innych krzewach a ucinamy fragment długości ołówka, zbyt wysoka temperatura w czasie ukorzeniania patyczka szkodzi, a najgorszym momentem w całym procesie jest przesadzanie ukorzenionych sadzonek.

perovskia hakonechloa
Perowskia łobodolistna ‚Blue Spire’

Dostępne i mniej dostępne odmiany perowskii

 

Opisywana przeze mnie perowskia łobodolistna (Perovskia atriplicifolia) to najpopularniejszy z wszystkich gatunek perowskii, ale istnieje też kilka innych np.:

  • Perowskia bylicowata (Perovskia abrotanoides) o liściach podwójnie pierzastych
  • Perovskia scrophularifolia zwana z kolei lawendą Afganistanu jest mniej wyprostowana. Dostępne są tu też formy o kwiatach białych
  • Perovskia scabiosifolia o kwiatach kompletnie innych, w dodatku żółtych- to mógłby być u nas hicior ;)

Jeśli chodzi natomiast o odmiany to mamy:

  • ‚Blue Spire’ najpopularniejsza odmiana, często podejrzewana o bycie mieszańcem. Odznacza się bardziej obfitym kwitnieniem i nieco ciemniejszymi kwiatami niż u gatunku. Wysokość 1,1- 1,2 m przy szerokości 0,8m
  •  ‘Little Spire’ odmiana niższa, rośnie do 60 cm wys.
  • ‘Mystery of Knightshayes’ 1,1-1,2m większe liście i kwitnie ok. dwa tygodnie później niż gatunek
  • ‚Blue Mist’ kwitnie wcześniej niż ‚Blue Spire’
  • ‘Filigran’ 1,2-1,3m wyróżnia się filigranowymi, głęboko powcinanymi liśćmi
  • ‘Hybrida’(syn.‘Superba’) bardzo podobna do ‚Blue Spire’, ale wyższa (1,2-1,3m) i szersza (1,1m)
  • ‚Lace’ podobna do ‚Filigran’, ale liście ma jeszcze bardziej powcinane, za to bardziej zielone, 0,8-0,9 wys. i 0,7m szr.
  • ‚Longin’ odmiana bardziej wyprostowana, liście bardzo słabo powcinane
  • Peek-A-Blue taka ‚Little Spire’ tylko bardziej zwarta

Wystarczy :)  Jest tych odmian jeszcze sporo, ale co nam po tym? :) Zwykle widuję tylko ‚Blue Spire’ i ‚Little Spire’ :) Na tą drugą zerkam zresztą w trakcie pisania. Może dla niektórych to mdłe, ale mnie Oudolfowskie połączenie jeżówki bladej, mikołajka jukkolistnego i perowskii ‚Little Spire’ chwyta za serce. Szkoda, że nie ma możliwości wspólnego przeglądania albumów :(

Dobranoc

 

 

39 thoughts

  1. W ubiegłym roku późna jesienią otrzymałam od Klienta w podziękowaniu jedną sadzonkę perowski, co ja biedna miałam z nią zrobić. Wkopać do ziemi, niestety za późno. Schowałam ją do piwnicy i żyję nadzieją, że przetrwa do wiosny :)

    1. A wiesz, że może lepiej, że nie posadziłaś :) Temperatury były mało korzystne dla świeżych nasadzeń, za to jeśli pędy były odpowiednio grube masz szansę je wykorzystać :)

      1. Teraz sobie wybujała w tej ciemnej piwnicy :) zobaczę co będzie wiosną. Jak przetrwa to ja posadzę i przytnę pędy, może coś z tego będzie :) A jak nie, to kupię nowych kilka sztuk, bo w grupie raźniej.

  2. Jak zawsze świetny tekst.
    Już wiem gdzie popełniłam błąd i moja perowskia rośnie nędznie… wtłoczona między krzaki róż ma za mało słonka – po przeczytaniu o jej korzeniach nie wiem czy ją przesadzać, czy dać spokój i kupić nowe.
    Uwielbiam tą bylinę.

    1. Wiesz, ja piszę co myślę i dla mnie perowskia najpiękniej prezentuje się właśnie wtedy, kiedy ma oddech. Ale pomysł z zakryciem jej nóg też jest przecież dobry. Nie wiem ile lat mają twoje rośliny. Ona nie jest potworem od razu, na początku raczej marnie przyrasta, a gałązki są cieniutkie. Dopiero po paru latach pokazuje na co naprawdę ją stać, więc może to nie wina róż tylko czasu :)

      To nie bylina :) Podkrzew :) Bo pomyślę, że nie czytasz ;)

      1. Rumienię się ze wstydu… oczywiście podkrzew. :)
        A jak już pisze to chciałabym zapytać czy jest szansa na równie świetny portret rozchodnika (np. okazałego) ? Mam z nim trochę kłopotów, a to co wyczyniał w ubiegłym sezonie :( jakiś skarlały się zrobił… i zastanawiam się czy to ja coś nabroiłam czy pogoda.
        Bardzo lubię Twoje opracowania. Jest w nich wszystko co potrzebne, żeby to całe zielone towarzystwo rosło wspaniale. A doświadczenie własne – najcenniejsze. :)

        1. Nie przejmuj się, jeszcze tydzień temu myślałam, że chrobotek reniferowy to mech :)

          Jeśli chodzi o własne doświadczenie z tym rozchodnikiem to nie jest dobre. Była to jedna z pierwszych roślin jakie miałam. Babcia uszczknęła kawałek z ogródków działkowych i przywiozła do mnie tę „kapustę ozdobną”- jak to wtedy nazywała. Niby taka bezproblemowa, łatwa i nic jej nie trzeba…. Może na ogródkach działkowych, gdzie na warstwę gliny corocznie wywala się przyczepę obornika by potem jeszcze poprawić saletrą dla pewności to nic jej nie trzeba :) Dobra wiem, nie wszyscy działkowcy tak mają, ale moja babcia akurat stawiała na wielkość plonów ;)

          U mnie było podobnie jak u ciebie. Jeden sezon na rozrośnięcie w kępę, drugi i trzeci ładnie rosły, by na czwarty zacząć karleć. Częstą przyczyną są opuchlaki siedzące w korzeniach- mnie nie było (wykopywałam do sprawdzenia). Za to ciągle miałam problem wiosną, bo zamiast tych ślicznych, wcześnie wychodzących rozetek pojawiały się mrowiska, a zielonego brak- nie wychodziło po zimie zupełnie. Chyba mrówki uwielbiają te puste rurki, bo żadna inna roślina nie cieszyła się takim ich upodobaniem jak rozchodnik okazały właśnie. Wkurzyłam się i wywaliłam wszystko. A zeszłej wiosny okazało się, że odrastają mi z tych kawałeczków i mam gdzieniegdzie porozrzucane w sadzie :) Zobaczymy co z tego będzie :) Potem jeszcze dokupiłam na jesieni w ładnym odcieniu bordo, bo żal było nie wziąć za 2,5 zł za sadzonkę :) I posadziłam na łączko-prerii.

          Tak sobie wspominam jak zachowywały się u mnie na przestrzeni ostatnich lat, a jak wyglądają u moich znajomych i w innych ogrodach i mam takie przemyślenia, że lepiej posadzić go w dobrej, żyznej ziemi i nie podlewać. W słońcu oczywiście ;) I wydaje mi się, że niezbyt dobrze znosi polewanie po liściach :( On nie jest taki jak inne rozchodniki, że w każdej szparze urośnie i będzie ładny. Myślę, że on właśnie ma całkiem spore zapotrzebowanie na składniki pokarmowe, ale nie można z azotem przedobrzyć bo wtedy wybuja i znowu będzie brzydki, bo rozchodzący się na boki, a nie trzymający się w równej kępie :) Jedyne co na plus to że rzeczywiście wody niewiele potrzebuje :)
          Może doczeka się opracowania ;)

          1. Dzięki za odpowiedź. Zastosuje w tym roku Twoją sugestię z lepszą ziemią – do tej pory pakowałam go w to co mam, czyli ziemię rodzima, niezbyt urodzajną i może to był błąd. A zamówiłam ich sobie trochę (te zimowe przeglądania sklepów ;) .

  3. Mnie też podoba się to połączenie- szarości z głębokim fioletem i kapnięte różem jeżówki bladej- super.
    Do tego jeszcze kontrasty w strukturze roślin- świetne .
    Staram się trzymać dzielnie i wprowadzać nowych gatunków bez planu na nie , dlatego perowskię kupiłam mamie, sama jej nie mam. Ale nie wiem czy się nie złamię, bo zachwyca mnie.

    Bardzo fajny wpis.
    Pozdrawiam

    1. Jesteś zuch :) Ja się trzymam prawie dzielnie, bo nie zamawiam nic przypadkowego przez internet, ale kiedy wchodzę do szkółki to nigdy nie wiem co mnie spotka ;) Tylko ja nie walczę zaciekle, bo po prostu… nie mam w sobie tyle siły :( Drzewa to zawsze przemyślana decyzja. Krzewów praktycznie nie mam i z ich strony nic mi nie grozi. Za to byliny! Te to zawsze zagłuszą głos rozsądku :)

      Nie chcę być złą wróżką, ale znając twoje zamiłowanie do lawendy to chyba się złamiesz ;)

      Pozdrawiam ciepło

  4. no i co z tą perovskią scabiosifolią ? Mozna gdzies zdobyć, choćby nasiona ? Tak czy owak, zaczne szukać, bo interesują mnie rosliny suchej prerii

    1. Nie rozglądałam się szczerze mówiąc, ale z doświadczenia wiem, że nie ma roślin nie do zdobycia ;) Sucholuby (bo tak je nazywam) cieszą się dużym zainteresowaniem. I dobrze, nie ma co walczyć na siłę :D

  5. nie należy być detalistą i trzeba inspirować się krajobrazem, a nie ogrodami- dzisiaj to dla mnie oczywiste, ale nie zawsze tak było. Człowiek dojrzewa obserwując, są to mądrości, których nie ma się gdzie nauczyć, a nawet jak ci ktoś powie, to nie uwierzysz ;-) dlatego twoje pisanie między wierszami i moje też ma słabą wartość edukacyjną. Ale nic to. W końcu jako dyplomowana artystka wiesz, że inspiracja nawet wybitnymi dziełami prowadzi tylko do wtórności, źródeł należy szukać gdzie indziej.
    I tak wolę twoje zdjęcia :-) tekst oczywiście przydatny, jak bym szukała informacji o uprawie perowskii. I ładnie napisany ofkors.

    1. O nie, nie ma czegoś takiego jak wtórność (skoro już weszłaś na ten temat), cokolwiek przeniesiesz nawet jeden do jednego to przeniesiesz- czyt. to coś zmieni miejsce i czas w którym zafunkcjonowało a więc zmieni się samo dzieło bo czas, przestrzeń, kontekst jest tym bez czego nie istnieje choćby twórca nie wiem jak tego pragnął. Jesteśmy więźniami wymiarów i kontekstu stety niestety :) Eeeee, nie tak miałam cię przywitać :) Stało się :)

      A może ty powiesz coś o krótkowieczności perowskii? Coś może zaobserwowałaś?

      Moje zdjęcia? A coś ty. Ja dwa dni siedziałam na yt oglądając filmiki o przyrodzie Beludżystanu (krainy, nie prowincji) i żal mnie wielki ogarniał bo raj na ziemi a piekło dla ludzi. Prerie jak w Teksasie, góry, a w tym wszystkim jeziora w kolorze Plitvickich. Jak dodać do tego pakistańskie plaże … :'( Foty z perowskią co prawda z innej już części Afganistanu ale jak je tylko zobaczyłam to zapragnęłam ukraść. Na szczęście nie musiałam :)

      1. eee no dobra, nie znam się :-) to dlaczego potocznie mówi się o wtórności? i skoro postrzegam rzeczy jako wtórne („ale to już było”, „ten tam zrobił to samo, tylko lepiej”, „te kalki są już nudne”), to co robię źle?
        Wcale nie chcę być więźniem kontekstu, tym bardziej nie chciałabym jako artysta, o którym się mówi, że „jest wolny”. Może trzeba to zreformować?
        O krótkowieczności perowskii powiem ci tyle, że jej nie sadzę, nie mam z nią doświadczeń- bo wystarczy taka zima jak teraz (duża amplituda dobowa) przez kilka tygodni (a to się często zdarza) i na naszych zimnych glebach mamy po perowskiach. Drenaż pomaga do pewnego stopnia tylko, w każdym razie sprawdza się gorzej niż lawenda, a lawenda nie najlepiej.

        1. Nic nie robisz źle :) To tylko termin, sama go zresztą używam :) Tylko jak się dobrze nad tym wszystkim zastanowić to skoro zachęcamy do szukania inspiracji w naturze to czy wolno nam mieć obiekcie do kogoś, kto kopiując ogród znanego projektanta zrobił właśnie to, co natura robi najlepiej: powiela. Czy to nie za powtarzalność ją kochamy? Wiosna, lato, jesień, zima, zamknięty cykl narodzin i śmierci, obieg materii itd. Tylko kontekst się zmienia. I dlatego piszesz z szacunkiem o ogrodzie francuskim w baroku i przecierasz oczy z niedowierzaniem kiedy widzisz założenie w tym samym stylu tuż za rogiem, w tym ogródku przy BP :) Traktuję w tym momencie ogród jak dzieło sztuki. Nie da się bez kontekstu. Przykro mi , ale w nim istniejesz. Ty, ja, wszyscy. Dobra Jankosia, nie „filozuj” tyle ;)

          Macie chyba super dobre gliny tam, co? Trochę o tą zimę się boję, myślę, że straty po niej będą, bo i nakrywać niewiele mi się chciało- tylko magnolie i sasafras dostały porządne okrycie, reszta tylko kopczyki ze śniegu albo kilka gałązek po choince :) O perowskię bym się nie niepokoiła, bo zimę 2012 przetrwała w nienaruszonym stanie, ale… kurdę… co pochwalę jakąś roślinę na blogu, to ona zaraz w pierwszym sezonie coś mi odwala. O trawniku bym coś napisała chętnie przed sezonem, ale boję się że przez to jakiej choroby dostanie ;)

        2. Ja mam podobnie, bardzo rzadko ją sadzę u klientów. Może w jednym czy dwóch ogrodach i to niewiele sztuk. Na dodatek kopczykowana jest na zimę.
          A co do podsadzenia ‚nóg’ genialnie wygląda rozchodnik, najlepiej ‚Herbstfreude’.
          W swoim ogrodzie do perowskii robiłam podejścia trzy – to moje Waterloo. Ostatnio na mocno zdrenowanym miejscu i to na południowym dość stromym stoku tez padła. Wystarczyło mokre lato. Podobnie mam z lawendą. Rośnie mi tylko jakiś dziwny mieszaniec z Albionu, ale on ma wyjątkowe miejsce w ogrodzie – pod okapem, tuż pod domem fantastycznie zdrenowane. Mam tam też ogromne krzaczory szałwi lekarskiej.
          Natomiast świetnie rosną mi Caryopterisy o dziwo. Na normalnych rabatach (byle tylko lekkie nachylenie było) i bez zbędnych zabiegów.
          Ja mam jeszcze takie obserwacje – wszystkie te ciepłolubne półkrzewy im starsze tym gorzej u nas zimują. Tak bywa np z szałwiami lekarskimi, barbulami właśnie, lawendą czy budleją. Możliwe, ze się mylę i padają z innych powodów.

          1. Z satysfakcją mogę stwierdzić, że czasem te piachy moje pokazują zalety :) No, ale jak to wspomniałam już przy okazji ‚Pony Tails’ na przedwiośniu to wszystko jedno czy piasek czy glina, bo jak woda stoi (bo nie ma gdzie spłynąć), a pod spodem jeszcze zamarznięte, to w zasadzie i na piachu może roślina się „utopić”, wygnić :) Wszystko co wrażliwe na takie podtopienia sadzę na niewielkich wzgórkach mimo, że czasem przysparza mi to problemów latem- rośliny szybciej przesychają, nie są tak stabilne- jeżówki mi się rozkładają na boki. A, i jeszcze mrówki lubią mi w te góreczki się wprowadzić :) Coś za coś :)
            Ale że po mokrym lecie Ci padło? To już dla mnie trudne go ogarnięcia :) Musiałabym naprawdę mocno się postarać żeby coś mi wygniło :) Myślę, że obecna zima mogła już swoje zrobić, ale jestem pełna nadziei że wszystko żyje :)

            A może po prostu jej krótkowieczność jest podobna jak u żarnowców ? Też cięcie pomagało odsunąć ten moment, ale ostatecznie po którejś zimie (łagodnej) po prostu robiły się takie brzydkie, że nie było co ratować. W międzyczasie dojrzewały siewki… :) I tak jakoś się toczy :) O krótkowieczności czytałam głównie na brytyjskich stronach, więc od razu pomyślałam, że to przez wodę, ale z drugiej strony jako środek zapobiegawczy podawano krótkie cięcie a to już wskazywałoby na naturalną cechę tej rośliny. Tylko ile to może być lat to już nikt się nie odważył napisać :)

            Na barbulę miałam chęć, niestety w zasięgu były tylko takie pstrokate odmiany, a marzyłabym o najzwyczajniejszej w świecie :) Piękne są tylko ta ich wątpliwa mrozoodporność…

          2. Barbula rosła u mnie 12 lat. Hmm… teraz myślę, że może przyczyną zgonu był brak cięcia. Po prostu po jednej z lekkich zim nie podmarzła wcale a ja chcąc mieć wcześniej kwiaty nie przycięłam jej. Normalnie to traktuje je sekatorem dokładnie jak Ty perowskię.
            A barbule mają u mnie kopczyki z lekkiego kompostu, to plus śniego pomaga im przeżyć. I tak wiosną są do cięcia. Aha, u mojej wspólniczki ‚barbie’ na piachu rośnie kiepsko, tylko nie zdążyłyśmy jeszcze zidentyfikować którą ona dokładnie posadziła.

  6. Wpis jak na moje zamówienie :). W zeszłym sezonie dostałam w prezencie mały krzaczek (wiem, to podkrzew :) ) i szukałam dla niego dobrego miejsca. Znalazłam miejsce pod ścianą domu – oczyma wyobraźni widziałam już niebieską ścianę. Podjęłam decyzję że wiosną wykopię spod domku irysy a wsadzę tam łan perowskii. Ta grządka to patelnia, mimo podlewania rośliny tam mają pod górkę. Perowskii powinno się spodobać. Ziemia jest BARDZO przepuszczalna (czytaj – piaseczek mazowiecki), ale woda zaskórna jest ok. 2 m pod terenem.
    Te fantastyczne zdjęcia które pracowicie wyszukałaś utwierdziły mnie w przekonaniu że musi ich być sporo, aby uzyskać efekt.

    1. Tez mówię „krzew”, bo chyba bliżej jej do tego :)
      Spokojnie może rosnąć na takiej patelni, pokocha cię za to – jak już się zadomowi oczywiście ;)

      Trzeba dużo, ale widziałaś może perowskię z jeżówką bladą u Oudolfa? Pokazywałam na facebooku, ale nie wiem czy należysz :)

      1. Nie, nie mam tam konta, ale kombinację widziałam.
        Niestety u mnie jeżówki słabo rosną i po roku od kupienia przestają kwitnąć. Chyba im za sucho.
        Zobaczę, jak się będą zachowywać te, które mi się same wysiały. Może się zaadaptują.
        Potrzebuję coś niższego przed perowskią, bo grządka jest wąska. To nie te rozległe prerie co u Oudolfa, nie ta perspektywa – niestety :(. Kolorystycznie sporo roślin by ładnie wyglądało przy perowskii, ale jeszcze muszą zaakceptować te same „stepowe” warunki.

        1. A ja jeżówki na drugą stronę chcę wprowadzić- na preriową :) One nie tyle wody potrzebują, co żyznej ziemi, ale może być sucha. Przy piaszczystej rzeczywiście słabną i po pewnym czasie karłowacieją, przestają kwitnąć… bele co się robi- znam z autopsji :) Teraz, przy zmianie podejścia ładnie u mnie rosną, wcześniej nawet te zwykłe różowe zanikały :( I kiedy ktoś pisał, że one takie bezproblemowe to we mnie aż się gotowało hihi :)

          Pewien znany szkółkarz specjalizujący się w jeżówkach właśnie (już się wygadałam?) zdradził mi, że odmianowe jeżówki to max. trzy lata bez dzielenia. Potem będą brzydnąć albo po zimie nie odbiją. Nie wszystkie odmiany tak mają, ale jak się nie ma sprawdzonej pod względem trwałości to lepiej podzielić co jakiś czas. Mówił, że co dwa lata, ale bez przesady ;) Moje trzylatki w każdym bądź razie pójdą do podziału w tym roku, bo o ile z kwitnieniem nie mają problemu, o tyle widzę, że „tracą postawę”, ewidentnie wymagają odmłodzenia :D

          Wracam do perowskii i towarzystwa dla niej :) Marta Góra w komentarzu wyżej rzuciła hasło „rozchodnik”, widziałaś? Myślę, że właśnie taki róż ładnie by się z perowskiowym błękitem komponował. Tak subtelnie i kobieco :) Tylko nie wiem czy o taki efekt ci chodzi.

          1. A jak ma być coś niższego to bodziszek oczywiście. Bo bodziszki są dobre na wszystko. Geranium sanguineum np albo Geranium ‚Fay Anna’. Ten drugi to boski jest i kwitnie całe lato.

  7. stipa Pony Tails w nogi perowskii tez pięknie zagra. Doda zwiewności, lekkości. Ona może oczywiście wymarznąć zimą, ale nie każdą i daje samosiew, więc jako dodatek zda egzamin.
    Na piasku powinna zresztą lepiej zimować, niektórzy twierdzą, że ona u nas nie wymarza, tylko wygniwa.

    1. ‚Pony Tails’ to do wszystkiego dobrze wygląda i cokolwiek by się w niej nie topiło wygląda bosko :) Planuję się w tym roku zaostnicować do granic możliwości :)

      Też twierdzę, że ona u nas to raczej wygniwa.

  8. dopszzz… cieszę się i z tekstu i z komentarzy.. słońce u mnie jest, ziemia – hmm średnia wnet bym powiedziała że ani za piaszczysta ani za gliniasta takie „nie wiadomo co” …..no i posadzę sobie perovskią w tym sezonie i dopszzz wiedzieć że pasuje do niej rozchodnik i bodziszek : jeszcze nie mam tych roślin, ale może czas pomału o nich myśleć…
    kocham twoje teksty, to tak na marginesie, platonicznie of corse :)

    1. Jest mi słodzone ostatnio to się zaczerwieniam, ale miłe to bardzo, bo człowiek pracuje, myśli ciężko a potem puszcza to w świat i wstrzymuje na chwilę oddech :) Przesadzam oczywiście, ale jednak publikując cokolwiek podlega się ocenie i każde dobre słowo działa potem cuda :) Także dziekuję :)

      Wczoraj oglądałam jeszcze (bo oczywiście zasypiałam z pinterestem pod powieką- lubię to, śnią się potem ładne rzeczy) perowskię z jeżówką ‚White Swan” (chociaż ja wolę ‚Virgin’), perowskię z liatrą kłosową (cuuuudo) i perowskię ze sporobolusem. To ostatnie chyba najbardziej do mnie przemawia, podobnie jak z ‚Pony Tails’. Ja cholery dostanę z tym śniegiem. Przecież już bym mogła teren przygotowywać :) I ten sporobolus :) Myślałam, że mi wszystko w tej mietlicy i śmiałku będzie tonąć, ale teraz to ja o sporobolusie marzę :D A zamówiłam nasiona trzcinnika krótkowłosego… To się musi kiedyś skończyć- najprawdopodobniej na granicy działki ;)

      1. Nie narzekaj na śnieg! Ja się z niego cieszę jak głupia. Nasadziłam jesienią mnóstwo roślin cebulowych, jeszcze latem wsadziłam 8 nowych róż; pookrywałam to solidnie (razem z ‚Pony Tails’ i werbeną patagońską – a nuż się uda?) i modlę się, aby wszystko przetrwało. W moim piaseczku przy suchej zimie rośliny łatwo wypadają. Śnieg to sojusznik :).
        A co do „dywanika” pod stopami perowskii – zainspirowałyście mnie, żeby nie powiedzieć – zabiłyście klina.
        Ciągle o tym myślę. Niestety grządka jest wąska, tuż przy mocno uczęszczanej ścieżce, więc wszystko co się malowniczo wychyla jest narażone na potrącanie. Nieco niższy rozchodnik jest wystarczająco sztywny; chyba wygrywa w konkursie (konkurencja nie dopisała :) )
        A co myślicie o krwawniku baldaszkowym? Nie widziałam go w naturze. Wygląda że ma podobne upodobania glebowe i termin kwitnienia.

        1. No nie wiem, jakiś mały się wydaje. I pewnie w ogóle go nie będzie widać, a cień perowskii dobrze mu nie zrobi. Mam podobny do niego z listków wrotycz haradiana tylko gdzie ja go ostatecznie wsadziłam…? Będę szukać wiosną :)
          A rozchodnik dobra myśl, nie dziwię się, że prowadzi w rankingu :) Choć w tajnym głosowaniu nadal oddałabym głos na stipę ;)

          1. Stipa będzie królowała na lekko wyniesionym niby-skalniaku (karłowe iglaki + karłowe berberysy+ trawy + rojniki – wszystko w ostrym słońcu). Była tam w zeszłym sezonie w ilości sztuk 3, pięknie się prezentowała ale zostawiła mi niedosyt. W tym roku zrobię porządną kępę.

  9. im jej więcej- Stipy, tym ładniej bo wtedy faluje bardzo wyraźnie, choć trzeba pamiętać że jest zawodna.
    U mnie jest na małym spadku, kilkadziesiąt sztuk :

    1. Wielka szkoda, że nie ma dla niej godnego, ale bezpiecznego zamiennika :( Ja teraz kombinuję trochę w inną stronę… nasadziłam mietlicy i śmiałka, a obecnie szukam informacji o sporobolusach :) W chmurki zmierzam znaczy się :D ‚Pony Tails’ będzie więcej niż dotychczas, ale trzeba szukać czegoś pewnego na 100% a nie na powiedzmy 75% :)

      Chyba trzeba komuś podziękować, że na Magnoliowy ogród osobny folder założył :)

  10. sporobolusa jesienia zdobyłam- zawiozłam kilkadziesiąt sztuk seslerii jesiennej do szkólki i zamieniłam na 20 szt sporobolusa w p9. Bardzo liczę że mu się u mnie spodoba.
    On trochę faktycznie czasem jako zamiennk dla stipy może być.

    To Magda z forum pozbierała co ja wrzucałam- solidna firma, nie to co ja.

    1. Ja to w ogóle przeczuwam, że w nadchodzącym roku będzie można seslerie zdobyć za pół ceny. Sama też się skusiłam na kilkanaście sztuk, ale gdyby ktoś to chciał zamienić na sporobolusa to ani minuty bym się nie zastanawiała :D

      Magda tak, a jej foty z wystaw to ja do tej pory w telefonie noszę :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s