Kosić, nie kosić- czy to jest pytanie?

trawnik ekologiczny niekoszony

Wiosenne szaleństwo

Czy trawniki już zrobione? Zwertykulowane? Zaerowane? Nawiezione? Popiaskowane? Skoszone? Wygrabione? Zwałowane i na dobranoc ucałowane? Uff… to można zacząć o nie normalnie dbać ;)

Strasznie męcząca sprawa te nasze boiska. Jeśli ktoś poszedł za ciosem pierwszego, wiosennego słońca i wykonał wszystkie powyższe czynności na czas jest szczęściarzem mogącym teraz podziwiać bujną zieleń swoich ogrodowych „płaszczyzn” :) Jedyne co mi udało się zrobić to zwertykulować na szybko wszystko, co wertykulacji wymagało i skosić jeden z trawników. Potem maszyna odmówiła posłuszeństwa i siedzi w warsztacie do tej pory, a w całym kraju nastała pora deszczowa. Nawozu jeszcze nie zakupiłam, kolce mam tylko takie na buty, więc nie bardzo mi się spieszy do „treningu łydkowo-udowego”, wał jest ciężki, a grabki gryzą- taki nastrój mnie własnie dopadł. To nie jest nic nowego, trawnik traktuję jako zło konieczne, bo zielone, płaskie ładnie podkreśla nasadzenia, ale od dłuższego czasu zerkam w inną stronę, kompletnie inną. I nie dlatego (tylko), że czegoś mi się nie chce. Po prostu zaczynam zauważać, że trud włożony w pielęgnację tego specyficznego kawałka ziemi nie idzie w parze z efektem jaki powinien wywoływać. Zieloniutka, idealna blaszka, zamiast kojarzyć mi się z luksusem lub przynajmniej angielskimi ogrodami, przywodzi na myśl foldery marketów budowlanych, szczególnie jeśli dojdzie to tego obrzeże z kostki albo plastiku plus żywopłot tujowy. To pomiędzy nimi już jakby w tych folderach sprawa drugorzędna, ale całość nazywana szumnie ogrodem.

gazetki
mniej więcej taki klimat…

Co jeszcze taki „ogród” powinien obowiązkowo zawierać? Ano miejsce na grill (koniecznie), na basen, wnętrze śmieciowe, ewentualnie wędzarnię lub saunę ogrodową. Oczywiście przy małych dzieciach dochodzi jeszcze jakaś huśtawka, piaskownica i inne drabinki. Tylko gdzie ten ogród ja się pytam? Za płotkami z lameli może? Dobra, włącza mi się coś, co natychmiast trzeba wyłączyć, bo inaczej będzie źle, a oddając sprawiedliwość przydomowym przestrzeniom rekreacyjno-użytkowym (że tak je nazwę) muszę powiedzieć, że zazdroszczę „strefy śmieci”. U mnie pojemnik i worki na segregowane stoją na widoku (czego na blogu oczywiście nie pokażę), a to potrafi w sprzyjających okolicznościach popsuć mi dzień kiedy nieoczekiwanie zabłyśnie niebieskością w obiektywie ;)

Chwast li to?

Jest jeszcze jedna rzecz,która ostatecznie mnie zmobilizowała żeby zacząć temat: coraz częstsze dyskusje o tym co jest tzw. trawą ozdobną, a co „trawą zwykłą”, „trawą dziką”, „trawą-chwastem”. I prosty podział na gatunki rodzime i obce tu nie pomoże. Ludzie pytają „trawa ozdoba czy chwast?” wskazując palcem zdjęcie kostrzewowej siewki. No czy jest dobra odpowiedź na takie pytanie? Dla jednego naszyjnik z drewna będzie ozdobą, dla innego symbolem obciachu. Czy to przez wartość materiału wyjściowego? Nie, bo jeden z kawałka drewna wyczaruje wysmakowaną biżuterię, drugi pohańbi złoto przesytem lub niedopracowaniem. I co wtedy? Role się odwracają. Bo wszystko to kwestia użycia i dobrego smaku. Mój profesor z Rzeźby mawiał, że wszystko sprowadza się do tego, czy ktoś ma dobry gust, czy go nie ma i koniec :) Tylko kurczę jest taki jeden mały problemik (jak by to określili CB-radiowcy), bo skąd pewność po której to ze stron stoimy właśnie MY? Bo zawsze nam się wydaje, że po tej właściwej, prawda? A idąc dalej, czy naprawdę jest jakaś granica między tym co dobre, a tym co już nie? Jeśli w myślach odpowiadacie sobie, że na pewno jest, że musi być, to ja poproszę o odpowiedź na pytanie: czy ta kostrzewowa siewka to trawa ozdobna czy chwast? Odpowiedź „to zależy” równoznaczna będzie z brakiem odpowiedzi i odpowiedzią najwyżej punktowaną jednocześnie :D

Do czego zmierzam? Do tego, że nawet jak ten drewniany naszyjnik będzie dziełem sztuki to nie komponując się dobrze z ubiorem będzie do niczego. A stylizacja musi jeszcze pasować do okazji. Często to obserwuję: zestawy roślinne prosto z hajlajfu lecąc przez Pinteresta lądują nagle na wsi pod Grodziskiem (nazwa przypadkowa). Krajobraz polskiej wsi pocięty kwadratami z bukszpanu i zieloną siatką- to jeszcze hajlajf czy już obciach? :D Nie będę się znęcać, życie jakie jest każdy widzi- ambicje większe od możliwości (dobrze, że w tę stronę), ale jeszcze raz zobaczę u siebie na wiosce te gabiony z zamkniętymi w nich tujami to się zatrzymam i je uwolnię ;)

tuje
fajne?

Mamy z córą taką tradycję, że przejeżdżając obok przerywamy ciszę albo prowadzoną rozmowę (a nawet kłótnię jak trzeba) i przez kilka sekund skandujemy razem: „U-wolnić tuje! U-wolnić tuje!”. Niby nic, ale ja mam cichą nadzieję, że coś tam miedzy wierszami do tej mojej upartej córy dotrze i zostanie z nią na zawsze :) Żeby było jasne, tuje mi nie przeszkadzają (choć odczuwam przesyt), gabiony mi nie przeszkadzają (choć odczuwam przesyt), ale przeszkadzają mi tuje w gabionach pośrodku niewielkiej wsi. Nie wsi tylko z nazwy (a będącej w rzeczywistości sypialnią pracowników dużego miasta), ale wsi przez duże „W”. I zadaję sobie pytanie: „czy autor nie zdawał sobie sprawy, że to w żaden sposób nie pasuje do otoczenia?” W żaden. I myślę sobie po chwili, że jestem mega niesprawiedliwa czepiając się najnowszego trendu (no, takiego już z zapaszkiem), który facet gdzieś wynalazł, wyłożył na realizację kupę kasy a teraz ja, mieszkająca w domu którego bryłę, fasadę i nawet okna może uratować jedynie całkowite pochłonięcie przez pnącza (najlepiej zimozielone co by i zimą nie straszyło) zwracam uwagę, że to nie pasuje. Przez zazdrość to może robię? I do czego to ma pasować? Do tych kubików z lat osiemdziesiątych? Czy nowo-dworków krytych blachodachówką? No właśnie… tu jest pies pogrzebany :( Złe ogrody zaczynają się tam, gdzie zaczyna się zła architektura. Do takiego wniosku dochodzę za każdym razem, za każdym postem i przed każdym wbiciem szpadla w moim ogrodzie. Niestety przykra wiadomość jest taka, że nie widzę dobrego rozwiązania. Czasem trzeba pogodzić się z bylejakością mając nadzieję i pracując na to, aby móc kiedyś gospodarować na działce, na której ogrodu robić nie będzie trzeba. To działka ideał ze starodrzewiem i wodą, a jedynym problemem będzie wówczas znalezienie architekta, który bez popisywania się w projekcie doceni walory krajobrazu, dla którego dziełem nie będzie sama bryła, a przestrzeń między płaszczyznami… Okeeeej, wiem, nosi mnie ;) To może wróćmy do inspiracji- do letniej posiadłości Anny Wintour :D

Tak, wiem, że męczyłam was już na facebooku :) Ale po pierwsze nie wszyscy facebooka używają, po drugie ja mogę oglądać ten ogród w kółko i w kółko, a po trzecie chcę, aby film był u mnie na blogu :) Więcej zdjęć i cały tekst znajduje się TUTAJ i TU. Najlepsze słowo jakie może paść w tym miejscu to „bezpretensjonalny”. Można też dołożyć coś w stylu „piękny”, „nienachalny”, „zwykły”(?). Na pewno w oczy rzuca się jedno: nic tu nie odstaje, wszystko jest na swoim miejscu. Powiecie, że przy hektarach i w takim buszu to każdy może sobie taki ogród stworzyć? Na pewno? Poznęcałabym się w tym miejscu nad nowym hiper-profesjonalnym produktem prosto od polskich hiper-profesjonalnych projektantów jakim jest agrowłóknina z nadrukowaną rabatką, ale… mi się nie chce :D Przejdę do sedna. Busz nie bierze się z niczego. Ktoś go musi zapoczątkować, ktoś musi czasem umyślnie zaniechać a działać wtedy kiedy trzeba. Nie jestem za dziczą, ogród to nie puszcza, z której kawałka próchna nie można sprzątnąć, ale ogród to też życie, ogród to przede wszystkim życie. Nie jestem bez winy, sama od jesieni próbuję naprawić to, co wcześniej zepsułam, zrobić krok, który zrównoważy wcześniejszy, mocno nieprzemyślany. Założenie kolejnego trawnika (ładnego bądź co bądź, bo ja uwielbiam dbać o darń) poskutkowało tym, że mój ogród zaczął miejscami wyglądać jak ą ę lerła merlę ;) A tego byśmy nie chcieli ;) Zmuszona więc byłam wrócić w wyobraźni do tego, co mogłabym zastać w tym konkretnym miejscu gdyby tak nic nie robić. I ujrzałam mgiełkę zwiewnych traw, bordowych wczesnym latem, potem słomkowych, ulegających dopiero pod ciężarem jesiennej rosy i pierwszych śniegów. Wystawały spod tej chmury główki niebieskich jasieńców, żółtych kocanek i dziewann, trochę za dużo jastrzębca, a gdzieniegdzie wielopniowe ałycze i czeremchy. No taka trochę ruderalna roślinność, bo i takie warunki glebowe. I doszłam do wniosku, że to jest coś, co należy do miejsca. Z tym nie powinnam za długo walczyć, a wręcz przeciwnie, trzeba to wykorzystać. Dokładnie tak samo jak robi to mój idol Piet Oudolf (nie, nie przejadł się).

piet oudolf high line
fot. Karolina Jonderko Zdjęcie prosto z High Line Park w Nowym Jorku. Wszystkie fotki miały zaczekać na inny artykuł, ale chociaż jedno dla zobrazowania czym jest inspiracja roślinnością ruderalną w wykonaniu Oudolfa :)

Czytałam niesamowitą historię powstawania tego miejsca i powiem wam, że miało wielkie szczęście, że wziął je na warsztat ktoś, kto dostrzega piękno w brzydocie lub raczej ktoś, kto czyta między wierszami. Bardzo go za to cenię. Jedna roślina w masie zawsze (ale to zawsze) zrobi efekt, ale żeby działać tak jak na zdjęciu powyżej to już trzeba mieć większe pojecie.

Dobra, ale ja jestem mała, jestem amatorem, to lepiej niech działam w masie :) To co ja tu mam za mgiełkę u siebie? „To śmiałek pogięty”- orzekł jeden z trawowych specjalistów. Dobra, obsadzam śmiałkiem pogiętym, ale dla pewności jeszcze spytam innych zapaleńców. „Sporobolus jakiś tam”- orzekł inny szkółkarz wyspecjalizowany w trawach ozdobnych. Dobrze, że znalazła się jedna przytomna dusza, która po półtora roku moich rozważań naprowadziła mnie prędziutko na właściwe tory- „to mietlica przecie” (dzięki Megi). Brzmi pospolicie aż zanadto, ale niech was to nie zmyli, to piękna trawa, która wymaga tylko nieco ucywilizowania :D

mietlica agrostis lawn
Chciałabym żebyście mogli zobaczyć to co ja… Widzicie? Z tego miejsca wyskubywałam sadzonki. Tak wygląda potencjał :)
agrostis
A z bliska?
agrostis capillaris
A teraz? :) fot. Helen O’Donnell z bloga anemonetimes.blogspot.com

Powyżej zdjęcie z preriowej części Great Dixter :) Co prawda wystają pazurki innych traw również, ale mietlica przeważa :D No i? Nie jest boska? To ta, której kłosów wcale nie widzicie bo tworzą chmurę :)

U mnie na razie wygląda tak, że nie nadaje się do pokazywania, więc tylko fragmencik ;)

agrostis in garden
Mietlica, tam dalej śmiałki, bordowe rozchodniki, gdzieniegdzie dorzuciłam na jesieni czosnki główkowate i dojść mają jeszcze tylko dziewanny :) No i posadzona jeszcze trzmielina Hamiltona jako niskie drzewko- na razie baaardzo niskie :) Wszystko w skali mikro, bo pod tą „rabatkę” poszło 130 m kw. Gdzie to się wszystko podziewa to ja nie wiem :)

Mając tę trawę rosnącą dziko trochę zdążyłam ją już poznać. I tak mam wątpliwości, ale nie mam też na dobrą sprawę nic do stracenia, bo jeżeli w ciągu dwóch sezonów nie osiągnę efektu jaki sobie założyłam to skoszę i już. Mietlica jest składową mieszanek trawnikowych, zwłaszcza takich na pola golfowe, więc niczym nie ryzykuję poza własną pracą :D

No dobra, mietlica dla kwitnienia, a dla liścia co? Może trawa pod każdym względem idealna czyli kostrzewa czerwona (Festuca rubra)? Ma cieniusieńkie źdźbła, jest zielona, ale w słońcu nabiera takiego chłodnego blasku, rośnie wolno, a co najważniejsze jest idealna zarówno do niziutkich, regularnie i nisko koszonych trawników, jak i do tych koszonych raz w roku/ niekoszonych. Może być kępkowa lub rozłogowa- co komu potrzeba :)  Na tzw. Zachodzie jest najpopularniejszą trawą stosowaną na niekoszonych trawnikach. Wygląda zjawiskowo, miękko, delikatnie. W zasadzie tylko niektóre turzyce i bawola trawa preriowa (czyli Bouteloua dactyloides) z nią konkurują. Można oczywiście i z hakonechloe zrobić eko-trawnik tylko jeszcze policzmy dobrze pieniążki ;)

kostrzewa czerwona Festuca rubra
Fragmencik mojej polanki :)

Eko-trawnik. Czemu eko?

Trawniki takie poza tym, że pięknie się prezentują, przynoszą nam same profity, więc warto zastanowić się czy nie chcielibyśmy spróbować zanim dotrze do nas moda na coś więcej niż łąki kwietne.

Zakładając niekoszony trawnik oszczędzamy:

  • czas
  • wodę
  • środowisko
  • pieniądze

Moim zdaniem chociażby z tych powodów można zaryzykować twierdzenie, że tak wygląda przyszłość :)

I chociaż co chwilę pobrzmiewają głosy, że trzeba by się w końcu zająć niekoszącymi, bo brzydko, chaszcze, robaki, kary nałożyć, zmusić, kosiarkę do rąk przykleić to pamiętajmy, że póki co nie jesteśmy w Ameryce i nie grozi nam areszt czy gigantyczna grzywna za to, że chcemy mniej sterylnie niż większość, jak w przypadku sławnego już Ricka Yoes’a, mieszkańca Grand Prairie (przecież już ta nazwa zobowiązuje) w Teksasie, który nie chcąc skosić własnego trawnika trafił do aresztu. Nie namawiam was na znęcanie się nad sąsiadami, nie o to chodzi żeby postawić na swoim przecież, a poza tym trawnik niekoszony to nie to samo co trawnik zaniedbany. Rzućcie tylko okiem na tablicę inspiracji, a zrozumiecie dlaczego nie mogę przestać pisać :) I pamiętajcie o warunkach lokalnych i o tym, że nawet te mocno wydumane, nowoczesne dywany nie muszą być zrobione z turzycy dającej radę przy -15, bo mogą być równie dobrze zrobione z takiej co znosi doskonale nasze zimy, jest naszą swojską zielonolistną turzycą i niczym nie odbiega wyglądem od tej ściąganej z Japonii na przykład :) Szukajmy blisko, a na pewno znajdziemy :)

pinterest

No właśnie… :) Zostawię was chyba bez komentarza końcowego ;)

Post powstał w celu pokazania mojej rodzinie, że nie zwariowałam.

24 thoughts

  1. Marzy mi się łąka z bujną trawą, makami, chabrami, taka pozostawiona samej sobie, żeby nie trzeba było nic robić. Ponieważ mam bardzo dużo miejsca chyba się zainspiruje do bycia eko i posadzę turzyce oczywiście rodzimą :) Pięknie wygląda ta „mikro” rabatka 130 m2, ileż to tych roślin poszło do ziemi?

    1. No to albo bujna trawa albo maki, razem nie ma opcji ;) Maki to obiekt westchnień chyba większości z nas, ale dla ogrodników to kwiaty nie warte zachodu- nie mogę uwierzyć, że to piszę … auć. Kwitną zbyt krótko a i żeby były na trwałe to trzeba mniej więcej w czasie wysypywania się nasion podziabać ziemię wokół nich żeby ją nieco odkryć. Na zarośniętej na przykład trawą maki zanikną prędziutko- one prędzej na nasypie kolejowym się wysieją niż w bujnej trawie. Chabry podobnie zresztą, ale te dłużej kwitną i ewentualnie można na nie postawić :) Jedne i drugie mają u mnie w ogrodzie dyspensę- nie wyrywam :)

      Nie liczyłam roślin, nie chcę się denerwować :) W tym sezonie obsadziłam też pod klonem mandżurskim niewielki dywanik z carex hoid…coś tam (zgubiłam fiszkę) i będę testować :) Miała być montana, ale koszty mnie przerosły, czekam na powrót sadzonek za 3 złote ;)

      1. Faktycznie maki to tylko solo na rabacie i króciutko. Kurcze, że też te rośliny muszą być takie drogie. A czasu i miejsca brak na siew i sadzonkowanie. Ja mam tak dużą działkę, że chyba zrobię tam park :) ale jak znam siebie to za kilka lat pewnie mi coś strzeli do głowy, żeby zmieniać i dosadzać.

  2. Oj, o naszej narodowej tendencji do skrupulatnego odradzania się od krajobrazu to mogłabym dłuugo. lepiej nie będę zaczynać:D
    Łączką to już mnie Megi zaraziła, ale póki mam ledwie 800 m2 na „wsi podwarszawskiej” to pozostaje w sferze marzeń.
    Nie mogę się doczekać zdjęć już dojrzałego „niekoszeńca”:)

    1. Wiesz, życie jest życie i czasem ten krajobraz to taki nie do naśladowania wcale. A najciężej jest myślę na osiedlach domków jednorodzinnych gdzie każdy buduje co chce i jak chce, a ty człowieku potem kombinuj :) Wtedy to już się nie dziwię, że stawiają ludzie na spójność z architekturą własnego domu, a od reszty odgradzają się murem. Też bym chyba tak zrobiła. No nie od frontu. Od frontu mi się zawsze bez ogrodzenia marzyło- jak w „Hameryce” :)

    1. Nieee, same klatki nie są złe. Kilometr dalej jest inne miejsce z gabionami (drugie i ostatnie w okolicy), tym razem wypełnionymi kamieniem. Przed ogrodzeniem pozarastany biały grys z czerwonymi berberysami. Ludzi ciągnie do nowego ewidentnie i to super, tylko jakieś to takie bezrefleksyjne…

  3. Ach Ty niepoprawna romantyczko. W głowach ludziom namieszałas swoimi marzeniami , czasem jednak nie tylko marzenia się liczą. Twoje zdjecia polanki i mietlicy sa piękne ale niestety jak ktos ma małą działkę , myślę ze mała to znaczy poniżej pół ha to niech wcale nie zaczyna z Tobą marzyc.Dopiero duze przestrzenie dają nastrój. Zobacz zdjecie zrobione przez Helen O’Donnell, podoba Ci sie ?, bo mnie nie. Rude trawy owszem ale te strzyżone baszty za nimi , strasznie mi zgrzyta ten widok.Co do tuj, w pierwszej chwili miałam podobne odczucia co Ty ale po chwili zauważyłam za płotem lasek sosnowy bardzo naturalistyczny i podejrzewam ze za tym płotem jest własnie piękna natura. Tuje pewnie mają stac sie zywopłotem w strzyżeniu którego pomcne będą gabiony których z czasem nie będzie widac. Własciciel pewnie marzy o intymnosci i ja go rozumiem , i gotowa jestem zaakceptowac taki żywopłot by tą intymnosc osiągnąc.Miło jednak sie czytalo o Twoich marzeniach.

    1. Naprawdę tak to odbierasz? Że mieszam? Tak o tym nie myślałam :( Wiesz, ja tylko pytam, poddaję w wątpliwość, szukam i z znowu pytam. Serio. Traktuję ogrodnictwo na luzie, a tworzenie ogrodu jednak jako drogę, nie cel. Może dlatego tak eksperymentuję, szukam, czytam, pytam znowu :) A może jak przy budowie domu, dopiero trzeci ogród będzie taki jak należy :)

      Rozczaruję Cię, ale za tamtym płotem nie ma natury. Jest odnowiony dom i wjazd do hali magazynowej, którą z tyłu działki na polu właściciel postawił. Pola, pola, łyse pola, a pośrodku hala- taka jest przykra rzeczywistość. A że ja też sąsiaduję z polem, które mogłoby potencjalnie stać się (tfu tfu) to nawet nie pociągnę już tematu ;) Nie wiem o czym marzy tamten właściciel, bo nie znam osobiście, ale tuje już rudzieją i długiej kariery im nie wróżę. A szkoda, takie „nowoczesne” były :D

      Helen O’Donnell. Przykro mi, ale nie znam (nazwisko kojarzę, ale do popularnych należy) i w sieci nic nie znalazłam- przynajmniej nic związanego z fotografią.

      A wiesz, że ja ogarniam gdzieś może jedną dziesiąta działki a przygarnęłabym chętnie jeszcze dwie takie jak moja? :D Strrrasznie jestem pazerna :D

  4. Powiem znów och… gleba. Ale wizja ogrodniczki wydłubującej mietlicę z łąki jest naprawdę imponująca:) No doprawdy imponująca:) Nie ma w tym sarkazmu tylko zachwyt i podziw.
    Z niekoszonych u mnie świetnie się sprawdzają turzyce i hakonechloa właśnie. Ta ostatnia mnie lubi i dość szybko rośnie;)
    I jestem za – uwolnić thuje…

    1. Hakone u mnie prawie nie przyrasta. Fakt, że potencjał ma, bo podzielona dwa lata temu w jakimś nieludzkim terminie typu listopad/ grudzień dała radę, ale co z tego jak rośnie jakby chciała, a nie mogła :( Powtórzę za Tobą: gleba, ach ta gleba :) Za to muszę z dumą przyznać, że na takich piaskach bardzo dobrze zimują rośliny, które u innych wygniwają :)

      A z zielonolistnych turzyc, którą poleciłabyś na dywan na pierwszym miejscu?

  5. „należy do miejsca”- to bardzo ładne, wezmę sobie do użycia, dobrze?
    Właśnie sobie uświadomiłam, że robiąc trawniki używamy tylko kostrzewy czerwonej, owczej, mietlicy pospolitej i wiechliny łąkowej (sami robimy mieszanki, zawsze bez życicy). Wystarczy ich nie kosić, zresztą w wielu ogrodach tak się dzieje- są strefy koszone i niekoszone (tzn. więcej niż raz lub dwa razy w roku), w tych niekoszonych rosną cebulki.
    Więc może możesz tę mietlicę po prostu wysiać, będzie taniej?
    Tuje w klatce- rozumiem ideę (łatwe strzyżenie, nieprzebyty żywy, ale płot, więc oszczędność miejsca), ale okrutna okropność. Za to zielone ściany skontrastowane z morzem traw bardzo mi się podobią, as usual.
    A poza tym wszystko dobrze, zwertykulowane, zaerowane, wypiaskowane, nawiezione, dosiane, a dziękuję.

    1. U mnie już też ha ha :)

      Takim to dobrze- sami mieszają. Szukałam w zeszłym roku kostrzewy czerwonej to najmniejsze worki 25kg, to tyle to ja nie potrzebuję :) Masz namiar na detal to poproszę, do dosiewek chociaż zakupię. Mietlica była bodajże w ośmiokilogramowych, ale ja wybierając egzemplarze byłam jak szkółkarz na mateczniku: chodziłam, oglądałam i skubałam tylko te kępki najładniejsze, najbardziej skupione, z najzieleńszym liściem. A co! :D Teraz czekam aż zakwitną a sąsiedzi zobaczą, że posadziłam to czego na nieużytkach wokół pełno. To zaraz za bramą, więc się z moimi dziwactwami nie ukryję :D A niech tam :) Tylko babci szkoda, przyjedzie, będzie chciała pomóc i znowu nie będzie biedna wiedziała co pielić, a czego nie. I będzie:

      -Monisia, wypielić Ci tę trawę?
      -Nie babcia, nie trzeba, dopiero sadziłam

      Megi, bierz sobie jak coś lubisz, mi nie ubędzie :)

  6. Hmmm… mam taki fragment działki, który kiedyś był łąką (na cele zwierzaków trzymaną), potem żyła sobie dla siebie samej, nie koszona latami i teraz… no raczej wygląda jak chwastowisko – więcej tam pokrzyw (skąd inąd pożyteczny chwast ;) i innych „cudów” niż pięknej trawy. Tren podmokły, a trzeba by chyba zaorać i wtedy posiać jakieś trawki… nie wiem czy mój M. będzie chciał się poświęcić takiej pracy, bo na pozostałym, bardziej ucywilizowanym kawałku działki roboty jest …nie do przerobienia :) Ale wizja dziko rosnących traw kusząca.
    U mnie w zasadzie trawnika nie ma, jest trawa, która skoszona, przez krótką chwilę, trawnik udaje.
    Trudno jest wprojektować się w otoczenie przy bardzo wąskiej i długiej działce, jak z jednej strony ma się chwastowisko sąsiada ze zdziczałym sadem, z drugiej ugór, potem kawałek uprawianego pola – czyli groch z kapustą. I choć mogłabym nie sadzić żywopłotów, to, żeby nie zwariować, jednak się odgradzam.
    Jednak płoty z gambionów na wiochach mnie rażą.

    1. „Chwastowisko sąsiada ze zdziczałym sadem” to brzmi jakbyś koło mnie mieszkała :D Ja mam takie :) Co gorsza, moje jabłonki są na podkładkach karłowych i półkarłowych i z tego co wyczytałam nigdy nie zdziczeją tak jak robią to drzewa na korzeniach własnych albo chociaż na silnych podkładkach. Te, które mam mają za zadanie jedynie produkować owoce przez dziesięć lat a potem out- zastaliśmy taki stan rzeczy :( Pomalutku się pozbywamy kolejnych drzewek, ale idzie dosyć opornie…

      No wiesz, nie można tak całkiem przestać kosić, bo jak już niejednokrotnie wychodziło w dyskusjach w różnych miejscach: każdy kawałek ziemi dąży do tego aby być lasem. I tak jak nie będziesz kosić w ogóle to wchodzą coraz wyższe, coraz mocniejsze dwuliścienne, potem drzewa i krzewy i zanim się obejrzysz zamiast trawnika masz dąbrowę na przykład :) I czasem te zmiany zachodzą tak szybko… Ta polanka ze zdjęć. To był teren podmokły, wiosną chodziło się po tych trawach jak po łóżku wodnym- suchą stopą przeszłaś, ale wodę pod sobą wyczuwałaś. Tuż przed tym jak kupiliśmy dom poprzedni właściciel zasypał rów przebiegający w tym miejscu. Potem to już była błyskawica. Żal nam było wyciąć kilku samosiejek bo drzewka. No to drzewka podrosły, teren zaczęły osuszać, a na taki to już inne trawy weszły. I mimo, że teraz rów systematycznie odkopuję (znajdując przy tym najdziwniejsze przedmioty), drzewka stamtąd wycinamy to już pewnych roślin nie wytępimy (wszedł nam na przykład trzcinnik, który wcześniej nie miał szans) i jedyna nadzieja w tym, że uda się przywrócić w miarę podobne warunki do tych wcześniejszych. Staramy się w każdym bądź razie :) Gdyby teren był mniejszy to już dawno miałabym tam bosko, a tak to działania muszą być trochę inne niż typowo ogródkowe :/

      Też mam nieproporcjonalnie długą działkę więc możemy sobie piątkę przybić :) Mój mniej więcej 1:6 ma proporcje boków. Zazwyczaj ludzie dzielą wtedy ogród na następujące po sobie wnętrza, ale ja lubię widzieć co dalej- nie z każdej strony, ale lubię :) I lubię działki moich sąsiadów i te działki jeszcze dalej i gdyby nie pies to zdjęłabym ogrodzenie na tyłach (sarny przecież wszystkiego nie zeżrą), ale w tej sytuacji nie mogę, a pies też ważny, bardzo ważny.

    1. Łatwo z podagrycznikiem nie będzie także życzę powodzenia :) Widzę, że gotujesz wiec może zainteresuje cię, że podagrycznik uznawany jest za najbardziej niedoceniane warzywo na świecie :)

  7. Naturalne trawniki są piękne i bardzo kusząca jest idea niekoszenia, ale jak się ma działkę 10 arów z domem, to jednak che się mieć trochę miejsca, żeby rozłożyć koc czy pograć w badmintona. Nie podobają mi się mury i tuje, ale mając blisko sąsiadów, z bólem serca wybieram praktyczność. Mam tak, że najczęściej nie podoba mi się zagospodarowanie działek, które widzę. Wiem, co jest w nich brzydkie, ale nie wiem, co zrobić, żeby u mnie było ładnie.

    1. To jest częsty problem, któremu może zaradzić tylko oglądanie fajnych projektów, fajnych realizacji- takie pozytywne inspirowanie się. Jak człowiek spędzi sobie kwadrans na przewracaniu kart dobrego albumu to momentalnie dostaje takiego kopa, takich skrzydeł, że można góry przenosić :D Absolutnie polecam :)

      Wracając do tematu trawników to chyba popełniłam błąd taktyczny zaczynając od niekoszenia. Myślę, że gdybym poszła w kierunku rabat trawiastych to od razu inaczej byłoby odbierane :/ Ale stało się i trzeba będzie rozwinąć myśl w kolejnych artykułach ;) Natomiast specjalnie na tablicę Pinterestową poprzypinałam tak różne realizacje, żeby można było naocznie przekonać się, że taka sama trawa jak użyta na niekoszonym trawniku gdzieś w podmiejskim ogródku może zagrać znakomicie w nowoczesnej, bardzo minimalistycznej realizacji. I że czasem właśnie cała siła tej „zwyczajności” tkwi w możliwości użycia jej jako kontrastu :D A to czy to nazwie się trawnikiem czy rabatą to już kwestia drugorzędna. Zresztą, taki sztuczny podział jest dosyć staroświecki :)

  8. bardzo kibicuje Twojej łące mietlicowej- piękna będzie.
    Te pola kostrzewy czerwonej tez cudne.
    Tez mam dwoisty stosunek do trawników. Prawdę mówiąc trochę mnie denerwuje wielkie zaangażowanie, z jakim pielęgnowane są trawniki. Często wchodzę do ogrodów, gdzie trawnik jest dywanowy, gęsty, cudny. A reszta rośnie, albo nie rośnie… wkładam rękę w ziemię, a tam resztki gruzu,glina z głębkich warstw ziemi, na wierzchu skołtuniona szmata agro.Wszystko rośnie na kroplówce póki ma z czego czerpać bo wrzucono w dołek odrobinę żywej ziemi. Ech.
    Ja gabiony lubię, jeśli są po coś, maja jakąś funkcję.
    Tuje… toleruję, staram się bardzo.

    Czasem marzę o łące moliniowej- nad morzem , na polanach przy lesie bywają takie. Zachwycające!

    Ale trawnik w swoim ogrodzie mam, M go kosi i pielęgnuje. Na szczęście na naszych piaskach nie trzeba go za bardzo wertykulować, i daje się kosić bez kosza, a urobek jest naturalnym nawozem. Mamy stokrotki, wiosną trochę mleczy, bluszczyk kurdybanek i trochę koniczyny. Goście zwykle chwalą go w śmieszny sposób:’ ale macie ładny, zielony trawnik z daleka” ( fakt, z bliska nie jest wzorcowy)

    Lubię takie ‚mieszanie’ jak Twoje. Wg mnie jest twórcze

    1. Cześć Magnolio :)
      Twórczy ferment mówisz? Wychodzę z założenia, że trzeba patrzeć dużo dalej niż własne podwórko i, że skoro już czymś (oprócz natury) mam się inspirować to nie tymi, którzy projektują zgodnie z obowiązującymi trendami, a tymi którzy te trendy dyktują :) Dlatego właśnie mimo, że „jest jak jest” i te możliwości niewielkie to ambicji nie pohamujesz, pogodziłam się z tym ;)

      Wiesz, ja też mam już plan na działkę nad morzem, a nigdy jakoś szczególnie mnie tam nie ciągnęło. Posadziłabym sosny i same trawy, niebieskie najlepiej- kostrzewy, szczotlichy, nawet wydmuchrzyce. No i trochę molinii, ale trzcinowatych, bo tych jestem wierną fanką :D I wszystko wysypałabym grubym, żółtym żwirem. Albo jasnym- zależy ;) Mam też wizję ogrodu przy boskim, nowoczesnym domu i przy odrestaurowanym dworku. I przy wielkim gospodarstwie rolnym w zachodniej Polsce :) Tylko wizji na teraźniejszość troszkę brak, bo nie bardzo jest się do czego odnosić. Ale radzę sobie, dziękuję :) Przynajmniej szukam ;)

      Ja lubię zadbane trawniki i lubię o nie dbać. I tak ostatnio wypuściłam ten tekst, a tego samego dnia małżonek kosiarkę z serwisu przywiózł i jak skosiłam, wygrabiłam jeszcze, połaziłam w tych kolcach i nawóz na korzenie poszedł, a potem jeszcze a masz na liść i kolor i potem przysiadłam z tym nożykiem, kanciki zrobiłam, poobcinałam, jeszcze próchnicą poprószyłam i potem spojrzałam po podlewaniu to ciepło takie spłynęło na mnie :D No jest w tym coś i ja to absolutnie rozumiem i nie potępiam. Tylko właśnie szukam czegoś więcej chyba. Bo prawda jest taka, że na odpowiednich kroplówkach to każdy może mieć piękny trawnik, nie jest to jakoś szczególnie trudne. Z kolei komplementy z zewnątrz zawsze tworzą kolejne ogniwo łańcucha, który przykuwa właściciela do jego wymuskanego, wypieszczonego trawniczka :) Ja kiedyś taki „komplement” usłyszałam: „Ja! Ale macie zajebisty trawnik! Jak żywy! I w dotyku też!” ;) Ciężko się po czymś takim otrząsnąć :D

  9. taka łaczka jak twoja przydałaby się u mnie mam trawnik…a raczej coś do niego podobne i gdyby nie fakt małej powierzchni całej działki najchętniej odpuściłabym koszenie itp. te twoje 130 m2 mnie rozwalilo czekam jak to będzie wyglądać jak się rozrośnie czy będziesz z efektu zadowolona czy też materiału Ci braknie ;) tak jak i buków

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s