Baptysja – ta roślina da się lubić

Baptysja błękitna jako roślinny hit?

Do pewnych roślin muszę się przekonać, inne skradają moje serce od razu. Baptysja błękitna (Baptisia australis) zdecydowanie należy do grupy nr dwa. Jeśli szukacie czegoś niezbyt popularnego, ale już przez kogoś przetestowanego i wartego uwagi to ja polecam przyjrzeć się bliżej tej przedstawicielce bobowatych. Uważam, że wystarczy naprawdę niewiele, aby weszła z impetem do naszych ogrodów, pokazała swe bezproblemowe oblicze, a pokochana przez miliony zadomowiła się na dłużej 🙂 Taka wizja się rozpanoszyła w mojej głowie i swędzi tym mocniej, im więcej wyjątkowych odmian spotykam na swojej drodze. Nie są to niestety spotkania w języku polskim i to boli najbardziej, ale trzeba mieć nadzieję 😉

baptysja błękitna
baptysja błękitna

Niebieski powstaje z żółtego dlatego łodyga jest zielona

W Ameryce północnej, gdzie baptysja naturalnie porasta rozległe prerie i obrzeża lasów nazywana jest dzikim indygo (wild indigo) lub fałszywym indygo (false indigo). Jak się nietrudno domyślić nazwa ta wzięła się od barwierskich właściwości, bowiem z liści i łodyg pozyskiwano niebieski barwnik. Okazuje się, że jego źródłem był gatunek baptisia tinctoria kwitnący na żółto. Aha, gatunki… powinnam o tym nieco napisać… Jest ich kilkanaście, z czego baptysja błękitna (Baptisia australis) jest tą najczęściej stosowaną w uprawie (i o niej jest ten artykuł- tak dla jasności), a ona sama dzieli się jeszcze na trzy formy. Dochodzą odmiany mieszańcowe i mamy moi drodzy szeroką ofertę i wspaniały wybór kolorów, kształtów i wielkości 🙂 Tzn. tam, za wielką wodą mamy 😉

baptysja południowa
tutaj bardziej fioletowa nn

wild indigo

Roślina barwierska, ale też lecznicza- tej działki nie tykam, są źródła, można sobie poczytać 🙂 Wspomnę tylko, że rdzenni Indianie Ameryki Północnej leczyli tym ukąszenia węża, gorączkę, szkarlatynę, tyfus, zapalenie gardła i wiele wiele innych. Nieumiejętne jednak stosowanie niechybnie doprowadzi do zatrucia, więc nie ryzykowałabym. Indiańskie dzieci z kolei używały wysuszonych strąków jako grzechotki.

strąki z nasionami baptysji

Za co macie ją lubić?

Już tłumaczę 🙂 Baptysja z racji swego pochodzenia jest rośliną naprawdę niewymagającą. Potrzebuje tylko słońca (najlepiej pełnego) i jakiegokolwiek podłoża, w którym mogłaby zapuścić swe silne korzenie. Sięgają one naprawdę głęboko, więc przed wyborem miejsca dobrze się zastanówmy, późniejsze przesadzanie może bowiem okazać się niemożliwe- raz, że nie damy rady, a dwa, że roślina to odchoruje, po co nam to? Wybieramy więc miejsce i sadzimy. Czego się potem spodziewać?

Rozczarowania 😉 Baptysja długo się zbiera i w pierwszym, drugim roku można pomyśleć, że może jej źle u nas, bo tak raczej marnie przyrasta, choć liście zdrowe. Udowodniono naukowo, że w tym czasie idzie w korzeń, więc musicie być na to przygotowani. Plus jest taki, że to długowieczna bylina, więc poczeka człowiek chwilę, a potem nie martwi się odmładzaniem, dzieleniem, zastępowaniem, sianiem itd. W ogóle to nie martwi się niczym, bo zakorzeniona w podłożu baptysja nie wymaga już podlewania, a poza okazjonalnymi odwiedzinami motylich gąsienic nic jej nie żre, nie choruje, nawozić praktycznie nie trzeba (sama z siebie potrafi wiązać azot z powietrza- jak to “motylek”), kwiatów nie ścinamy. Jedyne co trzeba przy niej zrobić to ściąć nisko wiosną. Jeśli tego nie zrobimy położy się sama kiedy nowe pędy ruszą- jest to opcja dla ekstremalnie leniwych ogrodników 😉

Jeśli po kwitnieniu kępa zacznie się rozwalać na boki to może to oznaczać niewystarczającą ilość słońca. Powinno wówczas pomóc nieznaczne przycięcie rośliny.

Mrozoodporność pełna w naszym kraju.

No i za wygląd trzeba ją lubić, bo to piękna roślina jest 🙂

baptisia australis

O wyglądzie słów kilka

Baptysja swojej rodziny (Fabaceae) się nie wyprze, zdradzą ją od razu rysy typowe dla kwiatów motylkowych 😉 Umówmy się (ale to umowa tylko między nami), że przypominają nieco pod tym względem łubin, albo groszki… albo odwróconą glicynię 🙂  Z kolei trójlistkowe liście wyglądają jak u przerośniętej koniczyny. Są soczyście zielone za młodu i szaro-stalowo-zielone w starszym wieku. Kolor zmienia się też w zależności od odmiany.

baptysja południowa z białą liatrą kłosową

Baptysja błękitna ma wyjściowo kwiaty koloru niebieskiego w najróżniejszych odcieniach. Od jaśniutkiego, bielejącego, fiołkowego fioletu po hiper-fluorescencyjny kobalt (info dla mężczyzn- dalej mówimy o niebieskim). Rozkwita pod koniec maja i trwa to około trzech tygodni. Kwiaty rozwijają się od dołu ku górze.

Pokrój rośliny to rzecz, której ja nie doceniłam i idąc za radą ówczesnych posiadaczek wetknęłam trzy rośliny niemal razem, bo w odległości ok. 40 cm od siebie. Teraz tego żałuję i radzę wam: nie idźcie tą drogą 🙂 Baptysja ma ładny kształt kępy i fajnie byłoby go podkreślić. To taka wysoka (ok. 1 metra) fontanna, trochę jak piwonia, ale jednak lżejsza w odbiorze. Ja nie mam zdjęć całej rośliny, ale obejrzycie ją sobie niżej, w ciekawej internetowej publikacji to będziecie mieli możliwość sami ocenić i zdecydować. Ja polecam sadzić tak, aby miała oddech lub w towarzystwie roślin o kształcie kopułki- idealnie dopełnienie fontanny 🙂

Jest jeszcze jeden powód mojego zachwytu nad baptysją, a mianowicie jej jesienne oblicze, które było dla mnie totalnym zaskoczeniem. Nie pokazuje go gdy nagle przyjdzie mróz -5°C, bo wtedy od razu czernieje, ale gdy pierwszy przymrozek ścina wszystko ona nabiera połysku. To jest kolor, w którym wypuszczają niektóre modele samochodów- taka kawa z mlekiem, ale w zimnej tonacji i metalic. Nie przypuszczałam, że będę chciała to kiedyś pokazać, więc fotografie takie sobie, ale powinny was nieco naprowadzić.

baptysja jesienią
zdjęcie tego nie oddaje, ale ten kolor jest naprawdę wyjątkowy

Rozmnażanie baptysji czyli nie taki diabeł straszny

O systemie korzeniowym już pisałam, więc łatwo się domyślić, że podział rośliny nie należy do najłatwiejszych. Wymaga dużo siły, mocnych narzędzi, ostrożności i szczęścia. Nie jest niemożliwy, ale osobiście nie praktykowałam, wystarczy mi doświadczenie z przesadzaniem. Ponieważ jednak mam za sobą research trwający miesiąc to napiszę wam: ludzie to robią, ludziom się udaje, ludzie nie chcą robić tego nigdy więcej. Decyzja należy do was 😉

baptisia australis baptysja nasiona

Gatunek świetnie udaje się także z nasion. Aby pozyskać w ten sposób nowe rośliny należy najpierw odpowiednio przygotować same nasiona. Wymagają one dwumiesięcznego okresu chłodzenia, uszkodzenia twardej skórki oraz moczenia przez dwie doby w gorącej wodzie. Chłodzenie załatwi nam lodówka, skaryfikację (uszkodzenie) papier ścierny (ja nie używam nożyka, bo się boje), a moczenie słoiczek na kaloryferze 🙂 No chyba, że baptysję mamy u siebie w ogrodzie, to wtedy wysiewamy w inspekcie jesienią, a mróz i wilgotna gleba wykonają za nas całą pracę. Możemy też zostawić strąki na roślinie i zebrać dopiero wiosną przy czyszczeniu rabat. Wówczas wysiewamy w marcu w domu po trzy/ cztery nasionka na kubeczek. Kiedy ukażą się siewki zostawiamy najsilniejszą, pozostałe usuwamy. To lepszy sposób niż ryzykowne pikowanie- nie lubi tego. Kwitnącą roślinę otrzymamy dopiero po trzech/ czterech latach.

 

Odmiany

Możemy oczywiście się podręczyć wspólnie, czemu nie 😉

  • ‘Lunar Eclipse’ urzekająca gradientem od bieli do fioletu
  • ‘Dutch Chocolate’ o ciekawym zestawieniu brąz/żółć, bardzo mi się podoba, tą będę zamawiała
  • ‘Chocolate Chip’ to większa siostra ‘Dutch Chocolate’
  • ‘Vanilla Cream’ kwiaty śmietankowe

Wiecie co? Sami powinniście sobie przejrzeć 🙂 Tutaj wspomniane wcześniej wydanie poświęcone baptysji. Do poczytania i do pooglądania. Na przedostatniej stronie macie taki nieduży spis gatunków i odmian. Po kliknięciu w nazwę przeniesie was do strony z opisem i zdjęciem- polecam 🙂

 

10 thoughts

  1. Baptysia- chorowałam na nią chyba ze 4 sezony temu.
    I nie mogłam dopaść nigdzie.
    Wreszcie znalazłam jakąś bidę w P9, z 1 kłem maleńkim za 18 zł. Oczywiście kupiłam.W następnym sezonie pojawiły się w dużej ilości , po 4 czy 6 zł.
    Moje baptysie już nie wyglądają jak schorowana siewka łubiny- właśnie lezą im mocne, grube kły. Rzadzą!
    I dla odmiany teraz zaczynam wzdychać do śmietankowych baptysi…. cholewka jak tu mieć ogród wstrzemięźliwy.
    Wszystko co piszesz, prawdę piszesz- baptysie czarują! Tylko trzeba im dać czas i słońce.

    1. Śmietankowe tak i długie takie piękne kwiatostany w tych wyhodowanych odmianach, nie to co moje, takie “pyćki”. No, ale umówmy się, że nie sam kwiatostan ozdobą baptysji, prawda? 🙂 Mi bardzo podoba się jej “krzak” i to kształt, którego bardzo brakowało mi na dużej preriowej (tak jakby obecnie było tam widać coś więcej niż mikroplamki nasadzeń 😂). No, ale teraz po obejrzeniu tych wszystkich cudownych odmian zwątpiłam. Mam pełniutką paletkę baptysjowych siewek, ale może by tak jednak w porządne, wyselekcjonowane odmiany iść? Żeby nie tylko mnie kusiło to napiszę Ci, że zarówno śmietankowe jak i czekoladowe mają w ofercie Zielone Progi. Ha! Radź sobie teraz 😁

  2. Mam ją na liście moich zachciewajek już od paru lat, ale na razie tylko tam 😉 Może w końcu zaproszę ją do ogrodu…

    1. Ło jeżu! Gdybyś ty zobaczyła moją listę chciejstw… listy raczej 😉 Nie posłuchałaś zachciewajki, ja w tym czasie kupiłam, posadziłam i teraz możesz skorzystać widząc, że to super roślina, ale … gatunek to ustępuje jednak urodą tym wszystkim cudownym odmianom ogrodowym 🙂 I teraz możesz wybrać tę najlepszą z najlepszych i posadzić. Tak, zdecydowanie teraz już powinnaś posłuchać tego głosu w głowie 😀 😀 😀

  3. Jak tylko dowiem się przez jaką str można zamawiać w Zielonych Progach…. to Połówek mnie z domu wymelduje przez te moje kompulsywne zakupy po czytaniu blogów ogrodniczych, szczególnie Twojego 😉

  4. Jak Ty cudnie potrafisz pisać o roślinach, normalnie jabym powieść czytała;) I niestety, niestety, bardzo zachęcająco piszesz. Od razu człowiek sobie wyobraża taką kępę w błękitach albo fioletach, jak wypełnia to ostatnie puste miejsce w za małym (ZA MAŁYM!!!) ogródeczku.
    I zabawna rzecz – kilka dni po przeczytaniu Twojego wpisu o baptysji (której wcześniej w ogóle nie znałam), koleżanka poleciła mi uodparniający lek, w którego składzie jest między innymi “Baptisiae tinctoriae radice”;) Od razu mi się rzuciła w oczy ta nazwa! A więc jak najbardziej roslina lecznicza:)

  5. Przeczytałem ten wpis wiele dni temu i pomyślałem, że ciekawa roślina, ale nie rzucę się od razu do jej sadzenia.
    Aż tu…
    Wczoraj przeglądam fotki z 2014 r. i nagle trafiam na baptysję!!! (arboretum leśne w Sycowie). Właściwie to dwie fotki, a to już oznacza, że wzbudziła moje zainteresowanie.

    Dzisiaj z kolei znalazłem ją na fotce z ogrodu zielnego w Gołuchowie. Za każdym razem pierwszy tydzień czerwca. Czyli jest to roślina, która przykuwa moją uwagę, a z drugiej strony niezbyt zapada w pamięć.

    Możliwości są dwie: albo nic innego nie kwitnie w tym samym czasie , więc wzrok ląduje na baptysji, albo jest to interesująca roślina. Ta druga możliwość wprawia mnie w zadumę.

    Czasami tak jest, że czegoś nie znamy, potem poznajemy i nagle widzimy wszędzie dookoła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *